poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Dlaczego kolejny urlop spędzę w Trójmieście

W tym roku, po raz pierwszy nasze wakacje były totalnie niezorganizowane. Tak na prawdę do ostatnich dni manewrowaliśmy datami po to, aby chociaż kilka dni mieć ładną pogodę. Niestety długoterminowe prognozy się sprawdziły i do dnia dzisiejszego próżno nam czekać na te z wysokimi temperaturami na termometrach. 

Na dwa dni przed rozpoczęciem urlopu nie mililiśmy ani zarezerwowanych noclegów, ani wybranego kierunku podróży. Wreszcie padło na Trójmiasto. Pół dnia na telefonie...udało się, mamy nocleg. Wewnętrznie chciałam tam jechać - pogoda nas nie rozpieszczała, a w Trójmieście jest wiele atrakcji, pięknych miejsc, które można zobaczyć nie tracąc kolosalnych kwot. Gdy na niebie pojawi się słońce plaży również nie zabraknie. Jak dla mnie same plusy. Jedyny minus to duże natężenie zwiedzających ale chyba nie dużo większe niż w innych nadmorskich miejscowościach.

Teraz, gdy już wróciliśmy do domu stwierdzam, że to były jedne z naszych najlepszych wakacji. Dużo się działo jednak my jakbyśmy się zatrzymali na ten czas, dookoła pośpiech a w środku my powoli spacerujący, plażujący i radośnie spędzający czas na placach zabaw. Tylko nasza trójka - bez grafiku jednak z listą miejsc wartych zobaczenia. Właśnie w tym poście chciałam Wam przedstawić miejsca, które warto  i nie warto zobaczyć, gdy Wasze dziecko jest jeszcze na tyle małe, że pałace, kościoły i muzea nie są dla niego interesujące.

********GDYNIA**********

PLAŻA ORŁOWO

źródło: internet
źródło: internet












Dla mnie punkt obowiązkowy. Piękna plaża położona przy klifie, który zachwyca zarówno w dzień jak i podczas zachodu słońca. Po środku plaży molo a'la w Sopocie i ładny, zadbany deptak ciągnący się w stronę Sopotu. Będąc tutaj miałam wrażenie, że jestem w kameralnym i niezwykle klimatycznym miejscu położonym w wielkim, zakorkowanym mieście. Położenie plaży sprawia, że nie docierają do ciebie te wszystkie odgłosy wielkiego miasta. Na plaży nie znajdziesz straganów z kiczowatymi zabawkami kuszącymi nasze dzieci, trampolin i innych kusicieli. Przyjeżdżając na plażę w Orłowie jedyne co możesz to wyciszyć się urlopem i w całości skupić na swojej rodzinie :D
Nieduża plaża jednak mająca w sobie wszystko to czego szuka  "urlopujący się" człowiek z małym dzieckiem. Już na samym wjeździe na przyjezdnych czeka duży, BEZPŁATNY parking z toaletami. Parking oddalony od plaży o przysłowiowy rzut beretem. 50-100 m ? Nie napiszę Wam dokładnie jednak na moje oko odległość nie większa niż długość mola w Sopocie :-) Przy samej plaży zadbany plac zabaw, gofry, lody, kawa, domowe jedzenie (pojedynczy sprzedawcy, którzy mają wyznaczony do tego plac nie wpływający na jakość plażowania), możliwość wypożyczenia leżaków. To na co dodatkowo zwróciłam uwagę to dokładnie oznakowane miejsca - od toalet po restauracje. Polecam. Osobiście zakochała się w tym miejscu.

PORT GDYNIA

źródło: internet
Przyznaję, że to właśnie ze względu na położenie portu w Gdyni w pierwszej kolejności szukaliśmy dla siebie noclegów. Im bliżej portu tym lepiej. Mąż zapragnął pokazać synowi to miejsce, a w szczególności wielkie statki, które każdego roku przyciągają dzikie tłumy zwiedzających. Dar Pomorza i Okręt ORP "Błyskawica" - niczym wisienki na torcie całego portu. Niestety dla 2,5 letniego dziecka niezbyt wielka atrakcja i przyznam, że dla mnie z niezaciekawionym dzieckiem również. Spędzając tam sporo czasu bardziej stresowałam się tym, że w pobliżu nie ma normalnego zaplecza sanitarnego lub jest ale tak kiepsko oznakowane, że nie udało mi się go zidentyfikować (chyba, że dalej używacie pieluch to po kłopocie), czy też restauracji w której małe dziecko mogłoby zjeść domowy obiad. Może tym kogoś urażę jednak zabolał mnie fakt, że zamawiając rosół dla dziecka zapłaciłam 14 zł a dostałam a'la rosół gotowany na kostce rosołowej i taką ilością makaronu, że Kacper za godzinę prosił o kolejny posiłek. 

Suma summarum nie jestem negatywnie nastawiona do miejsca jakim jest Port w Gdyni jednak moim zdaniem jest to miejsce w którym ciężko spędzić cały dzień, gdy pogoda nie dopisuje a dziecko jest na tyle małe, że nie rozumie jeszcze historii. Piękne statki z cudowną historią, konstrukcja Okrętu "Błyskawica" robi piorunujące wrażenie, do tego męski chór, który akurat podczas naszej obecności zaczynał swój koncert na statku "Dar Pomorza" to ciekawe punkty wycieczki po Trójmieście na które potrzebujecie jedynie kilku godzin. Uważam, że Dar Pomorza i Okręt ORP "Błyskawica" to kawał historii do której należy dorosnąć, aby chociaż po części móc zrozumieć.

CENTRUM NAUKI EKSPERYMENT

źródło: internet
Gdy pogoda nie dopisuje będąc w Trójmieście nie będziesz narzekać na nudę. Centrum Nauki Eksperyment to miejsce, gdzie schronisz się przed deszczem oraz miło i kreatywnie spędzisz czas ze swoim dzieckiem. Hydroświat, Drzewo życia, Niewidoczne siły, Akcja: człowiek to tylko niektóre nazwy wystaw, które czekają na zwiedzających w Centrum. Wejście na teren Centrum Nauki Eksperyment jest płatne i dla naszej rodziny 2+1 koszt ten wynosi 50 zł (dzieci do lat dwóch wstęp bezpłatny). Czy to dużo? Moim zdaniem nie. Porównując czas i jakość spędzonego tam czasu do kosztu ponoszonego na inne trakcje ( 3x15 min na trampolinie) zdecydowanie Centrum Nauki Eksperyment wygrywa. Twoje dziecko również znajdzie tam coś dla siebie. Takie miejsca przyciągają, a dzieci w nich się nie nudzą.

AKWARIUM GDYŃSKIE

Kolejny punkt na mapie warty zobaczenia podczas podróży do Gdyni - Akwarium Gdyńskie. Piszę, że warte gdyż tak właśnie mi się wydaje :) Niestety miejsca tego nie zobaczyliśmy z powodu dzikich tłumów jakie czekały jeszcze przed wejściem do Akwarium.
Wybraliśmy złą pogodę (nieodpowiednia do kąpania i plażowania co spowodowało, że wielu rodziców szukało rozrywki do swoich pociech w takich miejscach jak Akwarium Gdyńskie). Jak dla mnie to tylko kolejny znak, że jest to miejsce warte zobaczenia - ale to za rok :)


źródło: internet

 *******SOPOT*********

Na samym wstępie przyznam, że po tegorocznych wczasach jestem zakochana w tym mieście i w swojej głowie już planuję przyszłoroczne wakacje właśnie w Sopocie :-) Nie dzień, nie dwa ale cały tydzień zaspokoiłby moją fascynację wszystkim tym co zobaczyłam, jak spędziłam tam czas i jak Sopot jest przystosowany na przyjęcie dużej ilości zwiedzających, oraz czas ten dałby mi możliwość zobaczenia tego czego z braku czasu nie ujrzałam.

MOLO W SOPOCIE
źródło: internet
 Grzechem byłoby być w Sopocie i ominąć sławne Molo :-) Pomimo, że Molo samo w sobie jest tym samym molem od lat to jednak za każdym razem wspólnie z mężem kupujemy bilety i spacerkiem przemierzamy jego długość. Nie inaczej było i tym razem :D Nie będę rozpisywała się o tym miejscu bo dla mnie jest to obowiązkowy punkt Sopotu i czy molo będzie odnowione czy zaniedbane wiem, że za każdym razem na nie wejdę i poczuję ten chłodny wiatr od morza na swoje twarzy :D 
Każde dziecko jest inne jednak obserwując Kacpra i inne małe dzieci stwierdzam, że Molo w Sopocie początkowo nie przekonuje ich do siebie jednak z każdym kolejnym krokiem dzięki mewom, oraz dalej zacumowanym jachtom ciekawość dziecka wzrasta. Zdjęcia wykonane w tym miejscu mogą być na prawdę fajną pamiątką :-)

PLAC ZABAW

Miejsca, gdzie spędzaliśmy sporą część czasu i w których Kacper bardzo dobrze się czuje :D Jak wspomniałam na wstępie wpisu w planach nie mieliśmy odpoczynku z grafikiem w ręku, a jedynie asekuracyjnie wypisane punkty, które moglibyśmy zobaczyć jeśli czas i nasze dziecko pozwoli :D Zasada była taka, że jeśli widzieliśmy plac zabaw i Kacper chciał na niego iść to szliśmy, jeśli nie chciał to szliśmy dalej znając kolejny punkt ciekawy zobaczenia. Szkoda, że nie mogę znaleźć żadnego zdjęcia które ukazywałoby jak fajne place zabaw są w Sopocie. Zadbane, dostosowane do dziecka w każdym wieku, ogrodzone i z dużą ilością ławek dla opiekunów. Pomimo, że Kacper jest w wieku w którym nie mogę sobie pozwolić na siedzenie i jedynie obserwowanie dziecka to ta ogromna ilość ławek zrobiła na mnie wrażenie. Brawo Sopot! kierując się w lewą stronę od Mola w Sopocie, mijając Grand Hotel na samym początku parku znajduje się plac zabaw na którym spędziliśmy najwięcej czasu. Fajne miejsce z dużą ilością atrakcji dookoła będące jednocześnie miejsce odpoczynku od tłumów, mocnego nasłonecznienia (w tym roku nam to nie grozi), z restauracją obok oraz miejscem parkingowym. Co prawda 2,5latek nie jest zbyt wymagającym dzieckiem w kwestii placów zabaw jednak ten również i mi przypadł do gustu. Fajnie zrobiony, zadbany, Kacper lubił tam spędzać czas - czego chcieć więcej :D

KRZYWY DOMEK

źródło: internet
Przepraszam ale nie rozumiem fenomenu tego miejsca. Piękny budynek - od strony ulicy Bohaterów Monte Cassino jednak brak mi tam dobrej ręki do zarządzania tym miejscem. Już na pierwszy rzut oka widać, że czegoś tam brakuje. Sporo wolnych miejsc siedzących przy niemal zapchanych ogródkach w pobliskich restauracjach. Krzywy Domek był numerem jeden do zobaczenia w Sopocie. Szkoda, że mnie tak bardzo nie zachwycił jak sobie wyobrażałam.




FABRYKA LIZAKÓW

źródło: internet
Małe pomieszczenie z wejściem ukrytym w wąskiej uliczce tuż przy głównym deptaku Sopotu. Z pozoru miejsce nie skrywające w sobie zbyt wiele atrakcji a tu taki chochlik :-) Ściany pełne kolorowych lizaków, cukierków których widok wzmaga pragnienie zjedzenia czegoś słodkiego. Wszystkie te kolorowe cuda człowiek pożera oczami :-) Kacper świetnie odnalazł się w tym miejscu i jak przystało na dziecko opuszczając te pomieszczenie w reku trzymał torebkę z pięknie zapakowanymi słodyczami dla kuzynek i jednym, dużym luzakiem w drugiej rączce, którego w przeciągu kilkunastu minut już nie było :D
Dla najmłodszych klientów zostało stworzone pomieszczenie w którym jedynie szyba dzieli ich od pracowników Fabryki Lizaków. To tam każdy z Was może zobaczyć od zaplecza jak wygląda fabryka tych słodkości oraz dziecko może kupić taką słodkość wykonaną specjalnie dla niego. Na prawdę fajne i pozytywne miejsce do odwiedzenia z dzieckiem.

*******************
To tylko część miejsc, które udało nam się odwiedzić w Trójmieście. Na naszej liście "miejsc wartych zobaczenia" widnieje jeszcze 5 pozycji, których nie udało nam się odwiedzić. Może za rok będzie na to czas. Mam nadzieję.

I wiecie co jest jeszcze fajne w Trójmieście? Wszystkie te miejsca są tuż obok siebie i samochód jest nam zbędny. Wszędzie dojdziemy spacerkiem, bez pośpiechu... czyli tak jak powinno być na każdych wakacjach :-)

A jak Wy oceniacie Trójmiasto? Jakie miejsca dla dzieci polecacie?


Pozdrawiam
Karolina

piątek, 12 sierpnia 2016

Taras w bieli i czerni

Czy wiecie, że pomysł na taras siedział w mojej głowie od blisko dwóch lat jednak dopiero w tym roku został zrealizowany?! Trochę to trwało, a przyczyn tego opóźnienia było kilka jednak najważniejsze, że od kilku tygodni możemy cieszyć się tym co jest w 100% moje  - żeby nie było, że tylko moje dodam, że mąż również zadowolony :D
the moments of life, taras, mały balkon

Oglądając aranżacje udostępniane w internecie znajdowałam elementy idealnie wtapiające się w moją ogólną wizję i małymi kroczkami własnoręcznie tworzyłam każdy z tych elementów. A od samego początku aranżowania tarasu towarzyszyły mi dwa główne założenia:
  1. Gra kontrastów - tak wiem, że obecnie panuje moda na styl skandynawski w którym biel jest mieszana z ...bielą jednak w nieco innym odcieniu :) Uważam, że tego typu wystroje są bardzo przyjemne dla oka i na prawdę bardzo ładnie wyglądają jednak totalnie do mnie nie pasują. Uwielbiam akcenty, pojedyncze elementy które im bardziej wyróżniają się na tle całości tym bardziej przypadają mi do gustu. Jako, że w domu mam akcenty zieleni, niebieskiego, fioletowego i bordowego, tak na tarasie zapragnęłam czegoś spokojnego i eleganckiego za razem. Padło na biel i czerń z dodatkami ukochanego przeze mnie odcienia drewna.
  2. I mniej ty lepiej -  wiem, wiem, kolejne odchylenie od panującej mody:-) Chryzantemy, pelargonie, pomidory, zioła...sporo tego. Również marzę o drabince wypełnionej doniczkami z ziołami ale to za rok i w innym miejscu. W tym miejscu zależało mi, aby Kacper miał swoje miejsce do zabawy i abym miała go na oku w momencie, gdy wykonuję jakieś czynności w domu, a Kacper bawi się na świeżym powietrzu.
the moments of life, taras, mały balkon


Meble zostały kupione 2 lata temu na wyprzedaży w Obi - koszt ok 300 zł. Cena atrakcyjna a i przy odrobinie zaangażowania efekt na prawdę zadowalający.

Poduszki na siedziska wykonałam samodzielnie. U każdego tapicera możecie nabyć gąbkę - tutaj grubość 5 cm, która zostanie Wam wycięta na wymiar. Każdą z gąbek obszyłam materiałem z Ikei, który moim zdaniem jest genialny - zarówno faktura jaki i jakość idealnie nadają się na obicia poduszek na siedziska.
Materiał TUTAJ -KLIK

the moments of life, taras, mały balkon

Drabina, drabina, drabina- uwielbiam!!. Jak tylko ją ujrzałam u Baba Ma Dom wiedziałam, że muszę ją mieć. Tak bardzo jej pragnęłam, że zaprzyjaźniony stolarz obdarzyła nas materiałem na 2 sztuki cobym mu tyłka nie zawracała o kolejny materiał :) I mam ją a na niej doniczki z uwielbianą lawendą.

Doniczki - Świat Udanych Zakupów, cena 12,99 zł/sztuka
the moments of life, taras, mały balkon

the moments of life, taras, mały balkon

the moments of life, taras, mały balkon
Poduszki - Ikea KLIK :D
Lampion - Ikea KLIK :D
Uwielbiam te sklepy i mogłabym w nich zamieszkać lub chociaż połowę zgromadzonych tam produktów zabrać do domu :D

the moments of life, taras, mały balkon

the moments of life, taras, mały balkon



the moments of life, taras, mały balkon

the moments of life, taras, mały balkon

the moments of life, taras, mały balkon

the moments of life, taras, mały balkon

the moments of life, taras, mały balkon

the moments of life, taras, mały balkon


the moments of life, taras, mały balkon

the moments of life, taras, mały balkon

the moments of life, taras, mały balkon

the moments of life, taras, mały balkon

the moments of life, taras, mały balkon

Na moje liście "must have" kolejne produkty, które idealnie pasowałyby do wystroju tarasu. Większość z nich To IKEA więc jeśli macie jakiś bon, którego nie chcecie wykorzystać to piszcie - chętnie przygarnę :D

A poniżej zdjęcie tarasu przed metamorfozą :D
Jest różnica?

the moments of life, taras, mały balkon


To kto wpadnie na kawę - czarną lub białą ? :D

Pozdrawiam
Karolina

niedziela, 24 lipca 2016

MUM bloga vol. 3

Zakładając bloga nie miałam bladego pojęcia, że organizowane są spotkania dla miłośników pisania. Tak na prawdę nigdy nie wgłębiałam się w ten temat, gdyż moje początki były nieśmiałe i nie wiedziałam czy istnienie tego miejsca nie będzie miało szybszego końca niż początku :-) Z każdym kolejnym miesiącem coraz dokładniej poznawałam ten świat i zauważyłam jak wiele inicjatyw jest podejmowanych przez blogujące osoby. Jeśli śledzicie moje wpisy to zdążyliście zauważyć, że osobiście nie biorę udziału w owych spotkaniach i nie dlatego, że mam coś przeciwko nim, gdyż uważam że to bardzo fajna sprawa. Jedynym powodem jest zbyt mało rodzinnych chwil i chęć spędzania ich jak najwięcej. Wyjątkiem są spotkania organizowane przez Sylwię i Olę czyli zgrany duet tworzący Olsztyńskie Blogerki.

Cechą charakterystyczna tych spotkań i jak dla mnie zarazem ich największym plusem jest brak ścisłego grafiku i planu przebiegu spotkania. To na spotkaniu Olsztyńskich Blogerek można spokojnie wypić kawę, porozmawiać ze wszystkimi uczestniczkami oraz miło spędzić czas w groni kobiet mających ten sam pogląd na dane kwestie co ty.

Ale od początku :)

26 czerwca, gdy z nieba lazł się żar ( cecha charakterystyczna owych spotkań :-D ) Ola i Sylwia zaprosiły blogujące mamy na wspólne spotkanie pod hasłem MUM bloga vol. 3. Restauracja U Artystów i 10 na prawdę fajnych kobiet (Ola, Sylwia, Magdalena, Klaudyna, Agnieszka, Ania, Roksana, Natalia, Agnieszka i ja - to musiało się udać :-)

Na początku Sylwia opowiedziała nam o możliwościach jakie daje nam wordpress oraz jak w szybki i łatwy sposób możemy wykorzystać te możliwości do promocji produktów w ramach współpracy barterowej. To dzięki Sylwii zrozumiałam jak wiele nauki jeszcze przede i jak daleko mi do bycia blogerką :-) Dzięki Sylwia :-)

Klaudyna będą nie tylko autorką bloga Tymoszko ale również producentką produktów oferowanych w sklepie Tulanki poruszyła temat współpracy na linii bloger- firma. Jakie informacje powinien zawierać mail skierowany do firmy jeśli już decydujemy się na podjecie pierwszych kroków do współpracy a czego powinniśmy unikać, jakie są najczęstsze błędy popełniane przy współpracy i na co zwrócić szczególną uwagę - to tylko niektóre punkty o których dyskutowałyśmy i które uświadomiły mi jak jedna odpowiedź może pozytywnie lub negatywnie wpłynąć na mój wizerunek w oczach przedstawiciela firmy.

Jako, że całe lato w tamtym dniu było jeszcze przed nami Roksana poprowadziła panel poświęcony pielęgnacji skóry w tym szczególnie ciężkim okresie w którym jesteśmy narażeni na poparzenia słoneczne. Zaczęło się od kosmetyków, a skończyło na okularach słonecznych dla naszych dzieci. Te kobiety :-)  Niezwykle ważne jest to, aby nasze pociechy nie nosiły zwykłych ogólnodostępnych na każdym bazarze okularów, a żeby były to okulary z filtrem, które chronią a nie szkodzą.

Podczas, gdy my miło spędzałyśmy czas na rozmowach dziewczyny z Wizart zadbały o obecne na tym spotkaniu dzieci. Sami z resztą zobaczcie :-)

Ja natomiast dziękuje Wam - Ola i Sylwia, za miło spędzony czas i możliwość bycia częścią tego spotkania.

Sponsorzy, którzy niezwykle hojnie nas obdarowali :-) Dziękujemy :-)




















sobota, 2 lipca 2016

Tylko Mama ma tą zdolność

Ludzkie cechy/umiejętności możemy podzielić na te które wszyscy posiadamy, które możemy nabyć wraz z wiekiem lub te którymi obdarowane są jedynie poszczególne osoby. Moim zdaniem my-kobiety zostałyśmy obdarowane czymś wyjątkowym czego pozazdrościć może nam każdy mężczyzna. - umiejętnością której nie sposób się nauczyć, ani nabyć bez wcześniejszego zostania Mamą. Matczyna intuicja, kobieca przewidywalność, a może instynkt macierzyński? Nie wiem jak tą zdolność mogłaby określić ale jeśli jesteś Mamą na pewno mnie zrozumiesz.


Pamiętasz pierwsze minuty po porodzie? Rodzi się długo wyczekiwane dziecko i na nim koncentrujesz całą swoją uwagę. Masz wrażenie, że przez te pierwsze kilkanaście minut, gdy dziecko jest z Tobą najbardziej wytężony jest zmysł wzroku. Twoje oczy badają wszystko po kolei - jego nosek, buźkę, zaczerwienienia na twarzy widoczne po wysiłku jakie włożyła ta kruszyna podczas porodu, rączki, nóżki.... A prawda jest taka, że już wtedy nieświadomie - nie tylko wzrokiem - ale wszystkimi innymi zmysłami zapamiętujesz swoje dziecko. A pamiętasz jak po zaledwie kilku godzinach od porodu Twoje dziecko zostaje zabrane na badania/szczepienie? Przypomnij sobie jak już wtedy potrafiłaś rozpoznać płacz swojego dziecka? Nie ma tu znaczenia, że na całym piętrze co chwile płacze inne dziecko, a czasami kilkoro jednocześnie Mama bardzo dokładnie wie, który z nich to płacz jej dziecka. Szansa na pomyłkę? Bliska zeru.

Znasz to?
Z samego rana budzi Cię promienny uśmiech Twojego dziecka. Wstajesz, myjesz się, robisz śniadanie, szykujesz dziecko, które następnie odwozisz do babci. Dzień jak każdy inny. Jedziesz do pracy w której musisz zostać dłużej, ale to nic bo tata jest w domu i zajmie się dzieckiem. Wracasz do domu, jedno spojrzenie na dziecko i już widzisz, że coś nie tak. Pytasz męża - on nic nie zauważył, dzwonisz do babci - dziecko nie okazywało żadnych oznak choroby, a Tobie Mamo wystarczy minuta, aby swoim okiem dostrzec malutki, wręcz niewidoczny znak siejący ziarnko niepewności. 17:45 lecisz na łep, na szyję do lekarza, który mieszka na drugim końcu miasta. Ufff, udało się, pediatra jeszcze dziś nas przyjmie. Szybkie badanie dziecka i diagnoza. Pierwsze oznaki anginy - nalot na migdałkach, stan podgorączkowy... Mam to coś.

A ile razy tak miałaś?
Przychodzi błogi weekend. Te dwa ukochane dni kiedy zwolnisz, ogarniesz zaległe sprawy i będziesz mogła spędzić więcej czasu z dzieckiem. Ale... Obserwujesz swoje dziecko i wyczuwasz niepokój. Niepokój podyktowany zauważalnym niepokojem u swojej pociechy. Jeszcze nie wiesz jaki tego wszystkiego jest powód ale od tego momentu krzątasz się po mieszkaniu i czekasz na rozwój sytuacji. Zły dzień, a może zwykłe niewyspanie ? Tak naprawdę w danym momencie nie ma to tu znaczenia bo oto twoje dziecko wpada w szał, wszytko jest na NIE, gdy Ty mówisz tak ono robi na odwrót, zły humor usypia czujność dziecka, co ma przełożenie na uderzenia, otarcia, siniaki, czyli kolejne powody rozpaczliwego płaczu dziecka. I co? Wiedziałaś, że tak będzie?!

Mam wymieniać dalej ? :D

Pomimo, że nie ma jednego określenia zdolności jaką posiada kobieta będąca matką wiem, że jest to dar, który dostajemy wraz z poczęciem dziecka. Cudowne jest to, że zdolność ta przychodzi naturalnie i z każdym kolejnym dniem spędzanym z naszym dzieckiem rośnie na sile. No cóż drogie Pani wielkie brawa dla nas za tą przewidywalność, spostrzegawczość, umiejętność właściwego interpretowania znaków przekazywanych przez nasze dzieci.


Pozdrawiam
Karolina

środa, 22 czerwca 2016

Z maminej biblioteczki

Dzięki pisaniu bloga "the moments of life" widzę jak wiele zmian zaszło w moim życiu i jak wiele chwil  dzięki niemu udało mi się zatrzymać w pamięci. Co jakiś czas przeglądam wsteczne wpisy i uświadamiam sobie jak bardzo czytanie książek zeszło na dalszy plan. Średnio jedna książka na dwa miesiące to bardzo kiepski wynik :-/

Światełkiem w tunelu jest fakt, że książki nie zostały jeszcze przeze mnie całkowicie zapomniane i co jakiś czas sięgam po coś nowego. O dziwo w ostatnim czasie były to książki - poradniki, czyli te do których wcześniej nie zaglądałam :D

"Cyfrowi rodzice. Dzieci w sieci. Jak być czujnym, a nie przeczulonym" to książka w całości poświęcona tematyce współczesnych mediów oraz jego wpływu na świat i rozwój naszych dzieci. Niemal każdego dnia zalewają nas informacje o nowych " cyfrowe udogodnienia", technika idzie na przód i my również podążamy z mediami w tym samym kierunku. Całkowita rezygnacja ze świata mediów jest niemal niemożliwa (aczkolwiek na świecie żyje ułamek ludzi egzystujących na łonie natury i zgodnie z jej prawami) dlatego tak ważne jest prawidłowe zarządzanie i podejmowanie odpowiednich decyzji jak bardzo poddamy się postępom świata współczesnego. 

Yalda T.Uhls dzięki swojemu dorobkowi naukowemu oraz życiowemu w sposób racjonalny i wyważony opisała zależność dziecko - sieć. Stare porzekadło głosi, że "wszystko jest dla ludzi" a główny problem tkwi w tym, że my-ludzie zaburzamy zdrową proporcję uczestnictwa sieci w naszym życiu i w życiu naszych dzieci. Autorka już na samym wstępie publikuje wyniki badań których wyniki mówią o mniejszej konsekwencji rodziców dzieci w wieku 2-6 lat w stosowaniu własnych zasad dotyczących korzystania z mediów niż ma to miejsce w grupie rodziców dzieci starszych. 

To my rodzice powinniśmy sami odpowiedzieć sobie na pytania: Czy pozwolimy, aby dziecko miało telewizor w swoim pokoju? Czy twoje dziecko będzie oglądało telewizję samo czy w twojej obecności? W jakim stopniu masz wpływ na rodzaj treści oglądanych/czytanych przez dziecko?

Autorka nie krytykuje współczesnych rodziców i wiele razy w swej książce podkreśla, że nie ma nic złego w tym, że np. dziecko poniżej 2 roku życia ogląda telewizję - przecież każda z nas potrzebuje chwili dla siebie, czasu na przyszykowanie obiadu, skorzystanie z toalety.... Fundamentem niezależnie od wieku dziecka jest nasza dojrzałość w tej kwestii - to w naszym obowiązku leży odpowiedni dobór treści oglądanego programu/bajki do wieku dziecka, długość czasu spędzonego przed telewizorem/laptopem/grą, wypracowanie priorytetów w życiu dziecka, zasianie ziarnka hobby, które odciągnie jego uwagę od mediów.... Wprowadźmy i wypracujmy z dziećmi zasadę, że media są obok nas, a nie że my żyjemy w świecie mediów. Bo media to nie tylko samo zło ale to również skarbnica wiedzy, która rozwija i poszerza horyzonty naszych pociech. To dzięki szerszej dostępności do Internetu wzrósł wskaźnik ilości przeczytanych treści przez dzieci.

Moim zdaniem książka godna uwagi każdego rodzica. Ze względu na tematykę, podejście przedstawiane przez autorkę oraz liczne wskazówki ukazujące jak wiele jest w naszych rękach, na ile rzeczy nie zwracaliśmy dotychczas uwagi, a co może mieć znaczący wpływ w rozwoju naszych dzieci.

Dane szczegółowe:
Wydawnictwo: Wydawnictwo IUVI
Okładka: miękka
Stron: 288

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Drugą pozycją po jaką sięgnęłam była książka "Młoda bez skalpela" napisana przez dr Nigma Talib. Niespełna dwa miesiące temu skończyłam 30 lat i chyba wtedy w d... mi się poprzewracało lub zwyczajnie dojrzałam do tematów pokroju zdrowe odżywianie, kosmetyki naturalne i ich wpływ na nasz wygląd czy samopoczucie. Siedzący tryb pracy, oraz 2 godziny dziennie spędzone na dojazdach do pracy sprawiają, że coraz gorzej czuję się w swojej skórze, a powiedzenie "pójdzie w cycki" to mit :)

Nie wiem na co liczyłam kupując tą książkę. Jedyne co mogę Wam napisać to, że wielkiego olśnienia nie było. Autorka wspomina o oczyszczeniu organizmu poprzez wstępną eliminację nabiału czy też glutenu. O konieczności występowania zieleniny w naszej codziennej diecie, oraz opisuje jaki wypływu na nasz organizm ma dane warzywo. W jednym z rozdziałów zostało nadmienione w jakiej kolejności oczyszczać skórę twarzy - najpierw myjemy, później nawilżamy :)
Autorka książki wymienia produkty kosmetyczne, które poleca i które sama stosuje na co dzień. Ich łączna cena oscyluje na granicy średniej krajowej Polaków, a przykładowa dieta nie jest tą na kieszeń przeciętnego Polaka :(

 Po cichu chyba liczyłam, że przynajmniej jeden rozdział zostanie poświęcony tematyce kosmetyków naturalnych, które jesteśmy w stanie wykonać samodzielnie w domu. Że sama nauczę się dobierać zioła i produkty tak, aby móc z nich skomponować coś przyjemnego, odżywczego i kojącego dla mojego organizmu. Niestety takiej wiedzy po przeczytaniu książki nie nabyłam :/

Dlatego zwracam się do Was z prośbą: 
Znacie ciekawą pozycję na temat zdrowego odżywiania/ kosmetyków naturalnych możliwych do wykonania samodzielnie w domu?


Pozdrawiam
Karolina