Kolorowe dzieci, czyli nauka dziecka szacunku do drugiego człowieka



Wracając pamięcią wstecz, do czasów swojego dzieciństwa nie przypominam sobie, aby moi rodzice kiedykolwiek rozmawiali ze mną na temat różnych narodowości ludzi oraz cech charakterystycznych dla danego narodu. Sprawa okazała się o tyle "prosta", że wychowałam się w małym miasteczku, gdzie nikt nie chciał imigrować natomiast spora część marzyła o emigracji. W wieku przedszkolnym czy w późniejszych latach nauki szkolnej nie znałam osób o innym kolorze skóry. Również w moim otoczeniu nie było osób z innych państw, które nie mówiłyby w języku polskim. Takie uroki małych miasteczek.

Pamiętam również, że przeglądając zdjęcia swojego taty z czasów, gdy za chlebem wyjeżdżał do Niemiec czy Afryki widywałam jedynie same znane mi twarze, twarze Polaków. Nie dlatego, że grono tych osób miało coś przeciwko obcokrajowcom, fakt ten raczej wynikał z warunków umów zawieranych w tamtych czasach. Nie była to typowa emigracja jaka ma miejsce w XXI wieku, gdzie człowiek żyje i zarabia na emigracji. W tamtych czasach pracownicy pracowali od świtu do nocy (jakkolwiek to brzmi) po to, aby budowa została zakończona w jak najszybszym czasie i aby mężczyzna mógł wrócić do rodziny. Nie było czasu na wypady do baru, zwiedzanie itp. Po całym dni pracy jedynie prysznic i piwo w gronie polskich współpracowników. Wtedy nie wyjeżdżały całe rodziny a jedynie mężczyzna, który miał jeden cel - zarobić na rodzinę.



To, że nie pamiętam takich rozmów nie miało wpływu na moje zachowanie w późniejszym wieku. Moi rodzice są i zawsze byli osobami bardzo tolerancyjnymi i nikt nigdy w ich zachowaniu nie dopatrzyłby się ani odrobiny zapędów rasistowskich. Tak zdrowe podejście do drugiego człowieka również i ja wyniosłam z rodzinnego domu.

Po maturze trafiłam do firmy międzynarodowej, gdzie biurko w biurko pracują osoby z najróżniejszych krańców świata. Wspólne picie kawy, jedzenie obiadów...czyli codzienne relacje międzyludzkie jak w każdej innej pracy, jedynie z osobami o innej narodowości, kolorze skóry i  często z komunikacją w języku angielskim. Wszyscy jesteśmy równi, mamy takie same prawa jak i obowiązki, szanujemy swoje pochodzenie i co najważniejsze szanujemy drugą osobę jako OSOBĘ. Bo czy brak szacunku dla innej narodowości nie jest jednoznaczny z braki szacunku dla jednostki jaką jest człowiek?  

Sama będąc mamą rozmowę na temat różnych kolorów skóry odkładałam na później. Tfu wróć. W sumie to nawet o niej nie myślałam i jej nie planowałam bo moje dziecko ma dopiero ( w moim odczuciu dopiero) 2 latka. Ciągle wydawało mi się, że to jeszcze za wcześnie, że jeszcze przyjdzie odpowiedni moment na tego typu rozmowy. Chociaż im dłużej o tym myślę mam wrażenie, że byłam przekonana, że to naturalne, że ludzie różnych narodowości mieszają się, że społeczeństwo w Polsce nie jest już tylko białe, że należymy do społeczeństwa kolorowego.

Zabolało jak cholera, gdy Kacper na widok czarnoskórego dziecka zawołał: "Mamo to pe, to myj myj". Ale jak to? Moje dziecko? Przecież w naszym domu nigdy nie było mowy o.... no właśnie. Nie było rozmów o tym, że dzieci mają różne kolory skóry, że nie tylko biali ludzie żyją na tym świecie. Że ile narodów tyle cech charakterystycznych dla osób z danym pochodzeniem, że my wszyscy pomimo wielu różnic należymy do jednej rasy - tak, bo wszyscy jesteśmy jedną rasą, jedynie korzenie naszego pochodzenia nadają nam cechy charakterystyczne, które nas różnią.

Wiem, że Kacper wypowiadając te słowa nie miał nic złego na myśli. Wiem, że moje dziecko żyło w nieświadomości o istnieniu innych narodów. Bo niby skąd? Skoro rodzice mu o tym nie mówili, bo w bajkach przez niego oglądanych nie występują takie postacie? Wiem, że to my jako rodzice jesteśmy odpowiedzialni za edukowanie naszych dzieci. To my je wychowujemy i mamy znaczący wpływ na to jakimi ludźmi będą w przyszłości. Że to my w tym konkretnym przypadku zawaliliśmy na całej linii.

Dzieci nie rodzą się rasistami i nie mają złych intencji względem drugiego człowieka. Jednak to, że nie uczymy ich negatywnego nastawienia względem innych narodowości nie zwalnia nas z obowiązku edukowania ich w temacie szacunku i poczucia równości każdego człowieka w świecie. Znacie powiedzenie: Człowiek człowiekowi człowiekiem ? coś w nim jest bo gdy nie nauczymy naszych dzieci szacunku do drugiej osoby nie wychowamy Go na osobę prawidłowo funkcjonującą w świecie z tak szybkimi postępami globalizacji.

Form nauki jest wiele:
- rodzinne zdjęcia na których są osoby innej narodowości
- opowiadanie o wakacjach/pracy za granicą z osobami innej narodowości
- bajki
- książki
- przedszkola / szkoły wielokulturowe
- gry/zabawy

Z racji wieku naszego dziecka i zamiłowania Kacpra do układania puzzli postawiliśmy właśnie na tą formę nauki. Puzzle pokazujące przedstawicieli najróżniejszych narodowości to na prawdę fajny pomysł na kreatywną naukę z 2-latkiem.

Nie popełniaj mojego błędu i nie odkładaj tak ważnego tematu na później, zwłaszcza jeśli Twoje dziecko wychowuje się w małym miasteczku i nie ma styczności z dziećmi o innym kolorze skóry. 2 latek nie musi znać szczegółów charakterystycznych dla danej narodowości, jednak powinien wiedzieć, że ludzie mają różny kolor skóry i jeśli obok niego będzie czarnoskóra osoba to ona nie jest "pe" i nie musi "myj, myj", że to naturalne i wielu ludzi właśnie tak wygląda.











A jak jest u Was?
Czy Wasze dzieci mają styczność z dziećmi innej narodowości?

Pozdrawiam
Karolina

Udostępnij ten post

6 komentarzy :

  1. Nigdy nie rozmawiałam z moją dwulatką o tym. Poszła od września do przedszkola, a tam dziewczynka o hinduskim pochodzeniu. Normalnie na nią zareagowała jak na każde inne dziecko. Mi tylko trochę śmiać się chciało bo moja mała ma bardzo jasną cerę i mleczne włosy i jak szły razem w parze to fajnie to wyglądało ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy Kacper bawił się z dziećmi chińskiego pochodzenia nawet tego nie zauważył, jednak gdy zobaczył chłopca o bardzo ciemnej skórze u którego tylko białe oczka świeciły to już dostrzegł różnice. Na szczęście było to na osobnosci i mogłam mu spokojnie wytłumaczyć skąd ta różnica

      Usuń
  2. Rozumiem, że bardzo łatwo wpaść w taką pułapkę zapomnienia o tym, by dziecku pokazać nieco więcej, niż najbliższą okolicę :) Dobrze, że zdecydowałaś się w taki fajny sposób, zabawą, nauczyć dziecko o innych narodowościach. W przedszkolu u mojej mamy też to jest w podobny sposób prowadzone od najmłodszych lat maluchów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam, że takie edukowanie od wczesnych lat to bardzo fajny pomysł zważywszy na fakt światowych migracji :-) oby i u Kacpra w przedszkolu były takie zajęcia

      Usuń
  3. Mój synek jest jeszcze bardzo mały (7m-cy) na edukację o innych rasach ludzkich. Jednak bardzo miło, że znalazłam tak piękny, mądry, refleksyjny post. Nie znam Cię, ale jesteś mądrą mamą. Reagujesz natychmiast - co jest najważniejsze w tych czasach wychowawczych. Rodzice gdzieś pędzą, uciekają, odkładają na później tak istotne sprawy, które rzutuję na przyszły charakter i pogląd młodego człowieka. To piękne o czym piszesz, trzeba edukować, tłumaczyć i rozmawiać z dzieckiem, bo jak nie rodzic to kto ? Jeżeli chodzi o rasy jestem również zdania, że w domu powinno się rozmawiać o niepełnosprawności, by wytłumaczyć dziecku, że są rówieśnicy ,,troszkę inni". Spotyka się wśród dzieci wielką wredność, zresztą każdy z Nas uczył się i chodził do szkoły i na pewno spotkał się chodź raz z nieprzyjemną (wredną) sytuacją. Każde dziecko jest inne - ALE KAŻDE ZASŁUGUJE NA SZACUNEK, to co nasze dzieci wyniosą z domu będzie dla nich nauką na przyszłość.
    Jeżeli chodzi o formę nauki z dzieckiem - te puzzle są świetne, nie tylko jeżeli chodzi o wytłumaczenie, że wśród nas są różni ludzi, różne narodowości itp. ale i umiejętności, które idą z zabawą.
    Pozdrawiam bardzo gorąco.
    matkapolka89.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że tak obecnie wygląda świat, że człowiek człowiekowi wilkiem :( pozdrawiam cieplutko

      Usuń

the moments of life © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka