Dlaczego jestem przeciwniczką gimnazjum

W internecie zawrzało - tym razem za sprawą informacji o reformach w polskim szkolnictwie, jakie PiS pragnie wprowadzić w najbliższej przyszłości.  Sześciolatki zostają w przedszkolach, likwidacja gimnazjów, jednolite magisterskie studia wyższe, wychowanie patriotyczne - to główne założenia zmian, które z racji większości głosów w Sejmie najprawdopodobniej wejdą w życie.

źródło: internet

Osobiście, jestem zwolenniczką ośmioletniej szkoły podstawowej, a tym samym likwidacji gimnazjów. Dlaczego?

Jestem rocznik 86, czyli pierwszy, który niczym królik doświadczalny został wysłany do gimnazjów, który przetarł szlaki późniejszym rocznikom i ten który edukowany był jakże felernym, początkowym planem nauczania.

Szkołę podstawową wspominam z wielkim sentymentem - to tam miałam wokół siebie osoby z bliskiego mi otoczenia, które znałam, których się nie bałam i które sprawiły, że pierwsze lata mojej nauki nie były dla stresujące. Nie bałam się iść na rozpoczęcie pierwszego w moim życiu roku szkolnego bo wiedziałam, że jeśli nie w swojej klasie to na pewno na przerwie spotkam Kasię, Basie, Elę... które lubiłam i bardzo dobrze znałam z rodzinnego podwórka. Jak się później okazało idąc na zajęcia lekcyjne nigdy nie byłam sama, gdyż w jednej klasie miałam koleżanki - sąsiadki. Czułam się bezpiecznie i bardzo chętnie uczęszczałam na zajęcia.

Decyzja o konieczności uczęszczania do gimnazjum nie zrobiła na mnie zbyt wielkiego wrażenia. Dziecko w tym wieku robi to co zostanie mu narzucone odgórnie. Skoro wszyscy tak robią to znaczy, że tak należy.

Na inaugurację pierwszego roku gimnazjum szłam z pozytywnym nastawieniem, z wyobrażeniem, że szkoła ta niczym nie będzie się różniła od szkoły podstawowej. Jako, że nie byłam nigdy osobą podatną na wpływy osób trzecich i raczej obracałam się w swoim zaufanym kręgu to jednak mam oczy i widziałam to i owo.

Po kilku latach spędzania ze sobą kilku godzin dziennie w szkole podstawowej nauczyciele oraz rówieśnicy poznają zachowania, temperamenty, wady i zalety innych dzieci. Lata te pozwalają na wypracowanie metod nauczania tak, aby jak najlepiej dotrzeć do każdego z dzieci. Dzieci, przez nas kiedyś nazywane "niezłymi gagatki" zaczynają wychodzić na prostą. Swoją ciężką pracą, przy wsparciu rady pedagogicznej zmieniają swoje podejście do nauki, otoczenia, a agresja coraz częściej zastępowana jest pozytywnymi emocjami i zachowaniami. I nagle ..... to wszystko szlak trafia. 

Dziecko z problemami idzie do nowej szkoły, gdzie jest anonimowe, nie ma opiekuna prowadzącego jakiego miał w poprzedniej szkole, gdzie ma szerokie pole do popisu i gdzie wraca do starych nawyków - pozycja oparta na rozpoznawalności. Nie ważne jak mówią, ważne że mówią. Może, gdyby taka osoba przez kolejne 2 lata została w "starej" szkole, w znanym dla siebie otoczeniu wszystko mogłoby potoczyć się inaczej. Dziecko w tym wieku potrzebuje przewodnika, który wesprze, wytłumaczy, chce pomóc, a nie zaszkodzić...

Osoby nieśmiałe niestety ale mają jeszcze gorzej bo to często na nich skupia się uwaga tych rówieśników. Również od nowa muszą przełamywać swoją nieśmiałość względem obcych osób....

Kilkakrotnie słyszeliśmy o tragicznych zdarzeniach mających miejsce w gimnazjach. O szerzącej się agresji, przemocy fizycznej i psychicznej. Szkoda, że te złe informacje docierają do nas głównie z wydarzeń mających miejsce w gimnazjach. Byłam w gimnazjum i właśnie tam spotkałam się z uzależnieniem od papierosów, piciem alkoholu nawet między lekcjami, bójkami, poniżaniem...

Osobiście nie wiem jaki jest sens zmieniania miejsca nauczania oraz otoczenia na 3 lata nauki. Rozumiem, że system nauczania może ewoluować i zmiany są czymś koniecznym, ale czy od razu konieczne jest zmienianie szkoły?

Moim zdaniem dziecko kończące podstawówkę nie jest jeszcze emocjonalnie gotowe na takie zmiany, zderzenie z  nowym otoczeniem, inną dotychczas znaną mu rzeczywistością, koniecznością przestawienia się na nowe reguły gry.  W moim odczuciu dziecko w tym wieku potrzebuje stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa.

W moim przypadku gimnazjum nawet w połowie nie było tak "ciepło", tak bezpiecznie jak szkoła podstawowa i zapewne to jest fundamentem takiego, a nie innego podejścia do tego tematu.

Tekst ten potraktuj jako moją subiektywną ocenę. Moim celem nie jest narzucanie swojego zdania innym, ani krytykowania osób mających inny pogląd na ten temat.

Pozdrawiam
Karolina

Udostępnij ten post

22 komentarze :

  1. Jestem tym młodszym rocznikiem i w moim przypadku było zupełnie odwrotnie. W szkole podstawowej nikt mi nie pomógł , nauczyciele widzieli tylko tych uczniów z "bogatych" rodzin bo to od nich szkoła dostawała darowizny ,a nauczyciele na koniec roku prezenty. W gimnazjum odżyłam ,lepsi nauczyciele większa szkoła lepsze warunki. Były to moje najlepsze trzy lata ,z podstawówką nie byłam tak związana wspominam ją jako koszmar ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To faktycznie dziwne podejście nauczycieli i nie dziwię się, że masz inne zdanie na ten temat. Nasze poglądy kreują się na podstawie naszych przeżyć i doświadczeń dlatego ile ludzi tyle opinii. Tak na prawdę zostaje nam czekać na to jaką decyzje podejmie Rząd

      Usuń
  2. A ja uważam, że za dużo mieszania w tym naszym szkolnictwie. Do jednego nie zdążymy się przyzwyczaić już myślą nad czymś innym. Też zbieram się do napisania kilku słów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne - duuuuże mieszanie zważywszy na fakt, że w Polsce jest wiele innych kwestii wymagających naprawy. Co do planowanych zmian - nasze dzieci tego nie odczują jedynie my rodzice, którzy na bieżąco śledzimy poczynania polityków

      Usuń
  3. Jestem starsza od Ciebie, ale moja siostra to Twój rocznik i widziałam co przeżywa w związku z pójściem do gimnazjum! Dzieciaki w tym wieku są za młode na zmianę szkoły i środowiska! Poza tym mam obecnie sześciolatkę w pierwszej klasie - chyba nie musze nic więcej dodawać? Podpisze się czym tylko się da pod likwidacją gimnazjów, powrotem opcji siedmiolatków do pierwszej klasy itd,!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że i ja jestem zwolenniczką wizji, aby 6-latki zostały w przedszkolach, natomiast jedynie jednolite studia magisterskie uważam, że to przesada :/

      Usuń
    2. A ja jestem za jednolitymi magisterskimi. Mój mąż jest wykładowcą i mówi, że wprowadzenie tzw. systemu bolońskiego to dla wyższych uczelni de facto to samo, co wprowadzenie gimnazjum na niższych szczeblach edukacji - ograniczenie ilości przyswajanego materiału i niepotrzebne powtórki. Do tego jeszcze możliwość robienia magisterki na kierunku zupełnie innym niż ten, z którego ma się licencjat. Efekt? Osoba chwaląca się dwoma kierunkami, a nie posiadająca wystarczającej wiedzy w żadnym z nich. Rękami i nogami jestem za jednolitymi studiami magisterskimi. I jeszcze za powrotem egzaminów na studia, bo obecna matura to kpina.

