Pochwal i zabroń - czyli Kacperkowe wychowanie

Mówiąc do Kacperka od samego początku starałam się budować zdania tak, aby brzmiały one jak do dziecka, które rozumie i koduje przekazywane mu informacje, a ich forma była odpowiednia do jego wieku. Nie potrafiłam odmówić sobie określenia "dzidziuś" i mam tak do dziś :-) jednak każdą swoją reakcję dokładnie tłumaczyłam przez zwykłe rozbudowane zdanie. Nie było samego słowa "zostaw" lub "nie ruszaj", za to było zdanie "nie wolno bawić się kominkiem bo gdy w środku jest ogień kominek jest si i możesz się opatrzyć i rączki będą bolały". To nic, że początkowo Kacperek moje słowa miał gdzieś i owy kominek przyciągał go niczym magnez, powtarzając tę zdanie, dziś niespełna 13 miesięczny Kacperek, gdy widzi palący się ogień nie podchodzi do kominka.   


Dobór używanych przeze mnie słów był odpowiedni do wieku dziecka, a między słowami nie rzucałam przecinkami i nie stosowałam tortur głosowych w postaci uniesionego głosu czy też krzyków, bo  zwyczajnie w nie nie wierzę - wiem to po sobie, że skutki tych działań są odwrotne do zamierzonych. Nadal praktykuję powyższe działania po to, aby od najwcześniejszych dni Kacperek wiedział, że traktuję go jak osobę równą sobie, jak człowieka rozumiejącego i potrafiącego myśleć.

Poza licznymi zabawami, przytulankami, całusami, (...) w naszym domu jest też miejsce na rozmowy i tłumaczenia czego nie należy robić, co jest dobre a co "PE". Nie chodzi tu o porozrzucane okruszki po całym pokoju będące wynikiem Kacperka konsumpcji bułki, ani o porozrzucane zabawki czy też o kolejny raz oblepiony kaszką ekran telewizora. Nasze tłumaczenia skierowane są przeciw podchodzeniu do wcześniej wspominanego rozpalonego kominka, gryzieniu wszystkich części naszego ciała (zwłaszcza mojego przy karmieniu piersią), ciągnięciu psa za włosy czy żyłek od rolet w oknie balkonowym, bawieniu się kontaktami, które pomimo, że w naszym domu mają wbudowane zabezpieczenia przed dziećmi mogą być niebezpieczne w domu naszych przyjaciół nie mających dzieci (...). Takie tłumaczenia mają na celu nauczenie naszego dziecka, że niektóre jego zachowania mogą być niebezpieczne, mogą sprawiać ból innym, że nie należy ich powielać a wręcz miłe byłoby ich zaprzestanie. 

Wiem, nie łatwo jest przykuć uwagę dziecka, które w danym momencie jest rozwścieczone i wpadło w szał gniewu. Kacper pomimo, że niedawno kończył swój pierwszy roczek już dziś potrafi nam pokazać na co go stać:-) Tym bardziej obstaję przy swoim, że dziecko nie jest tylko dzieckiem ale AŻ dzieckiem. Potrafi słuchać, myśleć, zapamiętywać, a w pewnym wieku również okazywać zrozumienie naszych słów.

Jednak, żeby pokazać Kacperkowi, że rodzice nie tylko zabraniają mu niektórych aktywności, bardzo często nasz Szkrab jest przez nas chwalony. Za to, że ładnie zachowywał się w sklepie na zakupach, że spokojnie sygnalizował swoje potrzeby podczas długiego spaceru, że pozwolił mamie przyszykować pracochłonny obiad, że ładnie bawił się ze swoimi kuzynkami, grzecznie zniósł podróż do lekarza oddalonego o 50 km od naszego miejsca zamieszkania (...).

Tak na prawdę każdy powód do chwalenia jest dobry. Chwalenie dziecka pokazuje mu zachowania, które z koli należy powielać i które są cenione w życiu w społeczeństwie. Jednak najważniejszym przesłaniem jest budowanie wartości młodego człowieka, który w tym wieku nadal się kształtuje. Te małe gesty, słowa wpływają na to kim będzie za kilka lat  i czy będzie znał swoją wartość. Bo co bardziej podbudowuje nasze ego niż pochwała z ust bliskiej nam osoby?

Należę do grona osób, które mało przejmują się tym co inni o mnie myślą i jak w danej sytuacji mnie postrzegają, Może i z tego faktu wynika moje częste chwalenie Kacperka w miejscu publicznym - nie stronie od słów "mama jest z Ciebie dumna, że byłeś taki grzeczny w sklepie", gdy stoimy w kolejce do kasy, "ale dzielny dziś byłeś Kochanie", gdy wychodzimy z gabinetu lekarza (...) . 

Wiem, jedno ze znanych porzekadeł głosi "nie chwal dnia przed zachodem słońca" i chyba coś w nim jest. Ileż to razy moje grzeczne dziecko po przyjeździe do domu przeradzało się w diabełka :) Nie raz ręce opadały z bezsilności jednak chwalenia nie zaprzestałam. Bo skąd dziecko ma wiedzieć co jest dobre skoro mu o tym nie mówimy. Skąd dziecko ma wiedzieć, że pewne zachowania są przez nas cenione. Skąd dziecko ma wiedzieć, że inni dookoła cenią go jako człowieka, który swoim zachowaniem uszczęśliwia innych ? 

Gdyby zaprzestać chwalenia swojego dziecka, jedyne coby ono słyszało to "nie rusz", " nie wolno", "nie dotykaj" ... Jak każdy z nas czułby się w takiej sytuacji?
Ja o sobie myślałabym, że jestem do d..., że zero pożytku ze mnie, a moje zachowanie przysparza innym jedynie kłopotów.

Dlatego
"Pochwal mnie mamo" niezależnie od mojego wieku. Ja wszystko rozumiem tylko na pewnym etapie jeszcze nie umiem tego okazać.

A jak jest u Was z chwaleniem i zakazywaniem?
Karolina

Udostępnij ten post

22 komentarze :

  1. Tak samo postepujemy z corcia, karcimy zabraniamy dlubania w gniazdkach i innych rzeczach ale chwaliby jeszcze wiecej niz zabraniamy, chwale ja chyba za wszystko:) nawet za to ze ladnie siedzi i je obiadek, ze ladnie podaje raczke do mycia ale takze duzo jej dziekuje za kazda rzecz jaka wykonuje, gdy np.poprosze ja aby cos przyniosla zawsze dziekuje bo ja takze chce zeby ktos mi dziekowal jesli cos dla niego zrobilam.
    Dzieci to moze dzieci w naszych oczach ale one dobrze rozumieja,corka zaskakuje mnie nie raz, gdy mysle ona na to za mala jest, za dupiata, a tu oczom nie dowierzam kiedy widze ze te zajecie w moich oczach o 100mil za wielkie dla niej, a ona robi je bez zadnego wysilku .... Pozdrawiam Was goraco.!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dobre podejście. Ja także staram się chwalić jednak czasami i 'NIE' muszę wykrzyczeć na cały głos (choć nie chciałam krzyczeć).

    OdpowiedzUsuń
  3. Hm, na pewno duzo chwalę i robię to przy wielu okazjach, ale staram się zachowac umiar - żeby córka nie wpadła w jakiś samozachwyt, z zakazami bywa różnie, staram się tez jak najwięcej tłumaczyć. Masz rację, że dziecko słucha i zapamiętuje - nie okazuje nam tego w danej chwili , ale to owocuje w przyszłości :)

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas nie ma żadnych "si", ziaziu", "be", "cacy", "ciuciu", "nono" itp. Mówię do dzieci normalną, poprawną polszczyzną. Poza tym - zgadzam się w zupełności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas pojawiają się takie słowa żeby Kacperek na wczesnym etapie swojego rozwoju wiedział jak nam zasygnalizować, że np. woda do kąpieli lub zupka jest za gorącą :-)

      Usuń
    2. U nas nigdy nie było takich słówek, po prostu obserwowałam Jędrusia i wyłapywałam jego określenia, ale do niego zawsze mówiłam po dorosłemu. Jedyny minus, jaki zauważyłam to taki, że Andrzejek długo nie rozumiał, co mówią jego rówieśnicy.

      Usuń
  5. Bardzo podobnie jest u nas. Mimo , że Kuba jednak starszy , od małego starałam się dużo mówić , tłumaczyć, przestrzegać przed niebezpieczeństwem, nie wyłączając również pochwał. Uważam, że nie ma złotego środka. Myślę , że nasza intuicja i wyczucie mają ogromne znaczenie. U nas ostatnio Kubuś coraz częściej ma swoje zdanie i pokazuje naturę uparciuszka , ale to to naturalna kolej rzeczy i nie robię z tego dramatu. Uściski dla Was !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdziwy mężczyzna-silny charakter to podstawa :) pozdrawiam

      Usuń
  6. Każda refleksja na temat dzieci jest dobrym tematem do dyskusji. Bo pewnie ile matek, tyle podejść do tematu, tyle rozwiązań i mądrości ;)

    www.MartynaG.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście matczyna intuicja wygrywa :)

      Usuń
  7. mam bardzo podobne podejscie :) anegdotka z dzisiaj -mówię do Mai: jestem z Ciebie dumna, wiesz? a ona mi na to: Maja też jest dumna :D

    OdpowiedzUsuń
  8. U nas jest podobnie. Dużo do Smyka mówimy, tłumaczymy, opowiadamy, chwalimy. Staramy sie też ogólnie unikac słowa "nie" jesli jest to możliwe, bo wbrew pozorom jest go mnóstwo w naszych wypowiedziach i mały szybko je wylapuje i na nasze słowa odpowiada często wlasnie "nie".
    Mądry wpis:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Widzę, że mamy podobnie - już od małego tłumaczyłyśmy dlaczego czegoś nie wolno, i chwaliłyśmy (nie jednym słowem) choć pewnie wiele osób na ten widok popukało by się w głowę z tekstem, że przecież on za mały, żeby zrozumieć. Szczerze mówiąc, to spotkałam się z paroma takimi reakcjami. Ale w końcu lepiej od początku tłumaczyć, niż musieć się zastanawiać, kiedy to ma sens, bo dziecko zrozumie. Korzyść z gadania i tak jest - dziecko osłuchuje się z językiem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Popieram, trzeba dzieci chwalić, za wszystko co zrobią dobrze. Dużo gorzej idzie mi z zabranianiem czegoś , Franuś jest uparty, posłucha gdy zwrócę mu uwagę, ale za chwilę robi to samo. Zdarza mi się krzyknąć, gdy się przestraszę, że coś sobie zrobi. Wtedy jest masakra, Franek zaczyna płakać i ciężko go uspokoić.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo mądry wpis :)
    Pozdrawiam cieplutko
    www.nataliamajmonroe.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Zwracamy ogromną uwagę,żeby córkę chwalić - rozumiem przez to wzmacnianie pozytywnych zachowań. Bradzo ładnie piszesz o tym. Pozdrawiam Cie serdecznie. Zuza

    OdpowiedzUsuń
  13. ja jeszcze dzieci nie mam więc ciężko mi się wypowiedzieć pod katem wychowania ale na pewno kiedyś tam jak już będę mamą nie będę na pewno ani zbyt pobłażliwa ani zbyt surowa. zły środek:D

    OdpowiedzUsuń
  14. Chwalę ale też czasem i krzyknę boinaczej sie nie da.
    Ale chwalenie jest bardzo ważne,nawet za błahostki poniewaz w ten sposób budujemy pewność siebie dziecka ::)

    OdpowiedzUsuń
  15. Staram się chwalić dziewczynki za wszystko, bo wiem po sobie, ze to najlepiej działa. Jak mnie ktoś pochwali to nie chcę zawieść jego zaufania :) a jak mnie ktoś ochrzania to wszystkiego mi się odniechciewa.

    OdpowiedzUsuń

the moments of life © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka