Moda na pośpieszanie dzieci

Będąc w ciąży miałam to szczęście bycia otaczaną przez kilka świeżo upieczonych mam. Dzięki tym osobą po części zdobywałam wiedzę na temat rozwoju dziecka w niemal każdej sferze Jego życia. Nie była to sucha teoria porównywalna do tej przekazywanej w książkach, były to żywe "dowody" na to jak każde z ich dzieci reagowało i dostosowywało się na otaczającego Je świata. Lubiłam ten błysk w oku mam mówiących o pierwszym uśmiechu, pierwszym kroczku i pierwszym świadomie wypowiedzianym słowie "mama". Największą wartością dodaną był dla mnie odczuwalny i zaraźliwy wewnętrzny spokój każdej z tych kobiet. Nigdy nie twierdziły, że bycie mamą to łatwa rola, jednak z perspektywy czasu potrafiły realnie spojrzeć na to co za nimi, co zrobiły źle i że wiele rzeczy było przez nie wyolbrzymianych, a reakcje zbyt gwałtowne.

Zostając mama - zapewne jak większość z Was - dołączyłam do kilku grup młodych mam (głownie na FB), gdzie padają pytania i odpowiedzi, gdzie każda z mam może liczyć na wsparcie i pomoc, gdy takowej potrzebuje. Również na tych grupach zauważyłam jedną niepokojącą mnie przypadłość - nie ma dnia, aby nie pojawiło się pytanie " moje dziecko ma X -cy i nadal samodzielnie nie siada", "moje dziecko skończyło roczek a nadal nie chodzi, czy powinnam się martwieć..."

Niepewność jest nierozerwalną częścią macierzyństwa i skłamałabym pisząc, że ja zawsze byłam i jestem wszystkiego pewna na 100%. Faktycznie, nigdy nie miałam problemu, ani obaw w kwestii postępów rozwoju ruchowego swojego dziecka - chociaż z tego co czytam to powinnam - za to popełniałam błąd łudząc się, że jak Kacper usiądzie będzie mi łatwiej bo będzie potrafił chociaż przez chwilę samodzielnie się zabawić. Siedzenie nie pomogło, więc czekałam na pierwsze kroczki, a że to nie pomogło to czekałam na zainteresowanie zabawkami itd, itd  :-)
źródło:Internet

Ale od początku.

Kacperek "długo" kazał nam czekać na jakikolwiek postęp ruchowy. Pełzanie, przez panią rehabilitantkę określone jako patologiczne pojawiło się jak Kacper skończył 8 miesięcy. Nie martwiłam się tym określeniem, gdyż widziałam te same ruchy u bratanic, które w naturalny sposób przeszły do czworakowania, później chodzenia. Ma potrzebę niech pełza. W naszym domu sporo płytek to i podłoga lśniła każdego dnia, a że mamy pralkę automatyczną to i moja rola ograniczała się jedynie do wrzucania każdego dnia bluzki syna do pralki :-) I tak pełzał, i pełzał i ani myślał przejść do czworakowania.

No ale udało się. W wieku 11 miesięcy Kacper zaczął czworakować! Wszystko przez wyrodną matkę, która chciała odstroić swoje dziecko i ubrała mu koszulę.....z guzikami. Dziecko męczyło się bo guziki uciskały brzuszek podczas polerowania podłogi. Gdy miarka się przebrała podniósł się i zaczął przebierać rączkami i nóżkami tak, że ciało kierowało się ku przodowi :-)

Później było czworakowanie, czworakowanie i czworakowanie... Co prawda przy mebelkach i kanapie kroczki opanowane były do perfekcji, jednak wewnętrzny strach nie pozwalał na samodzielne chodzenie. Nie zmuszaliśmy, nie prowadzaliśmy, a jedynie czekaliśmy. Udało się, gdy Młody miał blisko 16 m-cy poczynił swoje pierwsze samodzielne kroki... po czym nastąpiła blokada i znów nic. Samodzielne, pewne chodzenie pojawiło się po około 2 m-cach, czyli gdy Kacper miał niespełna 1,5 roku. Czasami mam wrażenie, że problem z chodzeniem mamy do dziś, gdyż nie lubi tego stylu poruszania, gdy Go widzę to chłopak wiecznie w biegu :-)

Zapewniam Was, że Kacper to normalnie rozwijające się dziecko, które po prostu idzie swoim tempem niezależnie od tego co mówią statystyki. Nie pospieszajmy swoich dzieci, bo długie czworakowanie jest zdrowe dla kręgosłupa naszych dzieci, a przecież mają go tylko jednego. Dzięki temu stylowi poruszania się mięśnie rąk i dłoni są lepiej wyćwiczone co zaprocentuje w przyszłości. Badania mówią, że podczas czworakowania lepiej rozwija się półkula mózgu odpowiedzialna za inteligencję - czy to prawda? Nie wiem.

Czytając publikacje poruszające kwestię rozwoju dzieci w pierwszych latach ich życia, oraz rozmawiając z rehabilitantką specjalizującą się "w dzieciach" do 3 lat wiem, że im dłużej dziecko czworakuje tym lepiej. Jeśli dziecko pragnie zacząć chodzić w wieku 12 m-cy, niech chodzi. Podstawą jest, aby była to wola jedynie naszego dziecka i aby odbywało się to bez udziału innych osób. Nie prowadzajmy ich za ręce - jest to nie tylko niezdrowe ale i łagodnie ujmując niesmaczne, gdy te malutkie ciałko leci ku przodowi, a wygięte w nienaturalny sposób ręce trzymają dłonie rodziców.

Po tych kilku miesiącach daję Wam słowo, że jak dziecko usiądzie to nie będzie bardziej samodzielne jeśli Jego osoba wcześniej tej samodzielności nie wykazywała, jeśli pójdzie na nogi....Ty zaczniesz biegać, oj tak. Wtedy zapomnij o spokojnym wypiciu kawy, zjedzeniu śniadania i pięknie udekorowanym domu :-) Dlatego między innymi nie pośpieszaj swojego dziecka, a będzie ci lżej :-) Pierwsze obawy powinny pojawić się wtedy, gdy dziecko kończy 1,5 roczku i nadal nie chodzi, ale i wtedy nie panikuj, a jedynie zgłoś się do poradni rehabilitacyjnej :-) 

Mam wrażenie, że panuje moda na wyprzedzanie tego co potrzebuje nasze dziecko. Chyba za dobrymi rodzicami chcemy być i za bardzo pragniemy pokazać dziecku to co świat może mu zaoferować. 8 miesięczne dziecko zmienia nosidełko na fotelik do jazdy przodem - bo przecież w nim również dziecko można położyć, a dziecko jest wtedy spokojniejsze bo wszystko widzi. Nie prawda - odcinek szyjny dziecka nie jest jeszcze tak rozwinięty, aby chociażby przy małym uderzeniu utrzymać główkę dziecka, która pod naciskiem działających sił leci ku przodowi. Skutki mogą być opłakane. Gdy dziecko jeździ tyłem główka ma oparcie w nosidełku i tak na prawdę może nawet nie poczuć uderzenia.

W swoim otoczeniu uchodzę za dziwolonga bo...Kacper nie dostaje ode mnie słodyczy :-/ Jestem zwolenniczką próbowania niemal wszystkich smaków przez dziecko, ale zdrowy rozsądek to podstawa. Kacper zna smak ketchupu, majonezu, frytki, czekolady, chipsa... Tylko, że mój Syn nie spożywa tych produktów każdego dnia, czy w każdym miesiącu, ani w ilościach przez siebie preferowanych. Idąc do sklepu nie kupuję mu chipsów, nie kupuję lizaka, gumy, żelek itp. Serio, Kacper nie dostaje ode mnie lizaków, ani batonów, bo i po co to blisko 2-latkowi? To, że będzie uzależniony od słodyczy wiem na bank - siła genów, 50% mamy, 50% taty. Sama nie jadam przy Młodym takich produktów, aby nie kusić, a gdy nadchodzi moment, że np. jesteśmy na urodzinach moje dziecko nie rzuca się na słodkości (uffff), a gdy już wyciąga rączkę muszę go pilnować...bo coś nadgryzie i odkłada z powrotem :-) Nie wiem czy jest to efekt nie zakazywania ale i nie zachęcania do spożywania słodkości na co dzień, jednak chcę wierzyć, że po części jest to efekt mojej ciężkiej pracy jaką włożyłam w tłumaczenie babci, że czekoladowy zając dla roczniak to kiepski prezent i że jednak coś z tym uzależnieniem przekazanym w genach zrobiłam :-)

Każda z nas popełnia błędy - są dni, że mam wrażenie, że ja je tylko mnożę - jednak liczę, że chociaż jedną osobę przekonałam do tego, że pośpiech to nic dobrego w kwestii naszych pociech. Że żywy organizm nie sposób zaprogramować, zmusić do konkretnego działania. Rolą rodzica jest jedynie wspieranie i stymulowanie rozwoju dziecka zgodnie z Jego naturą. Mój Syn jest żywym przykładem na to, że dziecko zaczynające przygodę z chodzeniem dopiero po 1,5 roku swojego życia jest normanlnym, zdrowym dzieckiem :-) To, że słodycze nie są naturalnym składnikiem Jego jadłospisu również nie robi z niego kaleki - takie dziecko potrafi żyć i całkiem nieźle sobie w tym życiu radzi :-)

Pozdrawiam ciepło
Karolina



Udostępnij ten post

15 komentarzy :

  1. Im później dziecko zacznie chodzić, tym więcej czasu mama ma dla siebie ;) Niestety moje dzieci bardzo szybko zaczęły samodzielnie chodzić, bez trzymania za rękę. Najpierw przy kanapie, a po kilku dniach same. Jedno w wieku 10 miesięcy, drugie 9. Obecnie młodsza córeczka ma 20 miesięcy: biega, skacze, robi fikołki, gra w nogę, wchodzi po drabinkach. Nie ograniczam jej i gdy spadnie czy się przewróci nie lęcę z językiem na brodzie, tylko mówię wstań. W dniu kiedy skończyła 6 miesięcy usiadła sama. W dalszej rodzinie jest dziecko, które skończyło 7 miesięcy i podobno siada (ale tylko przy pomocy rodziców, jak je posadzą). Nic na siłę. A co do słodyczy jestem tego samego zdania, tylko niektóre babcie są niereformowalne i nawet alergia dziecka na czekoladę do nich nie przemawia. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas w rodzinie dzieci również szybko zaczynały chodzić, jedynie Kacper wybrał wolniejszy styl :-)

      Usuń
  2. u nas była odwrotnie, zaczał chodzic za wcześnie, tzn, stawał sam jak miał 8 miesięcy a chodził miesiąc później, tylko ze kosci były jeszcze dość miekkie i nozki mu się okropnie powykrzywialy, miedzy nie można było wsadzić pilke, ale same się wyprostowaly i już sa piekne i prościutkie :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koleżanka miała ten sam przypadek- lekarz zalecił podawanie witaminy D, aby kości były jak najbardziej wzmocnione

      Usuń
  3. Każde dziecko rozwija się w swoim tempie :) Ha ha, chcesz cos uzyskać od dziecka-nową umiejętność - ubierz je w niewygodne ciuchy :)))) To z koszulą na guziki było dobre! Moja córka późno zaczęła raczkować, za to mówić zaczeła szybko. Pieluchy odstawiliśmy gdy miała 2lata i 8 m-cy, za to szybciej były inne rzeczy :)Na każdą rzecz przychodzi pora, indywidualna dla każdego dziecka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, jedne dzieci idą szybciej ruchowo a inne językowo :-) u nas Kacperek bardzo mało mówi za to dużo sporo po swojemu :-)

      Usuń
  4. Najbardziej mnie Wkurza to prowadzanie dziecka za ręce, takie wyciągnięte w górę: ( nie mogę na to patrzeć. ..głupota skrajna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również i mnie razi ten widok, nie wiem co kieruje ludźmi przy podejmowaniu takich kroków

      Usuń
    2. Chcą przyspieszyć dziecko... mój zaczął chodzić jak miał 13m-cy i tydzień. Nikomu nie pozwalałam go prowadzić za rączki, wychodzę z założenia, ze dziecko samo wie,kiedy ma chodzić;)

      Usuń
  5. U nas z chodzeniem było nietypowo. Oli pełzał, turlał się i przemieszczał na własny sposób. Zanim zaczął raczkować postawił pierwsze kroki. Dosłownie trzy dni później zaczął raczkować. Każde dziecko rozwija się w swoim odpowiednim dla niego tempie. Nigdy nie naciskałam na Olusia i nie przeżywałam, że coś robi szybciej lub wolniej niż przewidują to standardy. Obecnie jednak nie mogę się doczekać kiedy zacznie mówić i zaczynam szaleć na tym punkcie.

    OdpowiedzUsuń
  6. ja się cieszyłam czasem dopóki dziewczyny nie zaczynały się przemieszczać :) tak to siedziały albo leżały, jak ruszyły to wszędzie trzeba było mieć oczy

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja nigdy nie miałam parcia
    alexanderkowo.pl

    OdpowiedzUsuń
  8. Jako matka, która rehabilitowała swoje dziecko uważam, ze konsutacje u lekarza neurologa powinny byc obowiązkowe. Spotkanie z lekarzem rehabilitacji i rehabilitantem, który rozjaśni staromodne podejście m.in. do sadzania i prowadzenia dziecka na siłę powinny byc w każdej przychodni. To wiele by wyjaśniło. I tyle ode mnie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obserwując nasze państwo stwierdzam, że na pewno funduszy na ten cel nie będzie w budżecie na kilka kolejnych lat a szkoda bo zapobieganie jest lepsze i tańsze niż późniejsze leczenie

      Usuń
  9. grunt to dystans i zdrowy rozsądek:)

    OdpowiedzUsuń

the moments of life © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka