Pracodawca i jego znaczenie w kwestii macierzyństwa

XXI wiek.
Wzrost gospodarczy z roku na rok coraz wyższy.
Średnia płaca stale rośnie, poziom życia tym bardziej.
Polska = kraina miodem płynąca.
 
Czy przy podejmowaniu ważnych dla naszego życia decyzji możemy kierować się tymi pięknie rosnącymi cyferki wyliczanymi przez analityków?

Moje myślenie o tym co się dzieje wokół mnie jest całkowicie odmienne od tego głoszonego przez polityków.
W Polsce dalej mamy zjawisko 80/20 - 80% uzyskanych polskich dochodów napełnia portfele 20% Polaków.
 I sama nie wiem czy te proporcje z roku na rok nie są zachwiane na korzyść tych bogatych.

Co najmniej połowa z nas ma kredyt - bo godnie i na swoim chciałoby się żyć.
Umowa o pracę - taka na stałe wydaje się marzeniem ale ilu z nas jej nie ma?
A jak mamy to czy nie chcielibyśmy dokonać zmian na lepsze ale obawa przed kolejnym okresem próbnym, wieloletnią pracą na zastępstwo lub na czas określony nie blokuje przed działaniem?

Podejmując świadomą decyzję o powiększeniu rodziny obawy o nasz byt narastają:
- umowa na stałe u prywaciarza nie jest tym samym co ta sama umowa np. w sądzie, boimy się o swoje posady bo prawo prawem a rzeczywistość często rządzi się swoimi zasadami;
- system premiowy ratuje nasz budżet - na L4 lub na macierzyńskim nie mamy szans na taki ratunek, zostaje nam tylko goła podstawa. Jeszcze tak często spotyka się, że wynagrodzenie na papierku inne a do ręki inne;
- inflacja rośnie a nasze pensje? hmmm podwyżkę można raczej nazwać zapomogą niż docenieniem naszego wysiłku;
- ciąża zagrożona? - nie każdy pracodawca to rozumie i nie każdy chętnie zezwala na L4 od początku ciąży;
- a co jak nie będziemy mieli z kim później zostawić dziecka? - już widzę ten przeszywający wzrok szefa. Zostaje żłobek - mało tego: po jego opłaceniu, poniesieniu kosztów dojazdu po wypłacie ani śladu. Jednak strach przed utrata pracy w "prężnie rozwijającej się Polsce" jest silniejszy niż chęć opieki nad dzieckiem;
- czytałam bloga osoby spodziewającej się dziecka. Cudowny pracodawca wcale taki cudowny nie był i dziewczyna nie miała opłacanych składek, które co miesiąc były jej potrącane z pensji. I co teraz? Nie należą jej się żadne świadczenia. Zostaje bez środków do życia. Na szczęście jest przy niej mąż, który pracuje i zarabia.

Przykłady można mnożyć i mnożyć.
 Tylko w mojej rodzinie można znaleźć jeden: kobieta po porodzie raz w tygodniu jeździła po dokumenty do firmy i je wypełniała. Dlaczego? 
Bała się, że ktoś przyjdzie na zastępstwo i biedna nie będzie miała powrotu do firmy. Umowa na stałe, prywatna firma, a strach był. Na papierze co innego a do ręki co innego. Nawet nie myślała o wychowawczym bo z czego żyć?

Więc teraz nasuwa się pytanie:
CZY POWIĘKSZENIE RODZINY TO TYLKO INDYWIDUALNA DECYZJA PODEJMOWANA PRZEZ MAŁŻEŃSTWO?

Chyba Polska jeszcze do tego nie doszła. Moim zdaniem daleko nad do tego stanu.

Nie jest to atak na wszystkie firmy bo wiem, że są pracodawcy wyrozumiali i idący pracownikowi na rękę. Sama jestem tą szczęściarą, że w jednej z nich pracuję. 
Nigdy nie miałam obaw o L4, świadczenia i dodatkowe bonusy.

Na zwolnieniu jestem od 6 tygodnia ciąży.
Cel był, aby pracować do 10 tygodnia jednak samopoczucie nie pozwoliło.
Dzień wolnego i telefon z mojej strony, że jutro już nie przyjdę bo nie dam rady. Jestem w ciąży a mdłości tak dokuczają, że i ten dzień wolnego nic nie pomógł.
Nie było fochów, obrażania a nawet posunęłabym się do stwierdzenia, że jakaś radość, że w końcu nam się udało.
Mało tego: nawet zaświadczenia i zwolnienia nie zaniosłam osobiści. Leżałam w łóżku i chyba dopiero w 3 m-cu poszłam osobiście do firmy. 
Teraz na finiszu mam ciągły kontakt z przełożonym, który nie ma żalu, że sprawy tak się potoczyły i chętnie ich odwiedzam bo mdłości minęły, zagrożenie przedwczesnym porodem również.
Prywatna opieka, świadczenia z ZFŚS zostały na tym samym poziomie. 
Nawet bony na święta zasiliły nasz budżet :D

Dlatego nigdy nie bałam się macierzyństwa.
Jednak nikt nie wie co czeka mnie za kilka lat.
I bardzo dobrze rozumiem młode małżeństwa mające problem ze swoim pracodawcą.
Nie powinno tak być a jest coraz gorzej.
Wynika to z fakty, że nie sztuką jest zrobić ale grunt to wychować.
Pieniądze nie są wyznacznikiem, jednak spokój psychiczny o finanse już coś znaczy.

Udostępnij ten post

14 komentarzy :

  1. Masz dużo racji. Mnie najbardziej bolało to, że w umowie miałam inną kwotę a dostawałam "stałą premię" do koperty. Dlatego w pierwszej ciąży chodziłam do pracy do 7 miesiąca- bo szkoda mi było tej premii.
    Decydując się na urlop wychowawczy wiedziałam, że nie mam już drogi powrotu- stąd decyzja o drugim dziecku i powrót do pracy "na papierku", bo ciężarnej nie zwolnią.
    Tak to niestety trzeba kombinować w naszym kraju... Dobrze, że chociaż mamy roczny macierzyński ;)
    Ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że udało Wam się i jeszcze 2 lata spokoju. Niestety jest wiele takich przykładów :/

      Usuń
  2. Wedlug mnie troche nie dziwie sie pracodawcom, ze czasami wiadomosc ciazy pracownicy nie okazuja z euforia. Z teho co wiem co 2 osoba idzie na L4, bo martwi sie o maluszka, bo praca stresujaca, bo jej sie nadzywczajniej nie chce. Znam tez przypadki, ktore oczywiscie zmuszone byly lezakowac. Ja w pierwszej ciazy tez poszlam na zwolnienie w I trymestrze tylko, ze u Nas najzwyczajniej nie oplaca sie byc na zwolnieniu, bo to ani 100 % ani 80 % moich zarobkow, a jedynie 30%!!! Ja wrecz marzylam by powrocic do pracy zeby zarobic na te wszystkie potrzebne rzeczy dla dzieciatka. Potem macierzynskie...ile mam nie decyduje sie do powrotu do pracy? Prawie kazda, bo sie najzwczajniej nie oplaca. Ja wrocilam po 26 tygodniach, bo tylko tyle jest macierzynskiego. Z drugim dzieckiem chodzilam, az do porodu (urodzilam w 35 tyg) I wrocilam do pracy po niecalych 6 mies.. przykre, se w Pl nadal daleko za Zachodem. Mysle, ze dlatego w Pl "kombinowanie"to podstawa... Ja uwazam, ze jesli fair postepujemy wedlug wlasnego sumienia to I ludzie beda Nas w koncu docenia za szczerosc I sumiennosc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie pracodawca jest zwolennikiem zwolnień u kobiet w ciąży - korporacja i nie ma czasu na "cackanie się" z ciężarnymi. Wiem też, że kobiety dobrze się czujące idą na L4 - to jedyna szansa na odpoczynek. Później już takiego przywileju nie będzie.
      Jednak nie zmienia to faktu, że wiele przyszłych mam ma wielkie obawy i boi się reakcji pracodawcy na taką nowinę. Sama chęć pracowania nie wystarcza, czasami natura weryfikuje plany, a wtedy realia nie ułatwiają życia :/

      Usuń
  3. Solidny pracodawca roku...tak! z czystym sumieniem mogę przypisać to firmie,w której pracuję.Jak tylko Lenka choruje to mogę w każdej chwili iść na L-4,wręcz jestem wyganiana:)Praca ważna,ale zdrowie dziecka najwazniejsze-słowa szefa.Mam szczęście pod tym względem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko pozazdrościć. U nas pracodawca baaardzo tolerancyjny, jednak przy L4 na dziecko pracownicy już mniej :/
      Pracy dużo, ciągłe nadgodziny, młoda mama pracuje tylko 8h a jeszcze do tego L4? Różnie osoby reagują, zwłaszcza Ci bezdzietni co nie wiedzą, że po powrocie do domu matka nie leży i nie odpoczywa.

      Usuń
  4. Gdybym wiedziała wcześniej na jakie problemy w związku z moją ciążą natrafię to pewnie jeszcze długo, długo pozostałabym bezdzietna. W 100% zgadzam się z ostatnim stwierdzeniem, że spokój psychiczny o finanse jest priorytetem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Straszne, że coś takiego spotyka młode osoby już na starcie w dorosłe życie :/

      Usuń
  5. Jak dostaje się L4 w ciąży pracodawca nie ma prawa odmówić. A i wynagrodzenie jest średnią z ostatnich 12 miesięcy chyba że w umowie była jakaś dziwna klauzula jeśli chodzi o ciażę :)
    A z resztą się zgadzam w 100% bo jest masakra u nas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na L4 podstawa jest inaczej wyliczana jeżeli w ciągu ostatnich 3 m-cy byłaś na innym zwolnieniu. Wtedy podstawa nie jest ponownie wyliczana a brana z poprzedniego zwolnienia. No i trzeba mieć wszystkie dochody udokumentowane, co nie zawsze ma miejsce.
      Fakt, pracodawca nie może o tym dyskutować jednak umowy może nie przedłużyć lub po macierzyńskim pokazać na co go stać :/

      Usuń
  6. Byłam na próbnej umowie i zaszłam w ciążę w jej trakcie. Jak się szef dowiedział, że jestem w ciąży wysłał mnie do lekarza - praca w "trujących" warunkach. Dostałam l-4, a zaraz potem dowiedziałam się, że po urodzeniu małej się ze mną pożegnają. Załapałam się na roczny macierzyński. Ale jak dziecko miało 4,5 miesiąca zwolnił również mojego męża. Kiepskie perspektywy...

    Tak w ogóle to zapraszam do mnie: http://podrozprzezzycie2.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj chyba trafiłam Wam się najgorsza opcja ze wszystkich możliwych. Mam nadzieję, że wszystko jakoś się ułożyło.

      Usuń
  7. Hi! Lovely blog and great post! We invite you to visit my blog :) kisses! ;) www.mvesblog.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Moja firma na szczęście również matki traktuje bardzo dobrze, nawet na wielodniowe opieki patrzy jak na cos najzwyklejszego na świecie.

    OdpowiedzUsuń

the moments of life © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka