O wychowaniu dzieci przez inne mamy

Może matką z mega doświadczeniem nie jestem. Może wielu sytuacji życia codziennego jeszcze nie doświadczyłam. Jeszcze wiele przede mną, ale jakby nie patrzył też i sporo za mną. Kilku tygodniowa przygoda z macierzyństwem otworzyła mi oczy na kilka spraw. Dziś będzie o jednej z nich.

Wyobraźcie sobie: matka, ojciec, dziecko. Centrum handlowe. Dziecko płacze, rzuca się na podłogę, tupie nóżkami. Powód? Bo ja chcę to !

Moja myśl:
 że tez nie mogą sobie poradzić z tak małym dzieckiem,
jak pozwolili na samym początku tak teraz mają,
niedługo to dziecko im na głowę wejdzie (…)

Teraz widząc taką sytuację moja myśl byłaby całkowicie odmienna: może brak ustępstwa ze strony rodziców to jest właściwa droga w wychowaniu? Ile razy pediatrzy, doświadczone nianie mówili, aby rodzice dali się wypłakać dziecku a następnie podeszli i porozmawiali z nim, wytłumaczyli z czego wynika brak ich ustępliwa na jego żądania.
Będąc codziennie spacerującą mamą widzę więcej - widzę jak rodzice są bezradni wobec Smyka, które co chwile stara się, aby było po jego myśli. Może właśnie opisywane zachowanie rodziców to jest TEN sposób na zwalczenie takiego zachowania. Pech chciał, że opisywane przeze mnie zdarzenie ma miejsce w centrum handlowym. 

Ile ja się zarzekałam, że czegoś nie zrobię bo to demoralizuje dzieci, rozpieszcza je a później nie można sobie z nimi poradzić. Moje dziecko ma dopiero niespełna 10 tygodni jednak już lody topnieją. Słysząc płacz synka jestem w stanie zrobić wszystko, aby jakoś to załagodzić. Na razie kiepsko mi idzie.

Czasu brak, cała uwaga skupiona na synku, matka jak tylko może kombinuje, aby było dobrze.  Nie zawsze jest tak jak sobie zaplanujemy. Dziecko to nie maszyna, to indywidualność o niepowtarzalnym charakterze. Szkoda, że dopiero teraz to widzę mając takiego Kacperosa- niedobrosa. Już wiem - nie można patrzeć schematycznie twierdząc, że dana metoda wychowania sprawdzi się przy każdym dziecku. U nas nic się nie sprawdza: ani smoczek, ani kołysanki, otulanie kocykiem, noszenie na rękach czy też w chuście. Jedynie cyc potrafi go uspokoić na jakiś czas. Gdy Kacper jest śpiący płacze – nie umie sam zasnąć, gdy już zaśnie to budzi się po 15 min., a gdy już zaśnie na dobre i budzi się -  płacze bo nie może otworzyć oczu, gdy nakarmiony i przebrany również płacze. Godzina noszenia na rękach pozwoli na drzemkę, która kończy się wraz z małym drgnięciem – o łóżeczku możemy zapomnieć. Bujamy w bujaczku – troszkę pomaga, ale pojawia się obawa, czy tak małe dziecko powinno w nim spać? - pozycja lekko nienaturalna.

Moja bezradność wobec płaczu dziecka przeradza się w działanie, które może spowodować wysoki poziom rozpieszczenia. Ale to przecież dziecko. I to moje dziecko. Nic bardziej nie boli jak jego widok zalanego łzami. Przyczyna płaczu jeszcze nie została zdiagnozowana jednak z punkty medycznego wszystko wydaje się w porządku.

Może za rok to ja będę tą mamą w centrum handlowym, która będzie paliła buraka z powodu zachowania syna. Może to inna młoda panna będzie miała mnie za beznadziejną matkę. Liczę, że słowami można dużo wytłumaczyć i efekty będą widoczne a taka sytuacja nie będzie miała miejsca. Jednak mylić się mogę: na pewno nie dam klapsa, na pewno nie kupię mu 10 lizaka bo on chce. No właśnie czy aby na pewno ?

Macierzyństwo uczy, że nie należy krytykować innych rodziców. Metody są różne, cel jeden: dobro dziecka.


Udostępnij ten post

25 komentarzy :

  1. W temacie bujaczków to ponoć są od 3 miesiąca, u nas w domu pojawił się na zaledwie parę dni choć nie wykluczam używania przy drugim dziecku. W temacie wymuszania ja jestem na etapie uodporniania się na Leny zachcianki, jejku jak ona potrafi udawać płacz. Nie chcę popełnić błędów mojej siostry, której dzieci weszły totalnie na głowę. Dajemy się Lenie wypłakać choć nie raz jest mi ciężko, ale mam nadzieję, że to zaowocuje w przyszłości. Pozdrawiam i cierpliwości życzę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo pięknie podsumowałaś pisząc "Metody są różne, cel jeden: dobro dziecka". Niestety zbyt pochopnie wyrywamy się jak widać do ocen, niestety często nie popierając tego własnym doświadczeniem. Z boku wszystko wydaje się łatwe...

    OdpowiedzUsuń
  3. Łatwo jest oceniać ludziom z boku zachowania innych, ich metody wychowawcze, jedni mają spokojne dziecko inni mają potworka nad którym trzeba jakoś zapanować, jest pewnie tak jak napisałaś że metodą może być właśnie pozwolenie się wyszaleć, wypłakać, histeryzować a potem porozmawiać z dzieckiem. Szkoda, że ludzie są tak krytyczni.
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak cudownie Cię widzieć :D Pozdrawiam

      Usuń
  4. strzał w 10! przed urodzeniem można sobie dużo planować, później i tak wszystko jest do góry nogami i z naszych planów zostają wspomnienia :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj ja byłam świadkiem już niejednej sceny z udziałem dzieci, ale miałam już swoje dziecko (od początku jest charakterny i daje popalić) i moja myśl była taka, że pewnie i mnie podobne rzeczy niedługo czekają... I mam tak samo jak Ty, jak młody płakał byłam w stanie zrobić wszystko byleby przestał, jak dotąd jeszcze dajemy radę, ale jesteśmy na etapie wkraczania w bunt dwulatka (syn właśnie skończył 21 m-cy) i zdaję sobie sprawę, że będzie gorzej :) Ja mam metodę na przytulanie i tłumaczenie, nie potrafię go zostawić samego, żeby sobie pobeczał, jak nie chce, jak ma focha to jestem gdzieś obok, ale właśnie staram się być - póki co długotrwałych histerii nie było, jakoś się zawsze dogadaliśmy... póki co ;)

    Pozdrawiam i dużo cierpliwości i wytrwałości życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczę, że i ten mój malutki gagatek wyszaleje się za młodu a później będzie lepiej :D
      Pomimo, że jeszcze malutki i tak już czytam mu książeczki i opowiadam na podstawie obrazków co wypada a co nie :D Może takie tłumaczenie zaowocuje za kilka miesięcy :D

      Usuń
  6. Co do metod, to nie byłabym taka pewna. Najgorsze co może być to brak konsekwencji. Dezorientacja w jaką wprawia się w ten sposób dziecko jemu samemu czyni krzywdę. Nie rozpieszczanie, noszenie, tulenie, ale pokazywanie, ze samemu się nie wie czego się chce. I to mnie w rodzicach od ogólniaka wkurza...

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem głęboko przekonana, że bliskość, relacja oparta na szacunku i zaufaniu, cierpliwości - że to wszystko pozwoli zgodnie z instynktem przebrnąć przez ataki nieradzenia sobie z emocjami dziecka, czy też testowania jego wobec nas możliwości... Patrząc na znajome rodziny z dziećmi uspokajam się, że tam gdzie nie ma nerwów, huśtawek i zbędnego krzyku, tam dziecko zupełnie inaczej reaguje...

    będzie dobrze :)
    a pierwsze trzy miesiące są najczęściej trudne, potem będzie tylko lepiej! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz racje zwłaszcza z nerwami - dziecko od razu je wyczuwa i samo tak się zachowuje. Niestabilność emocjonalna to chyba jedna z najgorszych cech jaką można przekazać dziecku od pierwszych dni jego życia.

      Usuń
  8. musicie najpierw jakoś się zrozumieć z synkiem,taki maluch wszystko sygnalizuje płaczem i trochę czasu zejdzie zanim odgadniecie jaki płacz co sygnalizuje :)
    moje na razie nie odstawiają takich cyrków publicznie :P starsza ma 6,5 roku młodsza niedługo 3 lata i póki co żadne bunty nie są mi znane :) może to kwestia tego, że ja nie ustępuję, jestem konsekwentna w tym co mówię i robię

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starszemu dziecku można dużo wytłumaczyć, fundamentem jest podejście rodzica. A nad konsekwencją będę pracować... jak synek podrośnie na razie jeszcze malutki :D

      Usuń
  9. Matko, ile ja takich scen przeżyłam ze swoim bąkiem... I szczerze mówiąc, mam w nosie, co myśleli o tym inni. Im bardziej wymuszał, tym bardziej zacinałam się, że nie pozwolę sobie wejść na głowę. Przytulałam, tłumaczyłam - grochem o ścianę.
    Aż tu nagle niedługo przed drugimi urodzinami sceny płaczu się skończyły. Od tamtego czasu, czyli przez miesiąc, była aż jedna.
    Nie znaczy to, że mój urwis stał się potulnym barankiem, ale odkąd sam nauczył się domagać swego używając słów, nasze słowa znacznie łatwiej do niego docierają. A i my ze swej strony czasem dajemy się przekonać jeśli użyje naprawdę dobrego argumentu (np. dzisiaj: "chcę jechać na spacej na hulajnodze, bo będzie sybciej niz na nózkach"). Etap buntu jest potrzebny, żeby nauczyć się bronić swojego zdania, ale i czasem ustępować:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak święte słowa - ustępować też trzeba bo nie tylko my mamy rację :D

      Usuń
  10. Oh mnie też macierzyństwo nauczyło przede wszystkim - nie oceniać.
    I w sumie też takiego 'tumiwisizmu' - jak mi córa robi scenę w markecie łącznie z rzuceniem się na ziemię, czym kieruje uwagę przynajmniej połowy jej najbliższego otoczenia, ja jak gdyby nigdy nic wybieram z półki to czego potrzebuję. Są takie sytuacje kiedy właśnie ignorowanie jest jedynym wyjściem ;) I w nosie mam co myślą o mnie inni. Dopiero jak mi młoda ochłonie rozmawiam, wcześniej nie ma co ;)
    Kochana a rozmawiałaś z pediatrą o tych płaczach synka? Nie wiem, przychodzi mi do głowy może refluks, bądź jakieś problemy z przełykiem, żołądkiem, skoro jedyna pozycja w jakieś zaśnie spokojnie to bujaczek? Nie jest to płaskie położenie i może dlatego Kacperkowi pasuje? W każdym razie mam nadzieję, że znajdziecie przyczynę, żebyście oboje odpoczęli. Trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej myślę, że to malutkie rozpieszczenie mojej pociechy :) Całą noc śpi na płasko w łóżeczku - tylko w dzień jakoś marudzi :D

      Usuń
  11. Racja, macierzyństwo zmienia patrzenie na świat...a większość dzieci kombinuje jak przechytrzyć rodziców w ten lub inny sposób i zdobyć to co chcą..

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja także odkąd jestem matką staram się nie oceniać i nie dawać złotych rad bo tych po prostu nie ma. Każde dziecko jest indywidualnością mojej koleżanki maluch przesypia całe noce mój od urodzenia ciągle na rękach bądź z nami w łóżku i wcale nie czuję się przez to gorszą matką bądź nie uważam, że to forma rozpieszczania. Moim zdaniem jesteśmy właśnie po to by zaspokajać potrzeby naszych maluchów, a jeśli właśnie potrzebuje bliskości to nie mam zamiaru przestrzegać reguł zimnego wychowania bądź tresowania. Są różne dzieci, różne matki i różne metody więc nie oceniajmy:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dodam też, że każde dziecko jest inne i ja z moimi dwiema dziewczynami zupełnie inaczej postępowała,.
    Bardzo mi przykro, że Kacperek tak często płacze. Widocznie jest dzieckiem wrażliwym i nie daj sobie wmówić, że do rozpieścisz. Julka do piątego miesiąca na mnie prawie wisiała. Przesypiała noce w łóżeczku, ale w dzień nawet siestę robiła na moim brzuchu do końca trzeciego miesiąca. Teraz ma 11ście i wcale nie potrzebuje noszenia na rękach, zasypia sama, chociaż zdarza jej się awanturować przed zaśnięciem. Kacperek po prostu tego potrzebuje i z czasem pewnie wyrośnie bez większych szkód w wychowaniu.
    A akcję, którą widziałaś w centrum handlowym, jeszcze nie raz zobaczysz. Moja starsza córka jak miała kryzys dwulatka, też mi takie sceny raz w sklepie urządziła. Za drugim razem już nie próbowała, bo po prostu pozwoliłam jej się wykrzyczek i zytupać za pierwszy,. Zobaczyła, że to nic nie daje i się poddała. Jednak każde dziecko musi chociaż raz spróbować ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. ja także zakładałam wiele, kiedy Lena miała 10 tygodni,
    każda z nas chce być dobra, chce być kochana, chce być tą idealną mamą;
    w praktyce wygląda to troszkę inaczej ... :)
    będzie dobrze zobaczysz! wszystko jeszcze przed tobą...
    buziaczki :*

    OdpowiedzUsuń
  15. Temat na czasie bardzo - dzisiaj w DDtvn wypowiadała się specjalistka. Mówiła podobnie: niech dziecko popłacze na tej podłodze, a rodzic nie reaguje. Dziecko jest dobre w ekonomii jeśli chodzi o czas i po 5 minutach maksymalnie powinno odpuścić. Teorię przyswoiłam, ale czy w praktyce mogłabym zachować taką bierną postawę to trudne pytanie;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Mój 14 miesięczniak już tak robi. Ostatnio scena na dworze -pierwsza w naszym życiu. Usiadł na chodniku i płacz - nie wiem o co bo nie szło się dogadać - jechać na Pendolino nie chciał wziąć się na ręce nie dał bo dostałam kopa - może być to, że nie dałam zjechać mu z krawężnika. Siedział i krzyczał a ja siedziałam na przeciwko i mówiłam, że mam czas i poczekam. Pokrzyczał kilka minut wstał, wsiadł na pendolino i pognał. Sceny robi w domu o to, że nie dam mu swojej herbaty, że nie może mieć mojego telefonu czy otwierać szuflady z nożami. Jest awantura gdy zabieram mu kolejną rzecz z rąk, którą rozłożył na części pierwsze.Czy awantura o to, że składam ubrania i chowam do szafki. Tłumaczę czemu co i jak ale on siada i krzyczy na mnie. Jestem nie wzruszona już - bo wiem o co mu chodzi i wiem, że krzywda mu się nie dzieje.

    OdpowiedzUsuń
  17. Janek płakał dużo przez pierwsze dwa miesiące... Nie miał kolki, był zdrowy. I nie zostawiałam go "żeby się wypłakał", nawet jeśli moje tulenie, karmienie itd niewiele (?) pomagało, to i tak nie przestawałam... Byłam strasznie zmęczona ale jak uśmiechnął się do mnie po raz pierwszy, to... :))))) PS Co do leżaczka - bardzo szybko zamieniliśmy na Babybjorn (choć Janek nie spał w leżaczku) - ale pozycja chyba bardziej naturalna. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

the moments of life © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka