Ludziom nie dogodzisz

Nie wiem jak Wy ale już jakiś czas temu odpuściłam. Odpuściłam zamartwianie się tym co inni powiedzą, co sobie o mnie pomyślą i jak będę postrzegana. Ile bym nie zrobiła, jak bardzo bym wypruwała sobie flaki, stawała na głowie zawsze znajdzie się ta "życzliwa" osoba, która całą Twoją pracę skwituje jednym zdaniem.


I po co nam to wszystko? Skoro nasze czyny komuś nie pasują, wypowiedziane słowa nie odpowiadają to znak, że nie jesteśmy sobie pisani. Szkoda czasu i energii na taką relację, gdyż nigdy nic z niej nie będzie, chyba że jedna ze stron potrafi udawać kogoś innego niż jest w rzeczywistości. Ludziom nie dogodzisz, a już na pewno nie staraj się zadowolić wszystkich jednocześnie.

Nie masz czasu na ślub, kariera Ci w głowie
Ba. Pewnie, że tak. Przepraszam, że w tamtym momencie miałam inne pragnienia i potrzeby, że wspólnie z jeszcze nie mężem mieliśmy plany i marzenia - nie, nie te o ciepłych krajach, nie te o sportowym samochodzie, nie te o domu z basenem. Jacy my głupi, że poznaliśmy się jeszcze przed maturą i przez kilka kolejnych lat dążyliśmy do samodzielności i stabilności. Bo kto głupi w XXI wieku marzy o umowie na czas nieokreślony, o regularnym wynagrodzeniu wpływającym na jego konto? Nie ważne, że za studia płacili nam rodzice i lekko dziwne byłoby małżeństwo na garnuszku rodziców. Jesteś 5 lat ze sobą to albo się pobierasz albo rozstajesz. Po co wpędzać się w lata? A i tak z długiego narzeczeństwa nie ma udanego małżeństwa.

Dziecko to ty będziesz miała jak będzie można je kupić na allegro
No tak, był ślub, huczne wesele więc ten temat odszedł do lamusa. Trzeba znaleźć nowy. Jakżeby inaczej. Znacie normalną parę, która po ślubie od razu nie stara się o dziecko? Jacyś nienormalni!! Naszym obowiązkiem jest płodzenie i rodzenie jak to było w przypadku naszych mam, babć. A co jeśli się nie da? Jeśli bardzo pragniesz a coś idzie nie po twojej myśli? Co z takimi parami co nie poddają się ale nie mówią o tym dookoła? Z autopsji napiszę Wam, że osoby te są silne, a nawet bardzo silne bo pomimo wewnętrznego bólu znoszą docinki innych o tym, że "kariera ważniejsza niż rodzina", że "boisz się o swoją figurę", że zwyczajnie w świecie jesteś wygodna (czyt. leniwa). Czasami ktoś ma inny plan na nas, czasami trzeba bardzo dużo przejść, aby marzenie się spełniło i aby móc docenić je jeszcze bardziej. Jak głosi porzekadło "to co piękne rodzi się w bólu". 
Czasami warto zastanowić się zanim wypowiemy pewne słowa bo nie dość, że to nie Nasza sprawa to dodatkowo słowa te mogą zadać ogromny ból osobie do której je wypowiadamy.

Kiedy drugie?
No cholera jasna, aż się we mnie gotuje!! Przepraszam, ale właśnie jestem na tym etapie. To samo pytanie dociera do mnie z kilku różnych stron. Bo jak masz jedno dziecko to i drugie musisz mieć. Przecież nie zrobisz z dziecka sieroty? Nie ma nic gorszego niż jedno dziecko! Jedynaki są rozpieszczone i samolubne. Nikt nie będzie chciał się z nim bawić. Ehh jak wiele osób bardzo dobrze znam przyszłość mojego dziecka. Szkoda tylko, że właśnie te osoby nie znają Kacperka obecnie, chyba że zostawienie laika pod zdjęciem możemy zaliczyć do tej kategorii.
Tak, marzy mi się drugie dziecko i nie powiedziałam ostatniego słowa, ale czy ono będzie i kiedy będzie to jedynie i wyłącznie sprawa/decyzja moja i mojego męża. Nie planuję omawianie jej na forum, nie potrzebuję czyjejś zgody, ani rad jak mam żyć. Dla mnie głupotą jest podejmowanie tak poważnych decyzji "dla zasady", pod wpływem stereotypów. Jeśli dwoje ludzi tego pragnie to wcześniej czy później podejmie kroki ku powiększeniu rodziny, a nam - obserwatorom zostaje jedynie czekać na ten moment.

Robisz z dziecka maminsynka
Pewnie i tak kiedyś byście się o tym dowiedzieli - świat jest mały. Jestem tą złą mamą, która karmiła piersią swoje dziecko, gdy ono dawno skończyło roczek. Jestem nierozsądna bo pozwalam, aby Kacper w nocy przydreptywał do naszego łóżka. Przytulam i całuje Go niemal na każdym kroku...
Czy to już jest ten moment w którym powinnam przepraszać za to, że jest mi z tym dobrze, a i moje dziecko świetnie odnajduje się w takiej relacji?!  

Fundamentalne znaczenie w każdej z tych sytuacji ma sposób formułowania wypowiadanych treści czy też dobór odpowiedniego tonu. Jeśli jest to luźna rozmowa z koleżanką, która nie ciągnie za język i z którą sama pragniesz porozmawiać to wszystko jest ok, jednak gdy słyszysz to od osób, które totalnie nie znają ciebie ani twojej sytuacji życiowej to temperatura mojego ciała raptownie podskakuje do tej niezbędnej do wrzenia.


Nie sposób zadowolić wszystkich dookoła. Nawet nie warto podejmować prób. Za to warto podążać swoimi ścieżkami i żyć zgodnie z własnym przekonaniem. Nie ma jednej definicji szczęścia, dla każdego z nas ma ono inne znaczenie, dlatego żyj tak jak pragniesz nie krzywdząc innych wokół siebie.

A jak było/jest u Was?



Pozdrawiam
Karolina

Udostępnij ten post

17 komentarzy :

  1. Mnie moje własne doświadczenie życiowe nauczyło, żeby NIGDY przenigdy żadnej kobiety nie pytać o to, kiedy będzie mieć pierwsze/drugie/kolejne dziecko. Nigdy nie wiemy, jaka osobista tragedia za taką sytuacją się kryje i jak wielki ból możemy komuś sprawić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiedząc co nieco w chwili obecnej nie wiem co napisać. Masz rację coraz częściej brak dziecka to efekt tragedii a nie decyzji

      Usuń
  2. Dziś drugie dziecko nabiera wymiaru materialnego �� Chyba wszystkie to przechodzimy. Pierdyliard pytań o nasze życie. A paluchy maczają w nim najczęściej ludzie nie mający własnego życia, lub na tyle nudne, żeby interesować się cudzym. Ja zawsze mówię wprost, że to wszystko moja sprawa. Mój tyłek, moje dzieci, mój mąż lub niemąż. Po stanowczy postawieniu sprawy potok pytań ucina się automatycznie. Ostatnio przechodziłam to apropos karmienia piersią. Pytania jak długo będę Zosie jeszcze karmić miałam niemal codziennie. Po stwierdzeniu, że do momentu, kiedy przyniesie stołeczek, wejdzie na niego, wyjmie sobie cycusia, zje i powie dziękuję. Nikt więcej o to nie pytał. Karmiłam szczęśliwie półtora roku. Najważniejsze to się nie przejmować i mieć ciętą ripostę w gotowości ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą ripostą to u mnie cienko chyba dlatego tyle dobrych rad słyszę wokół siebie

      Usuń
  3. To prawda, nikomu nie dogodzisz. Zawsze będzie coś nie tak. Dlatego nie ma co patrzeć się na innych i robić swoje. Może to i samolubne, ale jak patrzysz na innych to zawsze obrywasz. A jak zrobisz swoje i oberwiesz to wiesz przynajmniej za co :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę, że to nie jest efekt samolubnego podejścia do życia a pewnej dojrzałości, którą zdobywamy z każdym kolejnym rokiem

      Usuń
  4. Ja już od dawna mam gdzieś co inni mają do powiedzenia na temat mojego życia ...

    OdpowiedzUsuń
  5. My to już dla niektórych patologią jesteśmy. Pracuje tylko mąż, mieszkamy w wynajmowanym mieszkaniu i mamy trójkę dzieci. No i syna do katolickiego przedszkola posyłamy - na pewno go tam molestują ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko czekać jak zaczną się opinie, że dzieci rodzone z myślą o 500+ :-) Jak ja tego nie znoszę

      Usuń
  6. Super treść artykułu zachęcam do przejrzenia mojej stronki z genialnymi pomysłami :)zabawki

    OdpowiedzUsuń
  7. A mnie jakoś szczęśliwie te wszystkie kłopotliwe pytania omijały i omijają ;) Sama też ich nie zadaję, może to dlatego

    OdpowiedzUsuń
  8. przydatny wpis, zapraszam http://fantastic-brand.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziecko to ty będziesz miała jak będzie można je kupić na allegro - dokładnie tak!!! tysiące razy człowiek słyszał ten załosny tekst, najlepszy to jest jeszcze "wy sie nie nadajecie na rodzicow", ciagle tylko praca, praca i praca! ale jak przychodzi jechac na badania , prywatnie do lekarza itp no to jesteśmy odpowiedzialni rodzice bo nas na to stac ...

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja kiedyś bardzo się przejmowałam tym, co inni mówili, potrafiłam rozmyślać nad tym całymi dniami, analizować, a czasami denerwować się. Potem przyszła na świat moja córka i "dobre" rady dotyczące wychowania mojego dziecka zalewały mnie z każdej strony i potrafiło doprowadzić mnie to do szału. Teraz moja córeczka ma 20 miesięcy i przez ten czas nauczyłam się jednej rzeczy, nie przejmować się tym co mówią i myślą inni na temat mnie, mojej rodziny i mojego życia. A jak ktoś za bardzo się narzuca, to walczę jak lwica☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdrowe podejście :-) po 30stce mam tak samo :)

      Usuń

the moments of life © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka