where is the love?

Pomimo, że lato to czas kiedy człowiek próbuje naładować akumulatory na kilka kolejnych miesięcy, zresetować swój umysł i zapomnieć o wszystkich złych rzeczach, które go spotkały, to ja witam Was niezbyt pozytywnym postem. Staram się o tym nie myśleć, staram się nie zaglądać do czyjegoś przysłowiowego ogródka bo przecież mnie to nie dotyczy.. .Nie chcę rozkładać na czynniki pierwsze czyjegoś życia i analizować je krok po kroku. Każda sytuacja jest inna i nie ma możliwości ocenienia każdego z osobna tymi samymi kryteriami. A poza tym nie mi jest oceniać.

Z mężem jestem świeżo po ślubie. Gdy patrzę na nasze małżeństwo wiem, że nie jesteśmy idealni i nigdy nie próbowaliśmy, że jesteśmy dwiema skrajnie różnymi osobami. Za nami kilka trudnych momentów, kilka ważnych decyzji, lepszych i gorszych dni. Ale nadal trwamy w związku małżeńskim, a żadne z nas nie planuje rozstania i prowadzenia oddzielnego gospodarstwa domowego - chyba, że o czymś nie wiem :D

Z najbliższego otoczenia docierają do nas wiadomości o kolejnym małżeństwie, które weszło na drogę sądową w celu uzyskania rozwodu.  W moich oczach były to pary, które połączyło wielkie uczycie, gorąca namiętność. Były to związki stabilne, patrzące w tym samym kierunku i mające podobne plany na przyszłość. Nie wiem co się stało, że ich drogi w pewnym momencie się rozeszły. Nie znam powodu tak szybkiego rozłamu ich miłości.

Statystyki wskazują stale rosnącą liczbę rozwodów wśród młodych ludzi. Z roku na rok wzrasta liczba wniosków o unieważnienie małżeństw. W całym tym zjawisku nie ma znaczenia czy owocem ich wcześniejszej miłości jest dziecko czy też nie - gdy pojawiają się zakłócenia w relacji kobieta-mężczyzna wszystko inne przestaje mieć znaczenie.

Gdy dzieją się takie rzeczy gdzieś na świecie, w innym mieście człowiek nie zwraca na nie uwagi, dopiero jak docierają do naszego otoczenia uzmysławia sobie jak blisko - tuż obok miłości leży nienawiść. W mojej głowie głębią się myśli jaki jest powód tak dużej ilości rozwodów. Jedyne co mi przychodzi do głowy to:

Niezależność:
Chyba ten stan najszybciej przyszedł mi do głowy jako rozsądne wytłumaczenie. Kobiety poszły do pracy (co popieram całym sercem), są na równi z mężczyznami i tak samo łożą na utrzymanie domu. To dziś w wielu przypadkach kobieta potrafi twardo postawić na swoim, mieć swoje zdanie i egzekwować swoje prawa. To dziś, gdy dzieje się coś niedobrego, dzięki tej niezależności każdy z małżonków może podjąć decyzję o rozstaniu, a nie jak wcześniej - głównie mężczyźni. My kobiety stałyśmy się twardo stąpającymi po ziemi osobami, które nie chowają głowy w piasek, gdy w pod naszym dachem dzieje się coś niedobrego.

Wygoda:
Bo czy nie łatwiej jest się rozstać jeśli dzieje się coś niedobrego niż walczyć o utrzymanie związku skoro i tak często nasze wysiłki nie przynoszą pożądanego efektu?

Pochopne decyzje
Oj tak, często nagły przypływ endorfin uderza nam do głowy i chwilowe zauroczenie, bądź wielka namiętność posuwa nas do podjęcia tak ważnej decyzji jak ślub. Nikt jeszcze nie udowodnił, że szybka znajomość i szybki ślub przesądzają o niepowodzeniu jednak często ten pośpiech przekłada się na to, że nie znamy dokładnie osoby z którą żyjmy pod jednym dachem.

Dziecko:
Czy ciąża jest powodem do ślubu? Zdecydowanie nie. A jednak wiele par podjęło taką decyzję. Wielu się udało i niestety wielu nie :/

Pokusy:
Dookoła nas pełno tego. Człowiek potrafi zatracić się w tym szaleństwie i wszystkim tym co kusi nasze oczy.

(...)
Wszystko co wyżej napisałam sprowadza mnie do zadania pytania: czy ludzie podczas wypowiadania sakramentalnego TAK, tak naprawdę nie znają swojego partnera/partnerki i poznają dopiero po ślubie, czy może dopiero po ślubie ujawniają swój prawdziwy charakter?  A może z wiekiem jedno z partnerów dojrzewa a drugie pragnie dalej szalonego życia?

Sama nie wiem.
Może Wy macie jakąś rozsądną teorię na ten temat?  Czemu tak wielu z nas się nie udaje?

Udostępnij ten post

10 komentarzy :

  1. Zauważam ostatnio jeszcze pewne zjawisko: im dłużej para chodzi ze sobą przed ślubem i im bardziej wystawne jest przyjecie weselne tym szybciej następuje tez rozwód. Wiem, wiem - to nie standard, ale wśród kilku par znajomych tak się właśnie działo.
    Zuza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to mówią z długiego narzeczeństwa nie ma udanego małżeństwa- skoro takie porzekadło powstało to coś jest na rzeczy

      Usuń
  2. zauważyłam tę tendencję i ja, na studiach i chwilę po nich były masowe śluby, później zaczęły pojawiać się dzieci, a teraz niestety pojawiają się rozwody....przykre, zwłaszcza jak dotyczy ludzi z Twojego otoczenia. Myślę że ludzie za szybko sie poddają, mam nadzieję że nie będzie mi dane nigdy w życiu sprawdzać tego na własnej skórze....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego właśnie Wam życzę...i sobie również :-)

      Usuń
  3. Ja po slubie 8 lat. Syn ma niecale 3 l, zatem mielismy 5l by sie dograc. Ode mnie dodam, ze w idealne zwiazki nie wierze. W takie co sie nigdy nie kloca. Wadomo,nie moga byc to klotnie destrukcyjne. No i wiernosc to podstawa,nie tylko fizyczna. Zona nie moze miec przyjaciela,ktoremu sie wyplakuje w rekaw po klotni z mezem, i opowida szczegoly malzenstwa. Maz to samo zadnych kolezaneczek na samotne kawki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My z mężem jesteśmy ze sobą od 10 lat i mamy to szczęście, że znamy wszystkich swoich przyjaciół. Nie wyobrażam sobie, aby mój mąż jadła obiadki sam na sam z TYLKO koleżanką. To nie dla mnie

      Usuń
  4. Przykre rozwody są w każdej sytuacji, najmniej rozumiem rozwody w młodym wieku, bo czym to jest spowodowane? Za szybko był ślub, zbyt pochopnie? Czy był TYLKO z powodu ciąży? Sama jestem w szczęśliwym małżeństwie i życzę tego każdemu. Każdy potrzebuje tej drugiej połówki, kogoś na kim może niezmiennie polegać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może obecne pokolenie niezbyt poważnie traktuje związek małżeński? Dla nich to papierek, który można w każdej chwili zamienić drugim- z rozwodem?

      Usuń
  5. ciężki temat poruszyłaś.. ja mam wrażenie, że niektórzy bardzo niedojrzale traktują małżeństwo w dzisiejszych czasach.. nie jest to decyzja na całe życie, a forma " kolejnego kroku" fajnej zabawy ( wesela) i ślubu, który jak się znudzi można zakończyć.. nie mówię, że wszyscy tak robią.. ale niektórzy mam wrażenie, że tak..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomimo, że wokół mnie tyle rozwodów nadal nie umiem pojąć co tak na prawdę się stało. Przykro mi i współczuję takich przeżyć w tak młodym wieku

      Usuń

the moments of life © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka