Karmienie piersią w miejscu publicznym




Wiele razy widziałam kobietę karmiącą swoje dziecko w miejscu publicznym: w parku, na osiedlowej ławce,  basenie,  czy restauracji z kącikiem wyznaczonym dla dzieci. Traktowałam to - i nadal tak jest - jako coś naturalnego i jednocześnie pięknego, pokazującego niezwykłą więź łączącą dwoje ludzi. Nawet przez myśl nie przeszło mi odebranie tego zjawiska jako obraźliwego, odrzucającego czy też obnażającego kobiecą seksualność.  

Środki masowego przekazu coraz częściej nagłaśniają cudowną moc karmienia piersią dlatego nie wiem skąd co jakiś czas pojawiają się słowa krytyki kierowane pod adresem mam karmiących w miejscach publicznych. Każdy wie, że niemowlę jest karmione na żądanie. Matka nie ma wpływu na ilość posiłków spożywanych przez pociechę. Poza tym nadal jesteśmy ludźmi którzy tak jak inni chcą korzystać z uroków świeżego powietrza, żyć normalnie jak miało to miejsce przed porodem. Dlaczego zostając rodzicem nasze wyjścia miałyby się ograniczać do sprintów między posiłkami? 

Fot: Photographie Orłowska Edyta


Jeszcze nie będąc mamą zastanawiałam się jak to będzie ze mną. Przecież to co akceptujemy i podziwiamy u innych nie zawsze idzie w parze z naszą odwagą. Po porodzie początkowo miałam opory i zawsze karmiłam w domu tłumacząc, że Kacper jest za malutki, że mnie lub co gorsza Syna przewieje itp. Przełom nadszedł, gdy pojawiły się pierwsze bardzo ciepłe dni. Szkoda było tracić takiej pogody na siedzenie w domu. Przecież przy takim słońcu spacery mogłyby trwać długimi godzinami i nie musiałabym spieszyć się do domu bo może akurat moje dziecko zaraz zgłodnieje.
Dziecka nie zaprogramujesz, aby zjadło więcej bo wychodzimy z domu i nie będzie nas dłuższy czas. Synek ma 3 miesiące i nadal jest karmiony na żądanie. Nie sposób przewidzieć kiedy akurat upomni się o kolejną porcję mleka. Co prawda mamy ustalone szacunkowe godziny posiłków i jakoś ten dzień mogę zaplanować jednak zdarzają się odstępstwa od reguły. 

W chwili obecnej nie mam już oporów przed karmieniem poza domem. Nigdy nie robię tego w sposób bardzo widoczny: wybieram miejsca na uboczu, gdzie jest nieznaczny ruch, ubieram bluzki mogące chociaż po części zakryć resztę ciała, w torbie zawsze znajduje się pieluszka, którą przykrywam siebie i dziecko w trakcie tej czynność, siadam tyłem do miejsca bardzo ruchliwego wózkiem przysłaniając jak najwięcej swojej osoby. 

Cieszy mnie fakt, że zauważam coraz więcej matek nie mających z tym problemu. Tatusiowie spacerujący ze swoimi pociechami również traktują to jako coś naturalnego i nigdy w wścibski sposób nie przyglądają się karmiącym matkom. Przecież karmienie piersią to najbardziej naturalny sposób żywienia noworodków i niemowląt a podczas karmienia matka i dziecko pozostają w bardzo bliskim kontakcie fizycznym i emocjonalnym, który wpływa pozytywnie na dalszy rozwój dziecka. 

Kocham swojego Syna i gdy nagle ten Mały Żarłok zgłodnieje w najmniej odpowiednim momencie i najmniej odpowiednim miejscu bez wahania nakarmię go. Oczywiście zadbam o dyskrecję i zminimalizuję liczbę bodźców zewnętrznych mogących rozproszyć uwagę Syna jednak nie pozwolę, aby zaczął płakać z powodu tego co inni pomyślą.

Udostępnij ten post

22 komentarze :

  1. I bardzo dobrze robisz :) Ludzie jedzą hot dogi, lody ba, nawet piją piwo na ławkach a mama ma uciekać do domu, żeby nakarmić szkraba? To jest całkowicie naturalne i piękne. A i jakie wygodne :) My niestety na butli więc mogłabym pomarudzić o problemach karmieniem butelką na spacerze :) ale nie dziś :) Spokojnej nocy Wam życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym piwie nie pomyślałam - święte słowa.

      Usuń
  2. Przepraszam, że komentarz na inny temat, ale pierwszy raz Cię widzę na zdjęciu - jesteś śliczną mamusią!:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Brawo, takie zdrowe, normalne podejście trzeba jednak obecnie propagować! żeby ta naturalność nie zgubiła się w medialnym szumie.
    Nie lubię przesadnego ekshibicjonizmu, dlatego też zawsze zakrywam Zosię i siebie w miarę możliwości. Ale żeby się kryć, chować? Co to, to nie. Nawet podczas warsztatów z Zawitkowskim nie chciałam przegapić możliwości zamienienia z nim paru słów - zatem cóż, że Zosia jadła? Zasłoniłam nas i podeszłam pogadać ;) Ludzka rzecz!

    OdpowiedzUsuń
  4. to Wy na zdjęciu? Cudnie!!
    Co do publicznego kp rób tak, żeby Wam było dobrze ;) jak się nie krępujesz to czemu nie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Też mam takie zdanie. Zdarzało mi się karmić w miejscu publicznym, bo tak jak piszesz - nie chciałam, aby Synuś był głodny i z tego powodu płakał, bo ktoś ma uprzedzenia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja z Filipem się troszkę krępowałam, a Filip za bardzo rozpraszał się przy karmieniu w miejscach zbyt ruchliwych czy głośnych dlatego tych karmień poza domem było mało, ale mam nadzieję, że z drugim dzieckiem będzie już więcej luzu. Tobie tego zazdroszczę;)
    PS. Śliczne zdjęcie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kacper ma tak samo, że jak za dużo bodźców z zewnątrz to głowa lata na wszystkie strony :) Dlatego zawsze znajduję miejsce jak najmniej ruchliwe i bez zbędnych rozpraszających hałasów :)

      Usuń
  7. Przepiękna fotka :-). A temat ważny, fajnie, że o nim napisałaś. Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne zdjęcie!
    Zazdroszczę... ja mam z tym jednak problem i trochę czuję się skrepowana. Do tej pory udało mi sie dwa razy nakarmić mojego synka w miejscu publicznym - raz na basenie i raz na ... kręglach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście Olsztyn pomyślał o rodzinach i zbudował specjalnie dla nich szatnie, gdzie karmienie dziecka jest czynnością naturalną

      Usuń
  9. Piękne zdjęcie. Temat ważny i pięknie ujęłaś.
    Ja mam trochę doświadczenie takie, że są mamy które ceremonialnie obnażają pierś, nie dają intymności Maleństwu i sobie i wręcz się obnażają gdzie popadnie, może dlatego też są słowa krytyki?

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja jestem wszystkimi kończynami za, ale... no właśnie - nie mam tolerancji dla pań, które publicznie się obnażają, niezależnie od celu tegoż obnażania. Czy to wulgarny strój czy karmienie dziecka - dla mnie to po prostu brak kultury. Jeśli jednak mama umie to zrobić dyskretnie - to czemu nie? Sama karmiłam Jędrusia 16 miesięcy, teraz karmię Julka i wiele razy przyszło nam robić to poza domem. Wystarczy tylko stosownie się ubrać i czymś osłonić. Tylko tyle i aż tyle.

    A, no i są miejsca, w których z zasady bym tego nie robiła - np. świątynie niezależnie od wyznania, cmentarze czy miejsca pamięci narodowej. Ale w parku czy przychodni - ok:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet bym nie pomyślała o takich miejscach - zwłaszcza o karmieniu w świątyni :/

      Usuń
    2. A ja to na własne oczy widziałam - w kościelnej ławce pani bezceremonialnie wyciągnęła pierś i zaczęła karmić wcale nie dbając o to, by czymś się zasłonić:(

      Usuń
  11. :) I my też się karmimy poza domem. Pierwszy raz był najgorszy, ale da się dojść do wprawy :) Żal siedzieć w domu w taką pogodę. Pozdrawiamy!! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. tak, teżmiałam ten problem, ale dajemy rade

    OdpowiedzUsuń
  13. Dla mnie karmienie piersią poza domem naturalne jest :)
    Temat ważny i bardzo dobrze napisany :)
    A zdjęcie cudowne !
    Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja, mimo, że absolutnie nie przeszkadzają mi karmiące mamy, sama nie lubię karmić w miejscach publicznych :) I przez te 18,5miesiąca na razie tylko raz się karmiłyśmy w tzw. miejscu publicznym. Sama nie wiem, skąd u mnie takie "fazy" :) Teraz Lila jest już duża, więc nie ma problemu (choć zawsze chce cyca jak jesteśmy w gościach, ale to przecież nie miejsce publiczne :)), a rok temu, kiedy była mniejsza, starałam się tak wycyrklować, żeby w porze karmienia być blisko domu. Trochę mnie to ograniczało, mam tego świadomość, no ale za 'fazy" się płaci :)

    Fajnie, że Wy bez problemu karmicie się poza domkiem- tak powinno być!

    OdpowiedzUsuń
  15. Nigdy nie miałam z tym problemów, za to mój mąż - owszem :D

    OdpowiedzUsuń

the moments of life © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka