Zanim usiądziesz do wigilijnego stołu


Małymi kroczkami wchodzimy w gorący okres przedświąteczny. Okres kiedy z uśmiechem na twarzy oglądamy dekoracje świąteczne zdobiące witryny sklepów, a wieczorami z wielkim zaangażowaniem przeszukujemy internet w celu znalezienia "perełek" jakimi możemy obdarować naszych najbliższych. Łapiemy się na tym, że cały miesiąc planujemy i podejmujemy działania dla tych kilku bezcennych sekund - radości naszego dziecka z widoku prezentu otrzymanego od Świętego Mikołaja. Bo kiedy zostajemy rodzicami Święta mają dla nas inny wymiar - magiczny i niepowtarzalny.

Znów będziemy mogli usiąść przy wigilijnym stole, podzielić się opłatkiem z najbliższymi nam osobami życząc sobie zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia. Bo to właśnie zdrowie w życiu jest najważniejsze - reszta jest kwestią naszej ciężkiej pracy lub przypadku. 

Celebrujmy ten czas i przeżywajmy go jak najintensywniej. Cieszmy się z każdej chwili.

Do tych wszystkich intensywnych przeżyć dodajmy uczycie, które spowoduje, że te Święta będą dla nas jeszcze bogatsze i radośniejsze. Poczucie, że daliśmy komuś szansę na zdobycie tego najcenniejszego zdrowia, którego niestety im zabrakło, że dołożyliśmy swoją małą cegiełkę dzięki której przyczyniliśmy się do budowy czegoś większego, czegoś co ma o wiele większe znaczenie niż dobra materialne. Że daliśmy im gwiazdkę z nieba, podtrzymaliśmy płonący w nich ogień nadziei i zachęciliśmy do dalszej walki o zdrowie dla ich dziecka.

Jakiś czas temu otrzymałam maila od rodziców niespełna 2-letniej Lilki. Dziewczynki, która pomimo tak młodego wieku przeszła bardzo dużo. Za dużo jak na tak małą bezbronną istotę. Proszę przeczytajcie.

Moja córka Liliana za 5 dni skończy 21 miesięcy. Gdy miała niecały rok po raz pierwszy trafiliśmy do zaufanego neurologa. Niepokoił nas fakt, że Liliana jeszcze nie siedzi, nie robi „papa”, jest bardzo cicha. Wcześniej swoje uwagi zgłaszaliśmy 3-krotnie trzem różnym lekarzom pediatrom, ale wszyscy twierdzili, że na wszystko przyjdzie czas i żeby się nie martwić. Tak więc od lekarza neurologa trafiliśmy od razu do Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie celem dokładniejszego zbadania tematu.


(...) Rezonans wykazał, że u dziecka niemal rocznego mielina w mózgu jest nawinięta na poziomie 6-go miesiąca. Jest to tak zwana choroba demielinizacyjna.Po kolejnych wielu badaniach w marcu tego roku zapadła diagnoza – autoimmunologiczne zapalenie mózgu. Lila miała wtedy już rok i 4 miesiące. Nadal nie raczkowała, nie siedziała, miała problem z ruchem rąk, nie miała w nich kontroli, nie potrafiła złapać zabawki, miała problemy z jedzeniem, wypychała jedzenie językiem, co było spowodowane przez jej podwyższone napięcie w buzi. Nie gaworzyła. była bez energii do życia.(...) W miniony wtorek Lila miała zrobiony ponowny rezonans mózgu. Nie wykazał on żadnych zmian względem poprzedniego rezonansu, mielina nie nawinęła się nawet o miesiąc. Płacz i niedowierzanie. W tym momencie było już wiadomo, że diagnoza, która była postawiona z 95-98% prawdopodobieństwem nie sprawdziła się. Jeżeli byłaby prawidłowa to rezonans wyszedłby pozytywnie. Co na to lekarze? Nie wiedzą. Wszyscy neurolodzy z IMiD zebrali się w dniu wczorajszym, żeby omówić dokładnie rezonans wraz z radiologiem. Oni nie mają pojęcia, nie wiedzą gdzie szukać, czego szukać.(...) 

Bardzo liczymy na to, że gdzieś zagranicą znajdzie się jakiś ekspert, który powie w końcu dlaczego u mojego dziecka mielina w mózgu się nie rozwija od ponad roku i co zrobić, żeby to zmienić. Wiadome jest jedno – będzie to dużo kosztowało. Wiem, że właśnie w Bielefeld jest jakiś szanowany profesor, który mógłby się przyjrzeć naszemu problemowi. Dosłownie przed chwilą dostałem maila od bardzo szanowanego doktora z Barcelony, specjalisty od chorób autoimmunologicznych leczącego niestety tylko dorosłych, że pomocy powinniśmy szukać w Children’s Hospital of Philadelphia lub University of Pennsylvania. Cóż… nie znam jeszcze kosztów, ale z własnej kieszeni nas na pewno na to nie stać. Potrzebna nam pomoc dobrych ludzi. Zgłębiam jeszcze temat przeszczepu komórek macierzystych. Wiem, że eksperymentalne prace pod kątem remielinizacji są prowadzone w USA w Mayo Clinic, Rochester, Minnesota. Niestety póki nie ma diagnozy to nikt nie podejmie się takiego zabiegu. Dlatego tak kluczowe jest otrzymanie prawidłowej diagnozy.
 
Rehabilitacja pochłania część naszych środków, bo jeździmy na rehabilitację 4 razy w tygodniu. Jedna sesja 100 PLN. Wizyta u lekarza w poniedziałek 400 PLN, ortezy na nogi 1200 PLN, zastrzyki z botuliny w nogi będą kosztować 5000 PLN, ale tu część zrefunduje NFZ. Są to wydatki, z którymi jesteśmy w stanie sobie poradzić własnymi siłami. Nie damy jednak rady wyjechać za granicę w celu diagnostyki i leczenia bez Waszej pomocy.

Jeżeli ktokolwiek słyszał o jakimś specjaliście neurologu dziecięcym zagranicą to bardzo proszę również o informację.

Mama i Tata Lilki


Szczegółowe informacje o chorobie Lilki możecie znaleźć na stronie Fundacji Kawałek Nieba -> TUTAJ
na stronie poświęconej Lili i jej chorobie http://www.lilusia.pl/   lub na FB - >TUTAJ 


Pomóc Lilce można dokonując wpłaty na konto:
Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym “Kawałek Nieba”

Bank BZ WBK

31 1090 2835 0000 0001 2173 1374

Tytułem:
“467 pomoc dla Liliany Leśniak”
wpłaty zagraniczne – foreign payments to help Liliana:
Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym “Kawałek Nieba”

PL31109028350000000121731374

swift code: WBKPPLPP
Bank Zachodni WBK
Title: „467 Help for Liliana Lesniak”
Address: Poznanska 14/8, 84-230 Rumia, Poland
Aby przekazać 1% podatku dla Lilki:
należy w formularzu PIT wpisać KRS 0000382243
oraz w rubryce ’Informacje uzupełniające – cel szczegółowy 1%’ wpisać “467 pomoc dla Liliany Leśniak

 Statystki nie kłamią i pokazują, że odwiedzających mojego bloga jest kilka tysięcy dlatego liczę, że chociaż część z Was poświeci chwilę i przekaże chociaż niewielki grosz na ratowanie zdrowia tej cudownej dziewczynki.

Dobro wraca, a czasami ze zdwojoną mocą :)
Niech te Święta będą magiczne nie tylko dla nas ale i dla innych dzięki nam

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Warmińsko Mazurskie Spotkanie Blogerów vol.6


Podziwiam tą kobietę, która będąc Mamą dwójki dzieci, kobietą aktywną zawodowo i osobą mając jedynie 24 h w ciągu doby potrafiła dodatkowo zorganizować spotkanie dla blogujących mam. Organizacja spotkania poszła tak sprawnie, że zabrakłoby dnia na wszystkie przewidziane atrakcje dlatego każda z uczestniczek była przygotowana na weekendowe Warmińsko Mazurskie Spotkanie Blogerów vol.6.  A to wszystko dzieło jednej osoby - Roksany, autorki bloga Dzwoneczkowa. Brawo Roksana :-)



Każdego dnia miałam okazję uczestniczyć w pogaduchach o tematykach bliskich memu sercu. Ale od początku - na pierwszy ogień poszła Sylwia, która opowiadała o zdjęciach i istocie ich podpisywania w celu dotarcia do jak najszerszego grona odbiorców. Natomiast Ania zawodowo zajmująca się fotografią poruszyła temat zdjęć wykonywanych stricte na Instagram przy użyciu naszych telefonów. Każda z nas miała okazję dowiedzieć się jakie błędy popełniłyśmy na naszych profilach, czego unikać, oraz w jakim kierunku powinnyśmy podążać. Trafne spostrzeżenia dające do myślenia oraz ukierunkowujące na kolejne działania.

Podczas spotkania odwiedziła nas Agnieszka aktywnie działająca w Fundacji Przyszłość Dla Dzieci. Fundacji pozyskującej środki na rehabilitacje, badania, zabiegi, leki, przejazdy, (...) dla dzieci chorych, którzy takiego wsparcia potrzebują. Fundacji, która pod swoimi skrzydłami skupia dzieci do 18 roku życia i której zakres działania jest tak obszerny, jak rozległe są potrzeby związane z chorobami dzieci. Dzięki sporemu zaangażowaniu firm wpierających WMSB podczas spotkania została przeprowadzona licytacja oferowanych produktów dzięki, której cała uzyskana kwota została przekazana na rzecz Fundacji Przyszłość Dla Dzieci.
 

Drugi dzień zaczął się bardzo aktywnie - Ania poprowadziła warsztaty fotografii wykonywanej telefonem. Warsztaty, które zaciekawiły i w całości wciągnęły chyba każdą uczestniczkę spotkania - nawet mnie pomimo, że Młody był ze mną i miał całkowicie odmienne zdanie w kwestii spędzenie tego czasu :) Kątem oka podglądałam poczynania innych uczestniczek, wytężałam słuch, aby jak najwięcej informacji do mnie dotarło :-) Efekty tych dwóch godzin są na prawdę imponujące i miło było je oglądać na Instagramie innych uczestniczek spotkania.

Ponadto były pogaduchy o kosmetykach i nowinkach kosmetycznych dzięki pani Anecie z firmy Golden Rose, o miodach dzięki firmie Miody Wileńskich oraz o świecach zapachowych pobudzających nasze zmysły dzięki Party Lite






Dziękuję Wam dziewczyny za ten miło spędzony czas i cieszę się, że mogłam uczestniczyć w WMSB vol. 6 


p.s. Zdjęcia wykonane przez Roksanę, Agnieszkę i mnie :-)

Pozdrawiam 
Karolina

ZOBACZ RÓWNIEŻ

I like Instagram


Przygodę z blogowanie zaczęłam około 3 lat temu. Były wzloty i upadki, chwile słabości i chęć rzucenia tego w diabły. Jednak nadal jestem i co jakiś czas nawet coś napiszę :-) Częstotliwość wpisów nie powala, a i mój ogólny postęp w temacie technicznych nowinek w świecie wirtualnym jest niemal zerowy :-) Nie mam konta ani na Twitterze, ani na Snapchie... i w najbliższej przeszłości za pewne mieć nie będę. Nie jestem aktywnym uczestnikiem Facebooka pomimo, że od kilku lat mam tam założone konto. Jedyny serwis, który odwiedzam regularnie to Instagram :-) 

Jakiś czas temu założyłam konto na Instagramie i dziś już jestem od niego uzależniona. Przyznaję bez bicia, że nie ma dnia, abym chociaż na chwilę tam nie zajrzała. Tak - to ja obcym ludziom zaglądam do talerza, do kuchni, a nawet do sypialni. Wszędzie tam, gdzie mnie wpuścicie jestem od razu :-) I patrzę, oglądam, wzdycham, daję serduszko i idę dalej. 

Gdybym nie była aktywna zawodowo podejrzewam, że mogłabym pół dnia spędzić na telefonie w celu obejrzenia wszystkich tych pięknych zdjęć jakie tam zamieszczacie. Każdego dnia zachwycam się jakimś pięknym ujęciem, często znajduję inspirację, którą realizuje w swoim domu.

Właśnie na Instgramie dostrzegłam jak wielu Polaków ma "dobre oko", jak pięknie potrafi złapać zwykłą codzienność i jak wiele radości jest na tych zdjęciach. 

Wiem, że Instagram na najbliższe miesiące będzie u mnie numerem jeden. Liczę, że coraz śmielej będę pokazywała tam swoją codzienność w niecodzienny sposób. Poniżej znajdziecie małą próbkę moich poczynań i mam nadzieje, że przypadną Wam one do gustu.

żródło


W moim odczuciu Instagram ma ogromną przewagę na Facebookiem tym, że zbędne są opisy, wystarczy odrobina serducha, dobry telefon i to unikalne spojrzenie na zwykłe rzeczy, które nas otaczają. Tam nie chodzi o to, żeby pokazać ludziom co mam, co dostałam, gdzie byłam.  Dla mnie Instagram to zbiór pojedynczych ujęć, które przemawiają same za siebie, które w piękny sposób pokazują naszą zwykłą codzienność. A im bardziej "niedopowiedziane" ujęcie tym lepiej.

Do dnia dzisiejszego jestem obserwatorem sporej ilości kont na Instagramie, które gdyby wrzucić do jednego worka nie byłoby szans na sprowadzenie ich do wspólnego mianownika :-) Każde inne a tak samo ciekawe. Jedne inspirują mnie w dziedzinie DIY, inne w gotowaniu czy pieczeniu, a jeszcze inne lubię za ciepło płynące z tych ujęć. 

Instagram to bardzo fajna aplikacja do której możesz dołączyć w każdym momencie. Aplikacja której obsługa jest o wiele łatwiejsza niż obsługa FB. Aplikacja która cieszy i oko i duszę :-)


Profil "the moments of life" na Instagramie znajdziecie TUTAJ-KLIK

A na nim migawki naszej codzienności. Co to jemy :-)
źródło
To co w życiu ważne :-)

źródło


I nasze zadupie, gdzie nawet koguta nie ma, a o poranku budzą nas konie :-)
źródło

Znacie ten serwis, a może ktoś z Was już korzysta z Instagramu ?

Pozdrawiam
Karolina

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Czym zająć 2latka - 3latka?


Mogłabym pół dnia spędzić na dziale z atrakcjami dla dzieci - zwłaszcza z tymi dla 2latka i 3latka. Uwielbiam miejsca przepełnione puzzlami, grami, zabawkami i wszystkim tym co jest odpowiednie dla wieku mojego Syna :-) Gdy już wchodzę w takie miejsce - przepadam. Na (nie)szczęście tuż obok mojej pracy znajduje się Hurtownia Zabawek, którą odwiedzam regularnie i z której nigdy nie wychodzę z pustymi rękoma.

Nie wszystkie moje zakupy to strzały w 10. Czasami to co wydawało mi się zabawką mogącą zaciekawić Kacpra okazuje się w Jego mniemaniu mało interesujące :-) Dziś będzie o tych produktach, które Młody polubił i i które cieszą się w naszym domu powodzeniem. 


*****PUZZLE*****

Każde nowe puzzle w naszym domu są jednoznaczne z istnym szaleństwem i radością Kacpra. Układa, rozwala, za chwilę znów układa i znów rozwala :-) Niemal każdego dnia puzzle na nowo wracają na pierwszy plan. Kacper swoje pierwsze puzzle dostał jeszcze przed drugimi urodzinami i były to puzzle 2,3,4 i 5- elementowe. Młody od razu złapał bakcyla na ich układanie i tak mu zostało do dziś. W okolicach 2,5- roczku okazało się, że puzzle te są już zbyt łatwe dla niego i zaczęliśmy inwestować w jeszcze większe oraz w których liczba elementów łapie się w przedziale 20 - 30 sztuk. 

Niedawno pisałam Wam o fajnych puzzlach na przykładzie których uczyliśmy Kacpra o różnych narodowościach, kolorach skóry i cechach charakterystycznych dla danej narodowości. Pomijając tamten rodzaj puzzli w naszym domu królują samochody i jeszcze raz samochody oraz zwierzątka. 

Może nie będę oryginalna jeśli napiszę, że w moim odczuciu puzzle to bardzo pożyteczny produkt dzięki któremu dziecko wycisza się, ćwiczy koncentrację, spostrzegawczość i cierpliwość. Według psychologów układanie puzzli to doskonała gimnastyka dla mózgu dziecka dzięki której można uniknąć dysleksji. Reasumując - same plusy płynące z dobrej zabawy :-)

Przedstawiony poniżej rodzaj puzzli do kupienia TUTAJ-KLIK










******SKĄD TEN DŹWIĘK?******

Gdybym miała jak najkrócej i najprościej opisać tą grę brzmiałoby to - globalne czytanie dla najmłodszych. W naszym domu zabawa polega na losowaniu kolejno jednej karty z obrazkiem oraz wydawaniu dźwięków odpowiednich do przedmiotu/zwierzątka na niej narysowanego. Dzięki tej zabawie Kacper odważył się na wydobywanie nowych dźwięków, poprawił wymowę dotychczas wypowiadanych oraz poznał kilka nowych przedmiotów/zwierzątek.

W zestawie znajdziecie również planszówkę do wykorzystanie w zabawie ze starszymi dziećmi, a dołączone karty mogą Wam posłużyć do gry w "Piotrusia" lub "Pamięć". 

Gdy bawimy się w "Skąd ten dźwięk?" szczególną uwagę zwracam na rysunki w których opisywaniu/naśladowaniu znajduje się litera "r". Takie małe zboczenie po tym jak kuzynka opowiedziała mi jak wielkie znaczenie ma naśladowanie - na przykładzie jej dziecka - dźwięku samochodu. Logopeda opiekujący się dziećmi 3letnimi w przedszkolu do którego uczęszczał jej syn zaznaczał, aby dziecko znające słowo "auto" i tak określające samochód jak najczęściej naśladowało sygnał wydawany przez ten pojazd, czyli wymawiało słowa "brum brum". Dzięki częstemu wypowiadaniu tych słów dziecko uczy się odpowiedniego ułożenia ust i języka tak aby w późniejszym wieku literka "r" nie była tak wielkim kłopotem jak niestety często bywa. 

Lubię "Skąd ten dźwięk?" za jakość obrazków, które przyciągają kolorystyką i są miłe dla oka oraz fajnie współgrają z potrzebami małego dziecka. Za jakość materiału i za to, że gra ta daje wiele możliwości - szlifowanie wymowy, doskonalenie pamięci, możliwość gry w "Piotrusia"... Produkt przy którym sami decydujemy w jaki sposób się nim bawimy.

Opis producenta
Skąd ten dźwięk?" to gry i zabawy edukacyjne adresowane do odbiorców w różnym wieku. Plansze i karty znajdujące się w  zestawie przedstawiają związki między obrazem i dźwiękiem. Można je wykorzystać w demonstrowaniu tych relacji najmłodszym dzieciom (2-3 lata) prowadząc jednocześnie  ćwiczenia poprawnej wymowy, pamięci słuchowej i pamięci wzrokowej. Zawarte w zestawie karty mogą być wykorzystane do specjalnej wersji gry "Piotruś" i specjalnej wersji gry "Pamięć". W tych przeznaczonych już dla starszych dzieci (a nawet dorosłych) grach nie łączy się par tych samych obrazków, ale pary obrazu i dźwięku (słowa) z nim związanego, co zwiększa zakres ćwiczonych umiejętności. Gry i zabawy "Skąd ten dźwięk" to znakomita pomoc dydaktyczna  zapewniająca naukę i dobrą zabawę, ćwiczenie pamięci, spostrzegawczości, percepcji wzrokowej, słuchowej i refleksu.

Do kupienia TUTAJ-KLIK





******UKŁADANKA MAGNETYCZNA*******

Układankę "Samochody" kupiłam tuż przed naszym wyjazdem na wakacje. Chciałam zabezpieczyć się przed możliwymi korkami z powodu robót drogowych na trasie prowadzącej od naszego miejsca zamieszkania do Trójmiasta. Aby mieć coś w zanadrzu.

Podobną układankę Kacper dostał w zeszłym roku pod choinkę, jednak tamta znajdowała się w drewnianym pudełku przez co zajmowała sporo miejsca, a i wagowo pozostawiała sporo do życzenia. Przedstawiana tutaj wersja jest o wiele lżejsza i praktyczniejsza. Idealna na podróż, do samochodu, czy też torebki od wózka przez co zawsze mogliśmy zabrać Układankę na plażę, gdzie Młody chętnie się nią bawił.

Układanka składa się z kilku kart przedstawiających możliwe połączenia znajdujących się w środku elementów oraz ponad 40 samych elementów dostosowanych do magnetycznej tablicy będącej wewnętrzną stroną pudełka. Znajdujące się w środku karty ilustrują jedynie przykładowe kompozycje jakie dziecko może ułożyć, natomiast wszystkie elementy wchodzące w skład Układanki dają dziecku o wiele szersze pole manewru i to dziecko wybiera jak układany przez niego pojazd będzie wyglądał.

Dzięki Magnetycznej Układance dowiedziałam się jak wielką fantazję ma moje dziecko i jak wielkie znaczenie ma dla niego różnokolorowość pojazdów. Początkowo Młody kopiował pojazdy z karty, gdzie po jakimś czasie układał na prawdę piękne samochody tylko, że każdy z elementów miał inny kolor :-)


Opis producenta:
Puzzle magnetyczna - samochody - to zabawka, która składa się z kolorowej planszy, 8 kart wzorów i 41 elementów z warstwą magnetyczną na odwrocie. Elementy można umieszczać na stojącej pod kątem planszy - nie będą się zsuwać dzięki przyciąganiu magnetycznemu. Układając elementy można z nich tworzyć różne wzory samochodów. Można też układać samochody według wzorów umieszczonych na kartach. Zabawa puzzlami magnetycznymi to dobry trening wyobraźni i cierpliwości. Zawartość pudełka: 41 puzzli magnetycznych, tablica magnetyczna, 8 kart, instrukcja.

Do kupienia TUTAJ - KLIK






A jakie zabawy lubią Wasze dzieci?
Chętnie zainspiruję się Waszymi pomysłami przy wyborze kolejnej zabawki/gry dla Kacpra :)


Pozdrawiam
Karolina



ZOBACZ RÓWNIEŻ

Książki dla 2latka i 3latka


Z racji wieku naszego Syna książeczki dla 2-latka i 3-latka to obecnie numer jeden w naszym domu. Kacper jako ciekawy życia 2,5 latek coraz rzadziej interesuje się pozycjami stricte wczesnodziecięcymi charakteryzującymi się dużymi obrazkami, a znacznie częściej wybiera te w których ukryta jest mała zagadka, w których odnajduje zabawę i które pozwalają mu na podejmowanie jakiś inicjatyw.

Jako, że w zeszłym tygodniu Kacperkowa biblioteczka wzbogaciła się o kilka nowych pozycji, dwie z nich znajdziecie w dzisiejszym wpisie :-)

Książki dla 2latka i 3latka, Wydawnictwo IUVI

Książki dla 2latka i 3latka, Wydawnictwo IUVI

Królik Iluzjonista i Festiwal Sztuk Magicznych

Nowość Wydawnictwa IUVI, które charakteryzuje się  wydawaniem książek z przesłaniem naukowym. Są to pozycje, gdzie dziecko musi na chwilę się zatrzymać i pomyśleć, gdzie niezbędne jest podjęcie jakiegoś działania, przy których pracuje nie tylko zmysł słuchu ale przede wszystkim wymagana jest kreatywność i spostrzegawczość.

Książki dla 2latka i 3latka, Wydawnictwo IUVI

Książka "Królik Iluzjonista i Festiwal Sztuk Magicznych" dzięki głównemu bohaterowi - Królikowi Iluzjoniście zabiera dziecko w świat magi i pokazuje, że nie zawsze to co na pozór wydaje nam się być pewne i oczywiste, na prawdę tak oczywiste nie jest. Odpowiednie ułożenie wzoru, odpowiedni dobór kolorów i chwila skupienia sprawiają, że dany obiekt zmienia się na naszych oczach.

Znikający kapelusz czy pojawiający się trzeci plakat, gdy na obrazku widnieją jedynie dwa to tylko niektóre z ciekawych sztuczek jakie młody czytelnik jest w stanie osobiście doświadczyć sięgając po książkę "Królik Iluzjonista i Festiwal Sztuk Magicznych".

29 sztuczek zamkniętych w prostych ilustracjach i fajnie jakościowo wydanej książeczce. 29 możliwości na przekroczenie granicy świata rzeczywistego na rzecz świata iluzji, 29 sposobów na ciekawą zabawę z dzieckiem :-) 

"Królik Iluzjonista i Festiwal Sztuk Magicznych" to pierwsza książka z gatunku magii jaka trafiła w nasze ręce. Moim zdaniem fajna pozycja oferująca ciekawą zabawę dla naszych pociech oraz nas samych. Jeśli Twoje dziecko skończyło 3latka i lubi nowe doświadczenia ta pozycja może być ciekawym rozwiązaniem.

Książki dla 2latka i 3latka, Wydawnictwo IUVI

Książki dla 2latka i 3latka, Wydawnictwo IUVI
Autor: Patricia Geis
Format: 21x26 cm 
Liczba stron: 32
Opis książki: tutaj - klik
Książka do kupienia: tutaj - klik

Gdzie jest Pingwin?

"Gdzie jest Pingwin? " to książka, która już dawno podbiła serca wielu mam i ich pociech. Książka, która na mojej liście "must have" znajdowała się od blisko roku. I wreszcie książka, którą mamy w naszej domowej biblioteczce i która ani mnie ani Kacperka nie zawiodła w swej doskonałości.

Książki dla 2latka i 3latka, Wydawnictwo IUVI, Gdzie jest Pingwin?

10 pingwinów - Dygotka, Dzidzia, Brian, Hugo, Śnieżynka, Arnie, Gwiazdor, Amelia, Irokez, Kropeczka- które tworzą fajną rodzinkę postanawiającą uciec z ZOO. Początkowo trafiają do Centrum Handlowego, następnie na Bal Przebierańców, do Nawiedzonego Domu, nad jezioro, do Klubu Gokartowego.... Ich podróż to jedna wielka przygoda mająca coraz to ciekawsze miejsce jej kontynuowania.

Wspólnym mianownikiem każdego z nowo poznawanych miejsce jest to, że miejsca te są bardzo zatłoczone a pingwiny rozpraszają się po całym ich obszarze. Rolą dziecka jest odnalezienie każdego członka pingwiniej rodziny w każdym z tych miejsc. 

Książka idealnie pracująca nad spostrzegawczością dziecka, nad jego wzrokiem oraz dokładnością. Ucząca cierpliwości i wytrwałości. Książka pracująca nad rozwojem i samodoskonaleniem się naszych pociech.

W moim odczuciu książka idealna, a i na poparcie mojego zachwytu zajrzyjcie na wpisy innych mam podzielających moje zdanie :-) Maluszkowe Inspiracje Czym zająć malucha? 

Książki dla 2latka i 3latka, Wydawnictwo IUVI, Gdzie jest Pingwin?

Książki dla 2latka i 3latka, Wydawnictwo IUVI, Gdzie jest Pingwin?

Książki dla 2latka i 3latka, Wydawnictwo IUVI, Gdzie jest Pingwin?
  • Autor: Sophie Schrey, Chuck Whelon
  • Format: 21x27,5 cm
  • Liczba stron: 48
  • Opis książki: tutaj - klik
  • Książka do kupienia: tutaj - klik

Książki "Królik Iluzjonista i Festiwal Sztuk Magicznych" i "Gdzie jest Pingwin?" to dwie skrajnie różne pozycje - inna tematyka, inne przesłanie, odmienna forma przedstawianych ilustracji... Jedak pomimo swej różnorodności obie pozycje są warte uwagi i mogą okazać się fajną zabawą dla naszych pociech.

Książki dla 2latka i 3latka, Wydawnictwo IUVI


Pozdrawiam
Karolina

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Jak szybko i bez buntu odpieluchowałam swoje dziecko


Temat odpieluchowywania nigdy wcześniej mnie nie dotyczył, gdyż jak wiecie Kacper jest moim pierwszym i jedynym dzieckiem, zatem ekspertką w tej kwestii na pewno nie jestem :-) Nie znam złotego środka na daną bolączkę, który mógłby pomóc każdej z Nas. Jedyne czym mogę się tutaj podzielić to moje niedawne doświadczenie jakie zdobyłam w kwestii pożegnania pieluszki raz na zawsze i które dzięki 3 krokom okazało się bardzo proste :-)

Dzieci są różne co przekłada się na fakt, że dla każdego z rodziców ten sam etap rozwoju pociechy może mieć inne znaczenie i nieść różne wspomnienia :-) To co dla niektórych rodziców bywa błahostką dla innych katorgą i na odwrót. To samo stwierdzenie tyczy się naszych starań o naukę dziecka, aby sygnalizowało swoje potrzeby fizjologiczne i chęci skorzystania z toalety. Prawda jest tak, że nie sztuką jest nauczyć dziecko załatwiania swoich potrzeb na nocki za to prawdziwą sztuką jest nauczenie dziecka, aby potrafiło zawołać w odpowiednim momencie zanim będzie już za późno.
zdjęcie:klik

Domyślam się, że pampersy to wygoda zarówno dla dziecka jak i rodziców (akurat tego jestem pewna ) :-)  I o ile przychodzi moment w życiu każdego rodzica kiedy stwierdza, że nadszedł czas, aby jego dziecko zaczęło korzystać z nocnika tak w większości przypadków w tym konkretnym momencie w życiu dziecka ten moment jeszcze nie nadszedł :-) Bo brak pieluszki to początkowo jedynie kłopot. Dziecko nie jest (bo i nie musiało być) nauczone trzymania moczu do czasu aż znajdzie się w toalecie, gdyż wcześniej gdy tylko poczuło potrzebę załatwiało ją do pampersa. Najgorszy w tym wszystkim jest fakt, że dziecko często zajęte zabawą, oglądaniem bajek musi przerwać tą przyjemną czynność dla jakiegoś tam pójścia do toalety :-/ Kiepska zamiana  :-)

Zanim temat odpieluchowania wszedł na tapetę w naszym domu zdążyłam poznać kilka tajników koleżanek i kuzynek, które w ich przypadku przyniosły pożądane rezultaty. Wiem też, że dla jednych tydzień był czasem wystarczającym dla innych niewystarczający okazał się miesiąc. Wszystko zależy od dziecka, Jego temperamentu oraz umiejętności dostosowywania się do nowych sytuacji.

Kacper to bardzo wrażliwe dziecko pomimo swojej upartości, szybko przyswajające wiedzę jednak nie lubiące zmian. Proporcjonalna mieszanka wybuchowej mamy i spokojnego z natury taty :-) Te 2,5 roku od kiedy Kacper jest z nami nauczyło mnie, że najlepszym rozwiązaniem w przypadku naszego dziecka jest rozmowa, i jeszcze raz rozmowa. Nie chciałam, aby było to działanie z dnia na dzień, nagłe i gwałtowne, czyli takie, które mogłoby przynieść skutki odwrotne od zamierzonych.

Nasza nauka mająca na celu pożegnanie pieluszek trwała 2 tygodnie, a samo zdjęcie pieluszki i nigdy do niej nie wrócenie minutę.

Początkowo wspólnie z Babcią i Mężem uczyliśmy Kacpra sygnalizowania o swoich potrzebach. Gdy słowo "siusiu" zostało opanowane i Kacper rozumiał co ono znaczy i kiedy należy je wypowiadać przeszliśmy na etap tłumaczenia, że jak skończy 2,5 roczku mama nie nałoży mu już pampersa i że już wtedy słowo "siusiu" będzie musiało być wypowiadane za każdym razem, gdy będzie chciał skorzystać z toalety. Tłumaczyłam, że Lenka i Nadia (kuzynki Kacperka) również nie noszą już pieluszek a jedynie majteczki i również wołają swoją mamę, gdy mają potrzebę.

U dziecka bardzo łatwo zaobserwować kiedy rozumie i przyswaja przekazywane mu słowa, a kiedy jedynie przytakuje główką a tak na prawdę nic sobie nie robi z tego co do niego mówimy. Gdy czułam, że Młody ogarnął temat, w środku tygodnia (dokładnie w środę) przed wyjazdem do Babci po raz pierwszy nie założyłam mu pieluszki. Jedynie powiedziałam, że się skończyły i więcej nie będziemy ich kupować. Miałam wewnętrzne przeczucie, że Młody jest gotowy na ten moment i nawet w najśmielszych oczekiwaniach nie liczyłam, że to będzie moja ostatnia wzmianka na ten temat.

Pożegnaliśmy pieluszki na wszystkie kolejne dni. Nie było posikiwania, nie było kryzysów, ani chwilowych buntów. Jak bardzo lukrowe okaże się to co teraz napiszę to jednak muszę Wam się przyznać, że niemal każdego dnia dziękuję swojemu dziecku, że moje macierzyństwo uniknęło wielu bolesnych przeżyć. Że to co na ogół przysparza rodzicom niemały kłopot u nas poszło gładko - tak samo było w kwestii pożegnania pieluszek.

Tak na prawdę nie miałam ciśnienia, aby Kacper zdjął pieluszkę jeszcze przed naszym urlopem co może potwierdzić ich niemal miesięczny zapas w naszym domu :-) Jednak wiedziałam, że jak poczuję, że Młody będzie gotowy na ten krok (a to podstawa) nie będzie odwrotu. Nie będę mogła się wycofać, wygoda związana z pieluchami nie będzie mogła wziąć góry, a nocnik będzie musiał być naszym towarzyszem numerem 1 na kilka kolejnych dni :-)

zdjęcie:klik

Nie znam Twojego dziecka jednak może nasza metoda i w Waszym przypadku okaże się tą słuszną dzięki której unikniecie kilkudniowej walki z płaczem w tle. Może i u Was nie będzie miejsca na bunt, a Wasze dziecko w ciągu jednej chwili zapomni o pieluszce :-) 

Dzieci to bardzo inteligentne osoby, które chłoną wiedzę niczym gąbki chłoną wodą. Tłumacz i rozmawiaj, rozmawiaj i tłumacz jednocześnie obserwuj czy dziecko rozumie i przyswaja to co do niego mówisz. Czasami podczas tłumaczenia wystarcza prosty przekaz, czasami niezbędne jest nasze większe zaangażowanie, czasami potrzeba czasu, a czasami wystarczy minuta :-)

Daj swojemu dziecku czas na przetworzenie i przyswojenie informacji o czekających Go zmianach. Niech nie będzie to szybkie działania, a długoterminowe tłumaczenie. Dla nas rodziców to tylko pieluszka, dla dziecka aż pieluszka.

Taki sposób na prawdę się opłaca :-)
Nam się udało, Wam również.

Powodzenia :-)

Karolina

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Moneta 2 zł i jej ogromna moc


W dzisiejszym poście chciałabym Wam podsunąć fajny sposób na oszczędzanie. Sprawdzony pomysł pozwalający odłożyć kilka groszy, które będziecie mogli przeznaczyć na co tylko zechcecie. Może zrealizujecie swoje małe pragnienie od dawna odkładane na dalszy plan z powodu comiesięcznych niespodziewanych wydatków? Może sprawicie komuś bliskiemu miłą niespodziankę? A może Ty- Mamo wybierzesz się do kosmetyczki? Opcji jest wiele a podejrzewam, że pragnień jeszcze więcej :D

Jeżeli już dziś zaczniecie oszczędzać w niżej opisany sposób może przyszłe wakacje nie będą tak ciężkie do udźwignięcia, zbliżające się wesele bliskich Ci osób tak bardzo nie nadszarpnie Waszego domowego budżetu, a może Wasze dziecko dostanie swój upragniony rower, hulajnogę, domek dla lalek, trampolinę....

Prekursorem opisywanego tu sposobu na oszczędzanie jest moja Mama, która swoje wnuczki i wnuka na pierwsze urodzi obdarowywała 365 sztukami monet o nominale 2 zł. Każdy dzień z pierwszego roku dziecka przekładał się na jedną monetę. Gdyście przemnożyli ilość monet przez ich wartość wyjdzie Wam  na prawdę spora sumka, która jest o wiele większa niż potrzeby dziecka w tym wieku. Pokaźna kwota, która w opinii mojej Mamy nie była zbyt dużym obciążeniem dla ich budżetu. Dlaczego? 


Na samym początku należy ustalić jaki nominał będziemy odkładali do skarbonki. Gdy tą kwestię mamy ustaloną z innymi domownikami uzgadniamy miejsce, gdzie dany nominał będzie odkładany. Osobiście proponuję skarbonkę bez opcji otwierania lub po prostu zwykły słoik zaklejamy "na amen" i nożem wycinamy otwór w nakrętce :-) Taki sposób może okazać się niezbędny, gdy wybierzecie nominał 2 zł, czyli najbardziej pożądany przez mężczyzn korzystających z myjni karczerowej :-)

Gdy skarbonka gotowa pamiętaj, aby za każdym razem, gdy w Twoje ręce trafi moneta o ustalonym nominale wrzucać do tej skarbonki. Czy to reszta z zakupów, wypłata za wykonywaną pracę, wypłata z konta, sprzedaż jakiegoś produktu na portalach społecznościowych, znalezione na chodniku... niech ten jeden nominał nigdy nie trafia w dalszy obieg, za to zawsze będzie odkładany w ustalone miejsce. 

Po kilku miesiącach odkładania może się okazać, że w skarbonce mamy fajną sumkę, której braku w naszym portfelu nie zdążyliśmy odczuć :-) Nie musisz ustalać, że będzie to moneta 2 zł bo wartość nie ma tu aż tak ogromnego znaczenia. Ważne ile monet odłożysz. Co do nominału? - ustal według swoich możliwości :)

źródło: NBP

Właśnie poznaliście nasz sekret na oszczędzanie, który nadal kontynuujemy :-)

Może też spróbujesz? Koniecznie daj znać jeśli podejmiesz moje małe wyzwanie w kwestii oszczędzania :D

Pozdrawiam
Karolina

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Kolorowe dzieci, czyli nauka dziecka szacunku do drugiego człowieka



Wracając pamięcią wstecz, do czasów swojego dzieciństwa nie przypominam sobie, aby moi rodzice kiedykolwiek rozmawiali ze mną na temat różnych narodowości ludzi oraz cech charakterystycznych dla danego narodu. Sprawa okazała się o tyle "prosta", że wychowałam się w małym miasteczku, gdzie nikt nie chciał imigrować natomiast spora część marzyła o emigracji. W wieku przedszkolnym czy w późniejszych latach nauki szkolnej nie znałam osób o innym kolorze skóry. Również w moim otoczeniu nie było osób z innych państw, które nie mówiłyby w języku polskim. Takie uroki małych miasteczek.

Pamiętam również, że przeglądając zdjęcia swojego taty z czasów, gdy za chlebem wyjeżdżał do Niemiec czy Afryki widywałam jedynie same znane mi twarze, twarze Polaków. Nie dlatego, że grono tych osób miało coś przeciwko obcokrajowcom, fakt ten raczej wynikał z warunków umów zawieranych w tamtych czasach. Nie była to typowa emigracja jaka ma miejsce w XXI wieku, gdzie człowiek żyje i zarabia na emigracji. W tamtych czasach pracownicy pracowali od świtu do nocy (jakkolwiek to brzmi) po to, aby budowa została zakończona w jak najszybszym czasie i aby mężczyzna mógł wrócić do rodziny. Nie było czasu na wypady do baru, zwiedzanie itp. Po całym dni pracy jedynie prysznic i piwo w gronie polskich współpracowników. Wtedy nie wyjeżdżały całe rodziny a jedynie mężczyzna, który miał jeden cel - zarobić na rodzinę.



To, że nie pamiętam takich rozmów nie miało wpływu na moje zachowanie w późniejszym wieku. Moi rodzice są i zawsze byli osobami bardzo tolerancyjnymi i nikt nigdy w ich zachowaniu nie dopatrzyłby się ani odrobiny zapędów rasistowskich. Tak zdrowe podejście do drugiego człowieka również i ja wyniosłam z rodzinnego domu.

Po maturze trafiłam do firmy międzynarodowej, gdzie biurko w biurko pracują osoby z najróżniejszych krańców świata. Wspólne picie kawy, jedzenie obiadów...czyli codzienne relacje międzyludzkie jak w każdej innej pracy, jedynie z osobami o innej narodowości, kolorze skóry i  często z komunikacją w języku angielskim. Wszyscy jesteśmy równi, mamy takie same prawa jak i obowiązki, szanujemy swoje pochodzenie i co najważniejsze szanujemy drugą osobę jako OSOBĘ. Bo czy brak szacunku dla innej narodowości nie jest jednoznaczny z braki szacunku dla jednostki jaką jest człowiek?  

Sama będąc mamą rozmowę na temat różnych kolorów skóry odkładałam na później. Tfu wróć. W sumie to nawet o niej nie myślałam i jej nie planowałam bo moje dziecko ma dopiero ( w moim odczuciu dopiero) 2 latka. Ciągle wydawało mi się, że to jeszcze za wcześnie, że jeszcze przyjdzie odpowiedni moment na tego typu rozmowy. Chociaż im dłużej o tym myślę mam wrażenie, że byłam przekonana, że to naturalne, że ludzie różnych narodowości mieszają się, że społeczeństwo w Polsce nie jest już tylko białe, że należymy do społeczeństwa kolorowego.

Zabolało jak cholera, gdy Kacper na widok czarnoskórego dziecka zawołał: "Mamo to pe, to myj myj". Ale jak to? Moje dziecko? Przecież w naszym domu nigdy nie było mowy o.... no właśnie. Nie było rozmów o tym, że dzieci mają różne kolory skóry, że nie tylko biali ludzie żyją na tym świecie. Że ile narodów tyle cech charakterystycznych dla osób z danym pochodzeniem, że my wszyscy pomimo wielu różnic należymy do jednej rasy - tak, bo wszyscy jesteśmy jedną rasą, jedynie korzenie naszego pochodzenia nadają nam cechy charakterystyczne, które nas różnią.

Wiem, że Kacper wypowiadając te słowa nie miał nic złego na myśli. Wiem, że moje dziecko żyło w nieświadomości o istnieniu innych narodów. Bo niby skąd? Skoro rodzice mu o tym nie mówili, bo w bajkach przez niego oglądanych nie występują takie postacie? Wiem, że to my jako rodzice jesteśmy odpowiedzialni za edukowanie naszych dzieci. To my je wychowujemy i mamy znaczący wpływ na to jakimi ludźmi będą w przyszłości. Że to my w tym konkretnym przypadku zawaliliśmy na całej linii.

Dzieci nie rodzą się rasistami i nie mają złych intencji względem drugiego człowieka. Jednak to, że nie uczymy ich negatywnego nastawienia względem innych narodowości nie zwalnia nas z obowiązku edukowania ich w temacie szacunku i poczucia równości każdego człowieka w świecie. Znacie powiedzenie: Człowiek człowiekowi człowiekiem ? coś w nim jest bo gdy nie nauczymy naszych dzieci szacunku do drugiej osoby nie wychowamy Go na osobę prawidłowo funkcjonującą w świecie z tak szybkimi postępami globalizacji.

Form nauki jest wiele:
- rodzinne zdjęcia na których są osoby innej narodowości
- opowiadanie o wakacjach/pracy za granicą z osobami innej narodowości
- bajki
- książki
- przedszkola / szkoły wielokulturowe
- gry/zabawy

Z racji wieku naszego dziecka i zamiłowania Kacpra do układania puzzli postawiliśmy właśnie na tą formę nauki. Puzzle pokazujące przedstawicieli najróżniejszych narodowości to na prawdę fajny pomysł na kreatywną naukę z 2-latkiem.

Nie popełniaj mojego błędu i nie odkładaj tak ważnego tematu na później, zwłaszcza jeśli Twoje dziecko wychowuje się w małym miasteczku i nie ma styczności z dziećmi o innym kolorze skóry. 2 latek nie musi znać szczegółów charakterystycznych dla danej narodowości, jednak powinien wiedzieć, że ludzie mają różny kolor skóry i jeśli obok niego będzie czarnoskóra osoba to ona nie jest "pe" i nie musi "myj, myj", że to naturalne i wielu ludzi właśnie tak wygląda.











A jak jest u Was?
Czy Wasze dzieci mają styczność z dziećmi innej narodowości?

Pozdrawiam
Karolina

ZOBACZ RÓWNIEŻ