      Usuń
    3. Faktycznie coraz więcej u nas wiecznych studentów z kilkoma fakultetami a fachowców jakby coraz mniej :-/

      Usuń
  4. Ja bardzo się cieszyłam że ide do gimnazjum, nowe miejsce nowi koledzy, z podstawówką miałam wiele niemiłych doświadczeń związanych z nauczycielami którzy nie zwracali uwagi na dzieci tylko klepali jak leci tematy. W gimnazjum było zupełnie inaczej, nikogo nie znałam, nikt nie znał mnie, nowe możliwości i mogłam zacząć wszystko od nowa.
    www.kolorowe-usta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego społeczeństwo zawsze będzie podzielone- albo mamy miłe doświadczenia z podstawówki i jesteśmy za reformą, albo złe i jesteśmy jej przeciwnikami :-) dziękuję Ci za komentarz na pewno wielu czytelników podzieli Twój punkt widzenia

      Usuń
  5. A ja zgadzam się w zupełności z reformą.
    Gimnazja-twór, który nie zdał egzaminu ze wzg na poczucie bezkarności dzieci (bo to są wciąż dzieci), oddalone od domu, czują, że mogą wszystko. Oczywiście są też jakieś plusy, ale tylko pojedyncze przypadki, jak w pierwszym komentarzu. Moim zdaniem przeważają minusy, jak napisałaś.
    6 latki- jeśli któryś jest gotowy zawsze może iść wcześniej, przecież szkoła nigdy nie stawała na drodze rozwoju, zdarzało się, że uczniowie uzdolnieni przechodzili o klasę wyżej. W pozostałych przypadkach jest to zmuszanie.
    Jednolite studia magisterskie- kop dla wszystkich leni, którzy po licencjacie osiadają na laurach. A przede wszystkim "przetasowanie" studentów, nie każdy da radę. (Żeby nie było ja po licencjacie i na mgr nie chciało mi się iść bądź uznałam za niepotrzebne a tak byłabym już magistrem :P)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również uważam, że 6-latki powinny być przedszkolakami. Niech przedszkole uczy dzieci obcowania z książkami ale na zasadzie zabawy- stopniowo, powolutku a nie od razu do ławek.

      Usuń
  6. Mnie się udało ominąć gimnazjum, na szczęście;). Liczę, że mojemu dziecku też się udam, ale nie ma nic przeciwko temu aby poszedł w wieku 6 alt do szkoły. Jeśli oczywiście uznam, że jest gotowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, pewność że dziecko jest gotowe manualnie i emocjonalnie to podstawa. My teraz zastanawiamy się czy wysłać Kacperka do przedszkola od 2,5 roczku- widzę jak synek lgnie do dzieci a w domu tylko z babcią

      Usuń
    2. Karolina, odradzałabym Ci - jesteś przeciwniczką sześciolatków w szkołach, a ja idę o zakład, że gdyby pokazano Ci grupę pierwszaków złożoną po połowie z 6- i 7-latków i kazano Ci wskazać 6-latki, to co najmniej w kilku przypadkach byś się pomyliła. Ale na etapie przedszkola rok to przepaść. Rzadko który dwulatek nadąży za rok starszymi kolegami na placu zabaw, będzie równie szybko wiosłował łyżką i równie sprawnie posługiwał się plasteliną.

      Usuń
  7. Myślę, że takie podejście jest dobre w takich przypadkach jak twoje. Gorzej gdy dziecko od początku podstawówki trafia do patologicznej lub po prostu nie fajnej klasy- wtedy zmiana szkoły po 6 latach może być niezłą szansą na trafienie na fajniejszą grupę i nauczycieli. Poza tym dzieciaki są już w takim wieku, że zaczynają się powoli kierunkować (przynajmniej część z nich), np. mój kuzyn nie wybrał rejonowego gimnazjum tylko wybrał gimnazjum dwujęzyczne, które w którym mógł się lepiej się rozwijać. Sama również byłam szczęśliwa, że w końcu mogę zmienić szkołę i poznać nowych ludzi- byłam znudzona widokiem ciągle tych samych twarzy. Nowe osoby w klasie to także nowa motywacja do działania. W podstawówce całkiem nieźle się uczyłam więc zaczynałam osiadać na laurach a gdy zmieniłam szkołę znów zaczęłam zdrowo rywalizować z innymi uczniami. A poza tym głupie zachowania to raczej kwestia wieku a nie szkoły do jakiej się chodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie masz rację. Po komentarzach widać, że czy reforma wejdzie w życie czy też gimnazja zostaną ludzi zadowolonych i niezadowolonych będzie pół na pół. Nie ma rozwiązania idealnego dla wszystkich

      Usuń
  8. Gimnajzum się nie sprawdziło i chyba każdy to potwierdzi. Niestety.
    Pytanie jak "ci na górze" zorganizują nowy system i co najważniejsze etap przejściowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plan jest niemal idealny jednak rzeczywistość często daleka jest od założeń początkowych. Jedynie co możemy zrobić to czekać :-)

      Usuń
  9. Ja miałam to szczęście, że z podstawówki do gimnazjum przeszliśmy całą klasą. Więc zmienił się budynek i nauczyciele. I pod tym względem się nie wypowiem. Mnie denerwuje materiał który jest wałkowany znowu od początku.

    OdpowiedzUsuń
  10. Chodziłam do gimnazjum i również jestem przeciwniczką !

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja również jestem z tych, którzy nie chcą likwidacji gimnazjów. I szczerze mówiąc to ja bardzo się bałam na początku chodzić do podstawówki. Właśnie przez te najstarsze roczniki. Byli niemili dla tych wystraszonnych pierwszoroczniaków i niedelikatni. Stare wygi, które w szkole i swoim towarzystwie czują się jak ryby w wodzie i nie zwracają na innych uwagi. Jako małe dziecko modliłam się tylko, żeby nie wiejść w drogę żadnemu starszakowi. Pamiętam, że gdy nasza szkoła nagle opustoszała trochę, po powstaniu gimnazjów to odetchnęłam z ulgą i z dużo mniejszym strachem chodziłam do szkoły.
    No i własnie - co z dziecmi które od pierwszej klasy szkoły podstawowej są prześladowane czy szykanowane? Wiadomo, że szkoły są różne i czasem nie ma szansy jej zmienić ani wpłynąć na nauczycieli.
    Ponadto, trochę przeraża mnie wizja włączenia z powrotem tej "trudnej młodzieży" do podstawówek i postawienia jej w jednym szeregu z małymi dziećmi. Skoro wszyscy się zgadzają, że w gimnazjach są dzieci w problemowym wieku i tyle się słyszy o przemocy, papierosach, alkocholu i czym tam jeszcze, to czemu znów chcemy sprowadzać je w bliski kontakt z najmłodszymi? Młodzież nie zmieni się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, po zmianie systemu. Nawet sobie nie wyobrażam sześcio czy siedmiolatka w towarzystwie przeciętnego gimnazjalisty.
    Jak pisałam wczesniej, z perspektywy dziecka, które naprawde bało się starszych roczników jestem za utrzymaniem obecnego systemu. Bardzo ciepło wspominam zarówno swoją podstawówkę i gimnazjum i za nic bym tego nie zmieniła.
    No ale tak jak mówisz, każdy ma inne doświadczenia i trudno wszystkich zadowolić.

    OdpowiedzUsuń

the moments of life © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka