Złota Piątka, żeby dziecko mniej słodyczy jadło

Kto zna dziecko, które nie lubi słodyczy? Ja osobiście nigdy takiego nie poznałam i idąc o krok dalej przewiduję, że zapewne nie poznam :-) Sama jestem uzależniona od słodyczy i bardzo dobrze rozumiem osoby cierpiące na tą przypadłość. Ile razy bym nie próbowała i zarzekała się, że detoks zaczynam od dziś tyle razy chęć spożycia czekolady wzrastała z każdą kolejną minutą.

Jak sięgam pamięciom to w moim rodzinnym domu nigdy nie było słodyczy od tak, na co dzień. Nie mieliśmy do nich dostępu wtedy kiedy zapragnęliśmy. Problem pojawiał się, gdy tata wracał z zagranicy i chcąc nam wynagrodzić swoja nieobecność przywoził nam w prezencie niemal reklamówki wypchane słodkościami. I tak jedliśmy je i jedliśmy do momentu, aż nas  brzuchy nie rozbolały. Pomimo, że nasza mama starała się trzymać pieczę nad naszym barkiem, wspólnie z bratem potrafiliśmy jakoś obejść to zabezpieczenie. Jako dzieci nie mieliśmy zahamowań, a jedynie nieorganiczną chęć zjedzenia wszystkiego co słodkie i jest w naszym zasięgu.

Sama nie wiem czy nasze umiłowanie do słodkości ma swój początek w samych prezentach od taty, czy raczej jest to efekt braku słodkości na co dzień i nagłego otrzymywania ich niemal bez limitu. Co by nie było fundamentem mojego uzależnienia obecnie będąc mamą staram się, aby moje dziecko nie odziedziczyło złych nawyków po obu rodzicach (mąż również uzależniony od cukru). Genetyka genetyką ale może jeszcze coś w tej kwestii mogę zmienić. Chcę w to wierzyć  :-)

1) Naucz dziecko żyć obok słodyczy
Obiecałam sobie, że Kacper będzie przebywał wokół słodyczy na co dzień, że nie będę ich chowała po szafkach, szufladach i innych zakamarkach. Że będą one w zasięgu jego wzroku, jednak poza zasięgiem jego rączek we wczesnych latach dzieciństwa. Chciałam, aby mój Syn nauczył się, że słodycze owszem i są, dobrze smakują ale należy znać umiar i nie należy „rzucać się” na nie, gdy tylko pojawią się przed naszymi oczami. Moim zdaniem takie całkowite odcięcie dziecka od słodkości przynosi efekt odwrotny od zamierzonego. Dziecko nie ma hamulca i pragnie, aby wszystko trafiło do jego żołądka, aby móc najeść się na zapas bo później w domu nie będzie. Zaobserwować to możemy podczas urodzin, gdy na stole pojawiają się przeróżne słodkości.


2) Kupuj słodycze łatwo podzielne
Tak, nie będę kłamała - Kacper ma ponad dwa lata i pomimo, że okres ochronny trwa do 3 lat próbował już m.in. czekolady. Nie broniłam mu poznania jej smaku, gdyż wychodzę z założenia, że wszystko jest dla ludzi i jeśli odpowiednio dobieramy produkt i jego ilość do wieku naszej pociechy nie robimy mu tym krzywdy.  Jednak nigdy nie kupuję batonów z myślą stricte o Kacperku, nie dostaje on ich samodzielnie do rączki. Będą w sklepie jeśli już wrzucam do koszyka jakąś słodkość jest to paczuszka cukierków typu m&m. Paczuszka produktu podzielnego, którego moje dziecko nie dostaje w całości, a jedynie kilka cukierków na talerzyk i jedynie tyle może zjeść. Dzięki temu mam kontrolę nad swoim dzieckiem oraz dodatkowo Kacper uczy się ile powinna wynosić porcja słodyczy.


      3) Niech słodycz będzie nagrodą
Jeśli Kacper zje obiad dostaje kilka mmsów. Nie dość, że wie, że należy ładnie zjeść to co mama ugotowała to dodatkowo po zjedzeniu tej porcji ma tak pełny brzuszek, że zapomina, że przed posiłkiem dopytywał się o słodycze :D Jak dla mnie dwie pieczenie przy jednym ogniu - obiad zjedzony, słodycze nie :-)
  
4) Lizak dla świętego spokoju
Bardzo często praktykowane zachowanie zwłaszcza przy dzieciach starszych. Nie wymądrzam się w tej kwestii ale na razie w moim domu nie ma lizaków bo ich nie znoszę :/ Kacper jak już dostaje to takiego co pani doktor zaleci na gardło lub ukradkiem babcia obdaruje. Nie wiem czemu ale lizak to dla mnie zło - dziecko liże i liże, mija godzina i okazuje się jest tak zasłodzone, że ani myśli o normalnym posiłku. 

Wiem jak to jest być mamą, wiem jak to jest, gdy cały dzień jest na nie, jak człowiek wygląda i funkcjonuje po kilku godzinach snu, bądź z wysoką gorączką - no ale mamy nie biorą zwolnienia. Pojawiają się momenty słabości, gdy tylko marzymy o chwili ciszy i wtedy lizak/słodycz jest niczym zbawienie. Jestem wyrozumiała i nie neguję sposobu wychowania dzieci przez inne mamy i wiem, że lizak ten dziecku nie zaszkodzi, tylko czy nasze zachowanie nie zaszkodzi nam ? Czy dziecko nie "wyczuje", że w ten sposób, tym danym zachowaniem następnym razem również wymusi na nas jakąś słodkość?


      5) Dziadkowie

Dziadkowie niech będą dziadkami i jeśli dziecko nie jest to codziennym standardem pozwólmy, aby nasze dzieci były obdarowywane słodyczami. Trzymajmy pieczę nad jakością i ilością tych produktów, ale mały lizak, czy Kinder niespodzianka nikomu nie zaszkodzi. Przypomnijmy sobie jak miło wspominamy ten czas, gdy nasze babcie robiły nam lizaki z cukru na łyżeczkach od herbaty, hmmmm. Niech nasze dzieci również mają te cudowne wspomnienia :-)
Na szczęście Kacperka dziadkowie nie przesadzają z ilością słodyczy jednak, gdy wiem, że Młody jedzie do dziadków, w naszym domu nawet nie myślimy o słodkościach :)
 
 
-----------------------------------
Dla większości z Was powyższy tekst to sprawa oczywista. Są to zasady wiadome każdemu rodzicowi, tylko ilu z nas tak na prawdę stosuje je jednocześnie i odnosi zwycięstwo na polu dziecko - słodycze?
 
W naszym przypadku Kacper nauczył się już, że słodycze nie są codziennością i albo o nich zapomina przez kilka dni albo zjada tylko kilka sztuk cukierków. Swoim zachowaniem daje nam do zrozumienia, że słodycze nie są dla niego niezbędne do prawidłowego funkcjonowania. Wspólnie z mężem nie wychodzimy z inicjatywą zjedzenia np. batona, a jeśli już sami osładzamy sobie życie robimy to ukradkiem, gdy Młody ma drzemkę. Jasne, będąc w towarzystwie Kacper jak inne dzieci sięga po słodkości, weźmie gryza i odłada na miejsce :-) Kinder niespodzianka ? szał jednak tylko na punkcie zabawki. Czasami zje połówkę jaja,  a czasami nawet go nie tknie i jedynie zabawka jest dla niego interesująca.
 
Ostatnio czytałam wyniki badań o otyłości wśród polskich dzieci. Wyniki są miażdżące co zostało zilustrowane na poniższym rysunku
żródło:Internet, Otyłość polskich dzieci
 Wygląda to przerażająco, prawda? Jako jeden z głównych czynników wpływających na ten stan został wymieniony nieograniczony dostęp do słodyczy. Dziecko potrafi nie kupić sobie kanapki za pieniądze otrzymane od rodziców na rzecz batonów, chipsów...

Póki Kacper jest jeszcze malutki wiem, że wszystko jest w zasięgu mojej kontroli, że to ja określam co jest dozwolone dla niego, a co zabronione. Z każdym rokiem będzie mi ciężej zapanować nad tym wszystkim jednak mam nadzieję, że moje rygorystyczne podejście w kwestii słodyczy u dziecka kiedyś zaprocentuje :-)

A jak jest u Was?

Ściskam
Karolina

Udostępnij ten post

14 komentarzy :

  1. U nas słodycze nie są zabronione, ale jednak staram się kontrolować ilość.
    I muszę przyznac, że w pl problemem jest babcia, która batona potrafiła dać niespełna dwulatkowi zamiast obiadu... oj brzuch bolał przez kilka następnych dni. No nic, to było dawno.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ah te babcie :-) dobrze, że ostatnie słowo należy do nas ;-) pozdrawiam

      Usuń
  2. Bardzo fajne i ciekawe porady! Od jakiegoś czasu zaczęłam stosować metodę "cukierek jest nagrodą", ale czasami to się nie sprawdza - szczególnie podczas wizyty u moich rodziców. Dziadkowie nie byliby dziadkami, gdyby nie rozpieszczali swoich wnuków ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również absolutnie nie znam żadnego dziecka, który słodyczy nie lubi. Ba, znam niestety wiele dzieci, które lubią aż zanadto co widać po nich niestety.
    Stosuję się również do zasady życia obok słodyczy - sama tak żyję, i absolutnie nie mam jakiejś większej chęci podjadania ich :) Oli również...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę Ci :) Ja niestety jestem uzależniona co i po mnie widać dlatego dbam, aby z synem było inaczej :)

      Usuń
  4. Masz zdrowe podejście. Ja z pierwszym dzieckiem popełniłam błąd, bo nie znało słodyczy do 3 roku życia ale jak poznał to niestety nie maił zahamowań z drugim podobnie postępuje jak Ty z jednym wyjątkiem ponieważ to alergik to je np czekoladę ale gorzką, mimo że ponoć jest na nią uczulony, okazuje się ze jedna lub dwie kostki wystarczają mu. Starszy niestety do dnia dzisiejszego potrafi zjeść całą tabliczkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś takiego jest w tych słodyczach, że często i my dorośli nie potrafimy się opanować?

      Usuń
  5. z tymi słodyczami to różnie u nas, czasem są okresy,że w ogóle nie mają ochoty i nie jedzą

    OdpowiedzUsuń
  6. złota 5, zapraszam http://fantastic-brand.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. U nas w domu je się bardzo mało słodyczy, a moja córeczka jeszcze nie zna ich smaku, ale chciałabym, aby tak pozostało do 2 roku życia. A dla mnie dziadkowie są kwestią sporną. Według mnie nie powinni dawać dziecku słodyczy, jeśli rodzice na to nie pozwalają. U nas była taka sytuacja, że moi teściowie proponują mojej Meli słodycze, odkąd ona skończyła 6 miesięcy. A teraz to już w ogóle jestem wyrodną matką, bo ona ma 20 miesięcy, a ja nie pozwalam jej jeść słodyczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 6 m-cy i już słodycze? Dobrze, że czuwasz nad rodzicami :-)

      Usuń
  8. U nas słodycze stoją na stole.. owszem, czasami zdarzy mu się złapać jakieś ciacho. Najczęściej bierze cukierka, nosi go w rączce po czym odkłada bo wcale nie ma zamiaru go jeść. Jeśli widzi, że rodzice nie jedzą - on też nie jje. Za to coraz częściej domaga się abka (jabłka) :) To mnie cieszy! Marchwi tylko nie lubi :P

    OdpowiedzUsuń

the moments of life © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka