Co wypada a co nie przy kobiecie w ciąży

Sobotnie spotkanie po dłuższym czasie. 
Dwa małżeństwa. Pierwsze oczekuje na rozwiązanie, drugie pół roku temu straciło dziecko w II trymestrze.
Każdy wiedział o tym smutnym przeżyciu jednak nikt nie pytał, każdy czekał, aż rodzice sami będą gotowi porozmawiać o stracie, bądź z szacunkiem dla ich prywatności temat nigdy nie będzie podjęty.

Bałam się jak cholera. Temat ciężki, ogromne współczucie, strach myśleć przez co przeszli, ale i....
Będąc w ciąży, w III trymestrze nie do końca byłam przekonana czy chcę to wszystko akurat teraz słyszeć, zwłaszcza, że ciąża nie przebiega książkowo.

Uczucia mieszane. 
Być dobrą koleżanką i wesprzeć czy unikać rozmowy ze względu na wewnętrzny strach przed późniejszymi urojeniami i dopowiadaniem sobie, że może i u nas coś złego się przytrafi?

Zaryzykowaliśmy i poszliśmy licząc, że temat nie wypłynie. 
Mąż dostał przykaz: jak będzie robiło się zbyt gorąco lekko go szurnę, żeby delikatnie zmienił temat.

Cisza. Zero tematu. Cieszy mnie ten fakt.
i.....
Mężczyźni wyszli na zewnątrz. W mieszkaniu tylko my dwie.
Wtedy zaczęły się szczegółowe opisy: prawdopodobna przyczyna, przebieg porodu, wygląd dziecka, pogrzeb (tu była tylko najbliższa rodzina) itp.

Aż mi słabo. 
Podtrzymanie ciąży a tu takie emocje.
Sama nie wiedziałam co zrobić. Prosić o szklankę wody czy udawać, że wszystko ok.

Słuchałam dalej.
Jednak nie wiem czy to dobry pomysł na temat do rozmowy z kobietą właśnie oczekującą na rozwiązanie. Byłam lekko zła. Potraktowałam to jak nietakt z jej strony. Mogła poczekać, aż mój stan pozwoliły mi na trzeźwe myślenie.
A tak: ciśnienie do góry, strach przed kolejnymi wypowiadanymi słowami.

Po jakimś czasie emocje opadły a ja zaczęłam odczuwać złość pomieszaną z odczuciem, że mogłabym być lepszym kompanem do rozmowy. Może ona potrzebowała mojego wsparcia. Jednak nie potrafiłem jej go dać. Emocje wzięły górę.. 

Mogłam jakoś zareagować, powiedzieć, że to nie najlepszy temat na tą chwilę.
 Mądry Polak po szkodzie.
 W tamtym momencie zatkało mnie, wręcz sparaliżowało. Bałam się myśleć o tym, cokolwiek mówić. 

Uważacie, że taka rozmowa powinna mieć miejsce czy ze względu na stan błogosławiony tego typu emocji należy unikać?
Jakie jest wasze zdanie?

Moje? Rozmowa nie powinna mieć miejsca a jak już miała to bez szczegółowych opisów.


Udostępnij ten post

38 komentarzy :

  1. powiem szczerze że bardzo dziwna sytuacja, sama nie wiedziałabym jak postąpić...
    Pozdrawiamy www,kacikkuby.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie wiedziałam co robić i siedziałam a w środku emocje tłumione:/

      Usuń
  2. Myślę, że tamtej mamie na Twój widok ożyły wszystkie wspomnienia i emocje i nawet jeśli nie miała wcześniej zamiaru z kimkolwiek o tym rozmawiać, to ją to przerosło i puściło. Akurat przy Tobie, bo Twój brzuch stał się katalizatorem wspomnień. (Nie wiem, tak sobie wyobrażam). Moi znajomi byli w podobnej sytuacji, mówili, że przez jakieś 2 lata nie byliby w stanie spotkać się z innymi znajomymi w ciąży, więc unikali takich sytuacji. Dopiero teraz powoli wróciło wszystko "do normy".
    Tak czy siak Ty nie powinnaś - jeśli sobie tego nie życzysz - być wystawiana na takie próby. Trudno w takiej sytuacji o asertywność, bo znajomi i temat delikatny. Powściągliwość to jednak cnota.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oni wiedzieli, że jestem w zaawansowanej ciąży, sami nas zaprosili do siebie i w sumie też mogli przemyśleć temat. Porozmawiać można, jednak szczegółowe opisy to już za dużo :/

      Usuń
  3. Ja przypominam sobie sytuacje , gdy moja "najlepsza" przyjaciolka byla w ciazy, a ja mialam juz mojego Wczesniaka na tym swiecie I pamietam, ze temat wpadl na glupie tory, bo probowalam jej uzmyslowic,ze macierzynstwk to nie bajka, to nie wiecznie usmiechniete dziecko I zadowoleni rodzice. Ona wtedy pojechala mnie z gory na dol, ze jak ja smie jej takie rzeczy opowiadac na 2 miesiace przed rozwiazaniem.. oburzylam sie I ja, bo wcale nie mialam na mysli jej zrazac, straszyc...chcialam jej pewnie kwestie uzmyslowic zeby mogla sie przygotowac, bo myslenie to ma nadal jak nastolatka. Pozostal niesmak, mamy do siebie zal. Wiem jak to jest byc w ciazy, bo przerabialam ten stan dwa razy. Wiem , ze hormony buzuja I czasami mozna sie poklocic o pierdolke. Moim zdaniem kolezanka wybrala sobie nieodpowiednia osobe do zwierzen, ale nie mialabym jej tego za zle. Widocznie miala silna potrzebe wyrzucenia z siebie tego bolu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łudziłam się, że skończy się na ogólnym zarysie sytuacji, delikatnym poruszeniu tematu zważywszy na fakt, że przyjaciółmi nie jesteśmy, raczej znajomymi. Spotkania raz na pół roku :/
      Ja niestety nie miałam odwagi się odezwać :/

      Usuń
  4. hmmmm...ja po prostu bym nie poszla chyba na takie spotkanie. wymigałabym sie ze wzgledu na dobro swojego stanu....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie byłam pewna tego spotkania, jednak mąż stwierdził, że skoro dzwonią i zapraszają wiedząc o naszym stanie to już się pogodzili z tą sytuacją, która ich spotkała. I na tej podstawie zdecydowaliśmy, że idziemy

      Usuń
  5. Współczuję, nie chciałabym znaleźć się w takiej sytuacji.. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pewnym czasie emocje opadają i inaczej patrzy się na te chwilę jednak w tamtym momencie...

      Usuń
  6. Miałam podobną sytuację. Ja w zaawansowanej ciąży, znajoma straciła dziecko w 20 tc jakieś dwa miesiące przed naszym spotkaniem.
    Nie wiedziałam jak się zachować, czego oczekiwać. Byłam zdenerwowana.
    Na przywitanie ona tak mocno mnie przytuliła, tak wtuliła się we mnie, że ja jakoś tak wyszeptałam, że strasznie mi przykro. I łzy się pojawiły... ale to było to. Nie rozmawiałyśmy o tym więcej. Dopiero teraz byłabym gotowa na taką szczegółową rozmowę, gdy Junior ma 6 m-cy, ale nie wiem czy ona jest...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grunt to aby obie strony były gotowe i obie strony chciały poruszyć temat.
      Myślę, że ten szczery i ciepły uścisk znaczył więcej niż nie jedna rozmowa - super, że nie drążyłaś tematu tylko zatrzymałaś się na tym etapie na który pozwoliła znajoma.

      Usuń
  7. Koleżanka chyba nie do końca przemyślała co robi... Ja bym jej przypisała (być może krzywdząco i niesłusznie) pewną zazdrość o to, że już jesteś w III trymestrze i może z tej złości tak popłynęła z opisami... To bardzo trudna sytuacja, ja bym jednak ucięła temat na Twoim miejscu "Wybacz, ale nie wiem czy wiesz, że moja ciąża jest zagrożona i wolałabym teraz nie słuchać o Twojej tragedii, chociaż bardzo Ci współczuję i przykro mi, że nie umiem Cię pocieszyć, ale sama bardzo się boję...", gdyby obraziła się po takich słowach to nie chciałoby mi się z nią utrzymywać kontaktu. Współczuję jej, bo na pewno jej przeżycie jest potworne i będzie nieraz płakała na widok noworodków, ale głupio wybrała sobie powiernicę...

    Natomiast rada dla Ciebie: emocjami się nie przejmuj, ja w ciąży miałam trzykrotnie bardzo stresujące sytuacje i na szczęście nie ma to żadnych negatywnych skutków, ale tłumacz swojemu dziecku co się dzieje, jak się denerwujesz zaśpiewaj mu kołysankę - zobaczysz, że i Ty się wyciszysz.

    Życzę Wam wszystkiego NAJ i jak najmniej takich zbędnych wstrząsów.

    OdpowiedzUsuń
  8. Tu sytuacja była podwójnie trudna. Ty patrzysz tylko ze swojego punktu siedzenia. Ja bardziej rozumiem Twoją koleżankę - sama poroniłam 3 lata temu i wiem, jak to jest, kiedy po takiej stracie musi się patrzeć na czyjś brzuszek i udawać, że mnie to nie rusza. To musiało być przykre dla Was obu, ale postaraj się ją zrozumieć, bo przeszła znacznie więcej niż Ty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, dlatego na drugi dzień i po nieprzespanej nocy zaczęłam się zastanawiać czy nie powinnam postąpić inaczej, a z drugiej strony ja nie będąc gotową na takie spotkanie nigdy bym nie wyszła z zaproszeniem.

      Usuń
  9. Nie wiem, ciężko się wypowiedzieć... Rozumiem i Ciebie i Ją. Może rozsądniej byłoby w ogóle nie iść. Teraz to już za późno na takie refleksje.
    Znam siebie i wystarczyło mi w ciąży przeczytać coś takiego i już miałam dzień z głowy, a co dopiero rozmowa na żywo, z kimś kto przeszedł...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciąża z osoby opanowanej i niewierzącej w wiele rzeczy zrobiła ze mnie osobę przewrażliwioną. Teraz co noc myślę o dziecku - poród wydaje się niczym w porównaniu z czekaniem na opinię lekarza, że dziecko zdrowe. Jakaś paranoja. Wiem, że sobie wkręcam jednak to silniejsze :/

      Usuń
  10. Rozumiem Cię, tez nei chcialabym sluchac szczegułów takich histroii. i dziwie im sie troszke, skoro sobie nie poradzili z ta sytuacja nie powinni zapraszac do siebie kobiety w ciazy-jasne, rozumiem ze to dla nich trudne i moze faktycznie po prostu pekla przy Tobie, ale powinni sie z tym liczyc i przeczekac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak się zastanawiam: może myśleli, że już się z tym pogodzili a sam mój widok odświeżył emocje i wspomnienia

      Usuń
  11. Mialam taką sytuację. Moja przyjaciółka stracila dziecko kiedy obie bylysmy we wczesnej ciąży. Ona mnie unikala i ja jej bo wiedziałam ze nie będzie umiala się cieszyć moim szczęściem. Teraz relacje nam się unormowaly na szczęście. W twoim przypadku chyba niepotrzebnie poszlas... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że teraz jest między wami tak jak kiedyś. To ważne i świadczy o dojrzałości człowieka. Czasami potrzebny czas i nic więcej.

      Usuń
  12. Znalazłam się w takiej. W sumie ciągle się w niej znajduję gdy idę do jakiegokolwiek lekarza, bo pytają, która ciąża i który poród mimo, że wszystko jest zapisane w karcie ciąży, a i wypisy wszystkie mam zawsze ze sobą. Ciężki temat, nie powiem i większość osób nie wie jak zachować się w takiej chwili (jak ty), ale to nie szkodzi kochana. Najważniejsze, że Twoja koleżanka się wygadała - może było jej to potrzebne, akurat w tym momencie. A ty... nie przejmuj się, nie rozmyślaj za dużo na ten temat, bo po co się stresować?

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba masz racje. Zdarzyło się, teraz trzeba cieszyć się ciążą a niedługo macierzyństwem, a później wspomóc koleżankę, gdy będzie tego potrzebowała.

      Usuń
  13. niezbyt mila sytuacja wspolczuje:(
    ja sama jestem w ciazy juz koncowka i jak spotylkam sie z moimi kolezankami to ciagle slysze o takich historiach ze poprostu rece opadaja a to ze jednej plod sie oberwal a to ze jak lekarz zrobil cesarke to nacial glowke dziecka i umarlo albo ze tak po cesarce zszyli ze flaki na wierzchu nie jest mi milo sluchac tego ja sama nigdy bym takich rzeczy nie opowiadala
    mam miec cesarke to juz slysze ze nie bede mic wiezi z dzieckiem bede dluzej dochodzic do siebie albo pokarm sie pojawi po 2 tyg poprostu zero kultury zero taktu
    maz mi mowil nie opowiadaj szczegolow zwiazanych z ciaza ma racje moglam nic nie mowic ze mam miec cesarke bo teraz ciagle dobre rady slysze w 15 tyg mialam amniopunkcje o ktorej nikomu nie mowilismy to byl koszmar to czekanie i przezywanie w samotnosci ale przynajmniej uchronilam sie przed komentarzami i dobrymi radami doswiadczonych mam :)
    juz wyobrazam sobie jak urodze jak wszyscy beda chcieli wychowywac mi dzieciaka
    ale sie wygadalam juz tak to mnie meczylo :)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj jak ja ci współczuję. Koleżanki cudownie się zachowują :/
      Amniopunkcję również miałam i wiedziała o niej tylko moja mama. Dzień wcześniej dowiedzieli się znajomi u których nocowaliśmy. Straszne przeżycie, wykańcza i budzi niepokój już na początku błogosławionego stanu. Tym bardziej, że badanie to jest wykonywane przy zwiększonym ryzyku wady genetycznej.
      My z mężem wszystkie obawy, diagnozy przeżywamy sami i sami sobie radzimy. Nie mówimy innym bo dopóki nie mam potwierdzeń w badaniach nie chcemy rozmawiać z nikim na ten temat.
      Przyznam, że krąży wśród ludzi przekonanie, że cc to nie poród. Moja mam sama tak powiedziała, że co te kobiety po cc mogą wiedzieć o porodzie. Wkurzyłam się. Przecież tu chodzi o zdrowie dziecka a nie to czy nasza macica i szyjka wyda dziecko na świat akurat tą drogą. Tyle się słyszy o złych i za późnych decyzjach lekarzy, że ryzyko niewarte podjęcia.
      Sama wolałabym tydzień dochodzić do siebie po cc i mieć świadomość, że dziecku nic się nie przytrafi niż bać się czy poród przebiegnie prawidłowo. Przecież do cc muszą być wskazania i czasem nie ma możliwości tego obejść nawet jakby bardzo się chciało. W takim momencie nie ważne co chcemy i jakie mieliśmy plany co do tego dnia- tu liczy się tylko dziecko.
      A o więź się nie martw - kuzynka po porodzie naturalnym i ma mniejszą wieź z dzieckiem niż koleżanka po cc. To zależy tylko od ciebie.
      Pozdrawiam i trzymaj się cieplutko :D

      Usuń
    2. mysle dokladnie tak jak ty:)nie ma co sluchac innych kazda matka wie co jest najlepsze dla niej i jej dziecka :)pozdrawiam L.

      Usuń
  14. Taka sytuacja nie jest łatwa, ani dla jednej ani dla drugiej strony. Z jednej strony nie powinna poruszać takiego tematu, z drugiej moze to jej spoósb na radzenie sobie z bólem, bo często tłamszenie w sobie emocji tylko powiększa cierpienie.

    Często sama spotykam się z nietaktem u innych, gdy np. znajomi mowią, że może nie powinnismy sie cieszyć, że mamy grzeczne dziecko bo u ich znajomych okazalo sie, że grzeczne dziecko miało w efekcie autyzm...!!! Kto mowi takie rzeczy świeżo upieczonym rodzicom...?

    Z drugiej strony po porodzie leżalam w pokoju z dziewczyną, która powiedziala mi, że za pierwszym razem poroniła i teraz jest tak przewrażliwiona i boi sie o swojego synka, że to aż przesadne... ale jak patrzylam na nią gdy miała w łzy w oczach i podskakiwała na każdy dźwięk jaki wydało jej dziecko to tak sobie myslałam, że człowiek nie wie, co może odczuwać osoba w takiej sytuacji, bo sam się w takiej nie znalazł...
    Trzymaj się dzielnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znajomi lekarze czy co? Nie wiem jakbym zareagowała ale na bank jakaś lampka paranoi na temat tej choroby by mi się zapaliła.
      Wiesz obawiam się, że i ja mogę być taką matką, która panicznie reaguje na każdy płacz dziecka. Proszę, aby wyniki były w normie to wtedy poziom paranoi będzie o wiele niższy :) Jednak sama po niektórych wizytach lekarzy mówię do męża, że nie pozwolę innym dziecka dotknąć :D Obym była bardziej trzeźwo myślącą mamą i nie dała się zwariować bo to krzywda dla dziecka :/

      Usuń
  15. Naprawdę jestem w szoku, że byłaś w stanie tego słuchać i rozumiem Twoją koleżankę (że pewnie chciała się wygadać i wgl), ale powinna chyba mieć odrobinę taktu i nie poruszać tego tematu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba sama tego nie kontrolowała lub.....bąbelki ją złamały i chciała wygadać się innej kobiecie, która mogła ją zrozumieć jako matkę.

      Usuń
  16. Trudna sytuacja. Ja sama jednak w obecnej chwili jestem dość wrażliwa na tego typu tematy, również związane np. z przemocą wobec dzieci, dlatego jednak odpuściłabym sobie to spotkanie. A sama nie opowiadałabym też o takich problemach kobiecie w zaawansowanej, można wygadać się do innej osoby przecież..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak te hormony zmieniają kobietę. Również widząc krzywdę wyrządzaną dziecku uważam, że Polska jest daleko z tyłu z prawem i poziomem kar dla ludzi tak okrutnych. Jeszcze teraz mordercy sprzed lat wychodzą z więzienia. Jak matki mieszkające w tych miastach mogą spać spokojnie - chyba nie ma takiej opcji. Współczuję im.

      Usuń
  17. Uważam, że samo spotkanie było kiepskim pomysłem, bardziej ze strony koleżanki niż Twojej. Na pewno ciężko jej był po stracie dziecka przebywać z inną ciężarną. Z drugiej jednak strony jest taki moment w życiu, kiedy wszystkie znajome pary zaczynają się starać o dziecko albo go oczekują albo już mają maluszka i co wtedy. Przecież nie można się zamknąć w domu i z nikim nie spotykać
    Koleżanka powinna poczekać ze spotkaniem do Twojego rozwiązania, albo przemilczeć temat. Dziwi mnie także, ta chęć opowiadania szczegółów na temat tak smutnego i strasznego dla każdej matki zdarzenia, ale nie chcę oceniać tego jak ktoś przechodzi żałobę bo to indywidualna sprawa.
    Cóż nie za bardzo miałaś co zrobić gdy koleżanka już podjęła temat. Dobrze, że jakoś wytrwałaś, dzielna jesteś, ja bym chyba zemdlała albo zaczęła udawać że dostałam jakiś bóli wszytsko byle tego nie słuchać.

    OdpowiedzUsuń
  18. To jest bardzo trudne o czym piszesz.
    Zarówno dla Ciebie jak i dla niej.
    Ciężko komentować mnie, osobie postronnej.
    Nie wiem jak zachowałabym się w tej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja + wczesne macierzyństwo = ... sama sprawdź co :)
    Serdecznie zapraszam! http://stormofhormones.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  20. Jak możecie mówić o takcie komuś kto stracił dziecko??? Czy wam sie wydaje, ze po sześciu miesiącach kobieta wraca do codzienności? Ostatnio moja koleżanka powiedziała mi: moje dziecko miałoby teraz 11 lat, czasem zastanawiam się jak wygląda, kim by było. Po 11 latach to wciąż boli i nie pozwala myśleć racjonalnie, a tu czytam komentarze: "no tak, powinna mieć więcej taktu". Dziecko to największy skarb na świecie, kogoś, kto je utracił nie może spotkać już nic gorszego. Ten kto ma swoje dziecko w sobie, czy przy sobie powinien wspierać, a nie jeszcze pretensje mieć. Jeżeli komuś się tego źle słucha, to niech sobie wyobrazi jak to jest to przeżyć! Mnie na szczęście nie było dane, ale nie rozumiem nikogo, kto wymaga racjonalizmu od od tak storturowanej kobiety.

    OdpowiedzUsuń

the moments of life © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka