Książki dla 2latka i 3latka


Z racji wieku naszego Syna książeczki dla 2-latka i 3-latka to obecnie numer jeden w naszym domu. Kacper jako ciekawy życia 2,5 latek coraz rzadziej interesuje się pozycjami stricte wczesnodziecięcymi charakteryzującymi się dużymi obrazkami, a znacznie częściej wybiera te w których ukryta jest mała zagadka, w których odnajduje zabawę i które pozwalają mu na podejmowanie jakiś inicjatyw.

Jako, że w zeszłym tygodniu Kacperkowa biblioteczka wzbogaciła się o kilka nowych pozycji, dwie z nich znajdziecie w dzisiejszym wpisie :-)

Książki dla 2latka i 3latka, Wydawnictwo IUVI

Książki dla 2latka i 3latka, Wydawnictwo IUVI

Królik Iluzjonista i Festiwal Sztuk Magicznych

Nowość Wydawnictwa IUVI, które charakteryzuje się  wydawaniem książek z przesłaniem naukowym. Są to pozycje, gdzie dziecko musi na chwilę się zatrzymać i pomyśleć, gdzie niezbędne jest podjęcie jakiegoś działania, przy których pracuje nie tylko zmysł słuchu ale przede wszystkim wymagana jest kreatywność i spostrzegawczość.

Książki dla 2latka i 3latka, Wydawnictwo IUVI

Książka "Królik Iluzjonista i Festiwal Sztuk Magicznych" dzięki głównemu bohaterowi - Królikowi Iluzjoniście zabiera dziecko w świat magi i pokazuje, że nie zawsze to co na pozór wydaje nam się być pewne i oczywiste, na prawdę tak oczywiste nie jest. Odpowiednie ułożenie wzoru, odpowiedni dobór kolorów i chwila skupienia sprawiają, że dany obiekt zmienia się na naszych oczach.

Znikający kapelusz czy pojawiający się trzeci plakat, gdy na obrazku widnieją jedynie dwa to tylko niektóre z ciekawych sztuczek jakie młody czytelnik jest w stanie osobiście doświadczyć sięgając po książkę "Królik Iluzjonista i Festiwal Sztuk Magicznych".

29 sztuczek zamkniętych w prostych ilustracjach i fajnie jakościowo wydanej książeczce. 29 możliwości na przekroczenie granicy świata rzeczywistego na rzecz świata iluzji, 29 sposobów na ciekawą zabawę z dzieckiem :-) 

"Królik Iluzjonista i Festiwal Sztuk Magicznych" to pierwsza książka z gatunku magii jaka trafiła w nasze ręce. Moim zdaniem fajna pozycja oferująca ciekawą zabawę dla naszych pociech oraz nas samych. Jeśli Twoje dziecko skończyło 3latka i lubi nowe doświadczenia ta pozycja może być ciekawym rozwiązaniem.

Książki dla 2latka i 3latka, Wydawnictwo IUVI

Książki dla 2latka i 3latka, Wydawnictwo IUVI
Autor: Patricia Geis
Format: 21x26 cm 
Liczba stron: 32
Opis książki: tutaj - klik
Książka do kupienia: tutaj - klik

Gdzie jest Pingwin?

"Gdzie jest Pingwin? " to książka, która już dawno podbiła serca wielu mam i ich pociech. Książka, która na mojej liście "must have" znajdowała się od blisko roku. I wreszcie książka, którą mamy w naszej domowej biblioteczce i która ani mnie ani Kacperka nie zawiodła w swej doskonałości.

Książki dla 2latka i 3latka, Wydawnictwo IUVI, Gdzie jest Pingwin?

10 pingwinów - Dygotka, Dzidzia, Brian, Hugo, Śnieżynka, Arnie, Gwiazdor, Amelia, Irokez, Kropeczka- które tworzą fajną rodzinkę postanawiającą uciec z ZOO. Początkowo trafiają do Centrum Handlowego, następnie na Bal Przebierańców, do Nawiedzonego Domu, nad jezioro, do Klubu Gokartowego.... Ich podróż to jedna wielka przygoda mająca coraz to ciekawsze miejsce jej kontynuowania.

Wspólnym mianownikiem każdego z nowo poznawanych miejsce jest to, że miejsca te są bardzo zatłoczone a pingwiny rozpraszają się po całym ich obszarze. Rolą dziecka jest odnalezienie każdego członka pingwiniej rodziny w każdym z tych miejsc. 

Książka idealnie pracująca nad spostrzegawczością dziecka, nad jego wzrokiem oraz dokładnością. Ucząca cierpliwości i wytrwałości. Książka pracująca nad rozwojem i samodoskonaleniem się naszych pociech.

W moim odczuciu książka idealna, a i na poparcie mojego zachwytu zajrzyjcie na wpisy innych mam podzielających moje zdanie :-) Maluszkowe Inspiracje Czym zająć malucha? 

Książki dla 2latka i 3latka, Wydawnictwo IUVI, Gdzie jest Pingwin?

Książki dla 2latka i 3latka, Wydawnictwo IUVI, Gdzie jest Pingwin?

Książki dla 2latka i 3latka, Wydawnictwo IUVI, Gdzie jest Pingwin?
  • Autor: Sophie Schrey, Chuck Whelon
  • Format: 21x27,5 cm
  • Liczba stron: 48
  • Opis książki: tutaj - klik
  • Książka do kupienia: tutaj - klik

Książki "Królik Iluzjonista i Festiwal Sztuk Magicznych" i "Gdzie jest Pingwin?" to dwie skrajnie różne pozycje - inna tematyka, inne przesłanie, odmienna forma przedstawianych ilustracji... Jedak pomimo swej różnorodności obie pozycje są warte uwagi i mogą okazać się fajną zabawą dla naszych pociech.

Książki dla 2latka i 3latka, Wydawnictwo IUVI


Pozdrawiam
Karolina

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Jak szybko i bez buntu odpieluchowałam swoje dziecko


Temat odpieluchowywania nigdy wcześniej mnie nie dotyczył, gdyż jak wiecie Kacper jest moim pierwszym i jedynym dzieckiem, zatem ekspertką w tej kwestii na pewno nie jestem :-) Nie znam złotego środka na daną bolączkę, który mógłby pomóc każdej z Nas. Jedyne czym mogę się tutaj podzielić to moje niedawne doświadczenie jakie zdobyłam w kwestii pożegnania pieluszki raz na zawsze i które dzięki 3 krokom okazało się bardzo proste :-)

Dzieci są różne co przekłada się na fakt, że dla każdego z rodziców ten sam etap rozwoju pociechy może mieć inne znaczenie i nieść różne wspomnienia :-) To co dla niektórych rodziców bywa błahostką dla innych katorgą i na odwrót. To samo stwierdzenie tyczy się naszych starań o naukę dziecka, aby sygnalizowało swoje potrzeby fizjologiczne i chęci skorzystania z toalety. Prawda jest tak, że nie sztuką jest nauczyć dziecko załatwiania swoich potrzeb na nocki za to prawdziwą sztuką jest nauczenie dziecka, aby potrafiło zawołać w odpowiednim momencie zanim będzie już za późno.
zdjęcie:klik

Domyślam się, że pampersy to wygoda zarówno dla dziecka jak i rodziców (akurat tego jestem pewna ) :-)  I o ile przychodzi moment w życiu każdego rodzica kiedy stwierdza, że nadszedł czas, aby jego dziecko zaczęło korzystać z nocnika tak w większości przypadków w tym konkretnym momencie w życiu dziecka ten moment jeszcze nie nadszedł :-) Bo brak pieluszki to początkowo jedynie kłopot. Dziecko nie jest (bo i nie musiało być) nauczone trzymania moczu do czasu aż znajdzie się w toalecie, gdyż wcześniej gdy tylko poczuło potrzebę załatwiało ją do pampersa. Najgorszy w tym wszystkim jest fakt, że dziecko często zajęte zabawą, oglądaniem bajek musi przerwać tą przyjemną czynność dla jakiegoś tam pójścia do toalety :-/ Kiepska zamiana  :-)

Zanim temat odpieluchowania wszedł na tapetę w naszym domu zdążyłam poznać kilka tajników koleżanek i kuzynek, które w ich przypadku przyniosły pożądane rezultaty. Wiem też, że dla jednych tydzień był czasem wystarczającym dla innych niewystarczający okazał się miesiąc. Wszystko zależy od dziecka, Jego temperamentu oraz umiejętności dostosowywania się do nowych sytuacji.

Kacper to bardzo wrażliwe dziecko pomimo swojej upartości, szybko przyswajające wiedzę jednak nie lubiące zmian. Proporcjonalna mieszanka wybuchowej mamy i spokojnego z natury taty :-) Te 2,5 roku od kiedy Kacper jest z nami nauczyło mnie, że najlepszym rozwiązaniem w przypadku naszego dziecka jest rozmowa, i jeszcze raz rozmowa. Nie chciałam, aby było to działanie z dnia na dzień, nagłe i gwałtowne, czyli takie, które mogłoby przynieść skutki odwrotne od zamierzonych.

Nasza nauka mająca na celu pożegnanie pieluszek trwała 2 tygodnie, a samo zdjęcie pieluszki i nigdy do niej nie wrócenie minutę.

Początkowo wspólnie z Babcią i Mężem uczyliśmy Kacpra sygnalizowania o swoich potrzebach. Gdy słowo "siusiu" zostało opanowane i Kacper rozumiał co ono znaczy i kiedy należy je wypowiadać przeszliśmy na etap tłumaczenia, że jak skończy 2,5 roczku mama nie nałoży mu już pampersa i że już wtedy słowo "siusiu" będzie musiało być wypowiadane za każdym razem, gdy będzie chciał skorzystać z toalety. Tłumaczyłam, że Lenka i Nadia (kuzynki Kacperka) również nie noszą już pieluszek a jedynie majteczki i również wołają swoją mamę, gdy mają potrzebę.

U dziecka bardzo łatwo zaobserwować kiedy rozumie i przyswaja przekazywane mu słowa, a kiedy jedynie przytakuje główką a tak na prawdę nic sobie nie robi z tego co do niego mówimy. Gdy czułam, że Młody ogarnął temat, w środku tygodnia (dokładnie w środę) przed wyjazdem do Babci po raz pierwszy nie założyłam mu pieluszki. Jedynie powiedziałam, że się skończyły i więcej nie będziemy ich kupować. Miałam wewnętrzne przeczucie, że Młody jest gotowy na ten moment i nawet w najśmielszych oczekiwaniach nie liczyłam, że to będzie moja ostatnia wzmianka na ten temat.

Pożegnaliśmy pieluszki na wszystkie kolejne dni. Nie było posikiwania, nie było kryzysów, ani chwilowych buntów. Jak bardzo lukrowe okaże się to co teraz napiszę to jednak muszę Wam się przyznać, że niemal każdego dnia dziękuję swojemu dziecku, że moje macierzyństwo uniknęło wielu bolesnych przeżyć. Że to co na ogół przysparza rodzicom niemały kłopot u nas poszło gładko - tak samo było w kwestii pożegnania pieluszek.

Tak na prawdę nie miałam ciśnienia, aby Kacper zdjął pieluszkę jeszcze przed naszym urlopem co może potwierdzić ich niemal miesięczny zapas w naszym domu :-) Jednak wiedziałam, że jak poczuję, że Młody będzie gotowy na ten krok (a to podstawa) nie będzie odwrotu. Nie będę mogła się wycofać, wygoda związana z pieluchami nie będzie mogła wziąć góry, a nocnik będzie musiał być naszym towarzyszem numerem 1 na kilka kolejnych dni :-)

zdjęcie:klik

Nie znam Twojego dziecka jednak może nasza metoda i w Waszym przypadku okaże się tą słuszną dzięki której unikniecie kilkudniowej walki z płaczem w tle. Może i u Was nie będzie miejsca na bunt, a Wasze dziecko w ciągu jednej chwili zapomni o pieluszce :-) 

Dzieci to bardzo inteligentne osoby, które chłoną wiedzę niczym gąbki chłoną wodą. Tłumacz i rozmawiaj, rozmawiaj i tłumacz jednocześnie obserwuj czy dziecko rozumie i przyswaja to co do niego mówisz. Czasami podczas tłumaczenia wystarcza prosty przekaz, czasami niezbędne jest nasze większe zaangażowanie, czasami potrzeba czasu, a czasami wystarczy minuta :-)

Daj swojemu dziecku czas na przetworzenie i przyswojenie informacji o czekających Go zmianach. Niech nie będzie to szybkie działania, a długoterminowe tłumaczenie. Dla nas rodziców to tylko pieluszka, dla dziecka aż pieluszka.

Taki sposób na prawdę się opłaca :-)
Nam się udało, Wam również.

Powodzenia :-)

Karolina

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Moneta 2 zł i jej ogromna moc


W dzisiejszym poście chciałabym Wam podsunąć fajny sposób na oszczędzanie. Sprawdzony pomysł pozwalający odłożyć kilka groszy, które będziecie mogli przeznaczyć na co tylko zechcecie. Może zrealizujecie swoje małe pragnienie od dawna odkładane na dalszy plan z powodu comiesięcznych niespodziewanych wydatków? Może sprawicie komuś bliskiemu miłą niespodziankę? A może Ty- Mamo wybierzesz się do kosmetyczki? Opcji jest wiele a podejrzewam, że pragnień jeszcze więcej :D

Jeżeli już dziś zaczniecie oszczędzać w niżej opisany sposób może przyszłe wakacje nie będą tak ciężkie do udźwignięcia, zbliżające się wesele bliskich Ci osób tak bardzo nie nadszarpnie Waszego domowego budżetu, a może Wasze dziecko dostanie swój upragniony rower, hulajnogę, domek dla lalek, trampolinę....

Prekursorem opisywanego tu sposobu na oszczędzanie jest moja Mama, która swoje wnuczki i wnuka na pierwsze urodzi obdarowywała 365 sztukami monet o nominale 2 zł. Każdy dzień z pierwszego roku dziecka przekładał się na jedną monetę. Gdyście przemnożyli ilość monet przez ich wartość wyjdzie Wam  na prawdę spora sumka, która jest o wiele większa niż potrzeby dziecka w tym wieku. Pokaźna kwota, która w opinii mojej Mamy nie była zbyt dużym obciążeniem dla ich budżetu. Dlaczego? 


Na samym początku należy ustalić jaki nominał będziemy odkładali do skarbonki. Gdy tą kwestię mamy ustaloną z innymi domownikami uzgadniamy miejsce, gdzie dany nominał będzie odkładany. Osobiście proponuję skarbonkę bez opcji otwierania lub po prostu zwykły słoik zaklejamy "na amen" i nożem wycinamy otwór w nakrętce :-) Taki sposób może okazać się niezbędny, gdy wybierzecie nominał 2 zł, czyli najbardziej pożądany przez mężczyzn korzystających z myjni karczerowej :-)

Gdy skarbonka gotowa pamiętaj, aby za każdym razem, gdy w Twoje ręce trafi moneta o ustalonym nominale wrzucać do tej skarbonki. Czy to reszta z zakupów, wypłata za wykonywaną pracę, wypłata z konta, sprzedaż jakiegoś produktu na portalach społecznościowych, znalezione na chodniku... niech ten jeden nominał nigdy nie trafia w dalszy obieg, za to zawsze będzie odkładany w ustalone miejsce. 

Po kilku miesiącach odkładania może się okazać, że w skarbonce mamy fajną sumkę, której braku w naszym portfelu nie zdążyliśmy odczuć :-) Nie musisz ustalać, że będzie to moneta 2 zł bo wartość nie ma tu aż tak ogromnego znaczenia. Ważne ile monet odłożysz. Co do nominału? - ustal według swoich możliwości :)

źródło: NBP

Właśnie poznaliście nasz sekret na oszczędzanie, który nadal kontynuujemy :-)

Może też spróbujesz? Koniecznie daj znać jeśli podejmiesz moje małe wyzwanie w kwestii oszczędzania :D

Pozdrawiam
Karolina

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Kolorowe dzieci, czyli nauka dziecka szacunku do drugiego człowieka



Wracając pamięcią wstecz, do czasów swojego dzieciństwa nie przypominam sobie, aby moi rodzice kiedykolwiek rozmawiali ze mną na temat różnych narodowości ludzi oraz cech charakterystycznych dla danego narodu. Sprawa okazała się o tyle "prosta", że wychowałam się w małym miasteczku, gdzie nikt nie chciał imigrować natomiast spora część marzyła o emigracji. W wieku przedszkolnym czy w późniejszych latach nauki szkolnej nie znałam osób o innym kolorze skóry. Również w moim otoczeniu nie było osób z innych państw, które nie mówiłyby w języku polskim. Takie uroki małych miasteczek.

Pamiętam również, że przeglądając zdjęcia swojego taty z czasów, gdy za chlebem wyjeżdżał do Niemiec czy Afryki widywałam jedynie same znane mi twarze, twarze Polaków. Nie dlatego, że grono tych osób miało coś przeciwko obcokrajowcom, fakt ten raczej wynikał z warunków umów zawieranych w tamtych czasach. Nie była to typowa emigracja jaka ma miejsce w XXI wieku, gdzie człowiek żyje i zarabia na emigracji. W tamtych czasach pracownicy pracowali od świtu do nocy (jakkolwiek to brzmi) po to, aby budowa została zakończona w jak najszybszym czasie i aby mężczyzna mógł wrócić do rodziny. Nie było czasu na wypady do baru, zwiedzanie itp. Po całym dni pracy jedynie prysznic i piwo w gronie polskich współpracowników. Wtedy nie wyjeżdżały całe rodziny a jedynie mężczyzna, który miał jeden cel - zarobić na rodzinę.



To, że nie pamiętam takich rozmów nie miało wpływu na moje zachowanie w późniejszym wieku. Moi rodzice są i zawsze byli osobami bardzo tolerancyjnymi i nikt nigdy w ich zachowaniu nie dopatrzyłby się ani odrobiny zapędów rasistowskich. Tak zdrowe podejście do drugiego człowieka również i ja wyniosłam z rodzinnego domu.

Po maturze trafiłam do firmy międzynarodowej, gdzie biurko w biurko pracują osoby z najróżniejszych krańców świata. Wspólne picie kawy, jedzenie obiadów...czyli codzienne relacje międzyludzkie jak w każdej innej pracy, jedynie z osobami o innej narodowości, kolorze skóry i  często z komunikacją w języku angielskim. Wszyscy jesteśmy równi, mamy takie same prawa jak i obowiązki, szanujemy swoje pochodzenie i co najważniejsze szanujemy drugą osobę jako OSOBĘ. Bo czy brak szacunku dla innej narodowości nie jest jednoznaczny z braki szacunku dla jednostki jaką jest człowiek?  

Sama będąc mamą rozmowę na temat różnych kolorów skóry odkładałam na później. Tfu wróć. W sumie to nawet o niej nie myślałam i jej nie planowałam bo moje dziecko ma dopiero ( w moim odczuciu dopiero) 2 latka. Ciągle wydawało mi się, że to jeszcze za wcześnie, że jeszcze przyjdzie odpowiedni moment na tego typu rozmowy. Chociaż im dłużej o tym myślę mam wrażenie, że byłam przekonana, że to naturalne, że ludzie różnych narodowości mieszają się, że społeczeństwo w Polsce nie jest już tylko białe, że należymy do społeczeństwa kolorowego.

Zabolało jak cholera, gdy Kacper na widok czarnoskórego dziecka zawołał: "Mamo to pe, to myj myj". Ale jak to? Moje dziecko? Przecież w naszym domu nigdy nie było mowy o.... no właśnie. Nie było rozmów o tym, że dzieci mają różne kolory skóry, że nie tylko biali ludzie żyją na tym świecie. Że ile narodów tyle cech charakterystycznych dla osób z danym pochodzeniem, że my wszyscy pomimo wielu różnic należymy do jednej rasy - tak, bo wszyscy jesteśmy jedną rasą, jedynie korzenie naszego pochodzenia nadają nam cechy charakterystyczne, które nas różnią.

Wiem, że Kacper wypowiadając te słowa nie miał nic złego na myśli. Wiem, że moje dziecko żyło w nieświadomości o istnieniu innych narodów. Bo niby skąd? Skoro rodzice mu o tym nie mówili, bo w bajkach przez niego oglądanych nie występują takie postacie? Wiem, że to my jako rodzice jesteśmy odpowiedzialni za edukowanie naszych dzieci. To my je wychowujemy i mamy znaczący wpływ na to jakimi ludźmi będą w przyszłości. Że to my w tym konkretnym przypadku zawaliliśmy na całej linii.

Dzieci nie rodzą się rasistami i nie mają złych intencji względem drugiego człowieka. Jednak to, że nie uczymy ich negatywnego nastawienia względem innych narodowości nie zwalnia nas z obowiązku edukowania ich w temacie szacunku i poczucia równości każdego człowieka w świecie. Znacie powiedzenie: Człowiek człowiekowi człowiekiem ? coś w nim jest bo gdy nie nauczymy naszych dzieci szacunku do drugiej osoby nie wychowamy Go na osobę prawidłowo funkcjonującą w świecie z tak szybkimi postępami globalizacji.

Form nauki jest wiele:
- rodzinne zdjęcia na których są osoby innej narodowości
- opowiadanie o wakacjach/pracy za granicą z osobami innej narodowości
- bajki
- książki
- przedszkola / szkoły wielokulturowe
- gry/zabawy

Z racji wieku naszego dziecka i zamiłowania Kacpra do układania puzzli postawiliśmy właśnie na tą formę nauki. Puzzle pokazujące przedstawicieli najróżniejszych narodowości to na prawdę fajny pomysł na kreatywną naukę z 2-latkiem.

Nie popełniaj mojego błędu i nie odkładaj tak ważnego tematu na później, zwłaszcza jeśli Twoje dziecko wychowuje się w małym miasteczku i nie ma styczności z dziećmi o innym kolorze skóry. 2 latek nie musi znać szczegółów charakterystycznych dla danej narodowości, jednak powinien wiedzieć, że ludzie mają różny kolor skóry i jeśli obok niego będzie czarnoskóra osoba to ona nie jest "pe" i nie musi "myj, myj", że to naturalne i wielu ludzi właśnie tak wygląda.











A jak jest u Was?
Czy Wasze dzieci mają styczność z dziećmi innej narodowości?

Pozdrawiam
Karolina

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Dlaczego kolejny urlop spędzę w Trójmieście


W tym roku, po raz pierwszy nasze wakacje były totalnie niezorganizowane. Tak na prawdę do ostatnich dni manewrowaliśmy datami po to, aby chociaż kilka dni mieć ładną pogodę. Niestety długoterminowe prognozy się sprawdziły i do dnia dzisiejszego próżno nam czekać na te z wysokimi temperaturami na termometrach. 

Na dwa dni przed rozpoczęciem urlopu nie mililiśmy ani zarezerwowanych noclegów, ani wybranego kierunku podróży. Wreszcie padło na Trójmiasto. Pół dnia na telefonie...udało się, mamy nocleg. Wewnętrznie chciałam tam jechać - pogoda nas nie rozpieszczała, a w Trójmieście jest wiele atrakcji, pięknych miejsc, które można zobaczyć nie tracąc kolosalnych kwot. Gdy na niebie pojawi się słońce plaży również nie zabraknie. Jak dla mnie same plusy. Jedyny minus to duże natężenie zwiedzających ale chyba nie dużo większe niż w innych nadmorskich miejscowościach.

Teraz, gdy już wróciliśmy do domu stwierdzam, że to były jedne z naszych najlepszych wakacji. Dużo się działo jednak my jakbyśmy się zatrzymali na ten czas, dookoła pośpiech a w środku my powoli spacerujący, plażujący i radośnie spędzający czas na placach zabaw. Tylko nasza trójka - bez grafiku jednak z listą miejsc wartych zobaczenia. Właśnie w tym poście chciałam Wam przedstawić miejsca, które warto  i nie warto zobaczyć, gdy Wasze dziecko jest jeszcze na tyle małe, że pałace, kościoły i muzea nie są dla niego interesujące.

********GDYNIA**********

PLAŻA ORŁOWO

źródło: internet
źródło: internet












Dla mnie punkt obowiązkowy. Piękna plaża położona przy klifie, który zachwyca zarówno w dzień jak i podczas zachodu słońca. Po środku plaży molo a'la w Sopocie i ładny, zadbany deptak ciągnący się w stronę Sopotu. Będąc tutaj miałam wrażenie, że jestem w kameralnym i niezwykle klimatycznym miejscu położonym w wielkim, zakorkowanym mieście. Położenie plaży sprawia, że nie docierają do ciebie te wszystkie odgłosy wielkiego miasta. Na plaży nie znajdziesz straganów z kiczowatymi zabawkami kuszącymi nasze dzieci, trampolin i innych kusicieli. Przyjeżdżając na plażę w Orłowie jedyne co możesz to wyciszyć się urlopem i w całości skupić na swojej rodzinie :D
Nieduża plaża jednak mająca w sobie wszystko to czego szuka  "urlopujący się" człowiek z małym dzieckiem. Już na samym wjeździe na przyjezdnych czeka duży, BEZPŁATNY parking z toaletami. Parking oddalony od plaży o przysłowiowy rzut beretem. 50-100 m ? Nie napiszę Wam dokładnie jednak na moje oko odległość nie większa niż długość mola w Sopocie :-) Przy samej plaży zadbany plac zabaw, gofry, lody, kawa, domowe jedzenie (pojedynczy sprzedawcy, którzy mają wyznaczony do tego plac nie wpływający na jakość plażowania), możliwość wypożyczenia leżaków. To na co dodatkowo zwróciłam uwagę to dokładnie oznakowane miejsca - od toalet po restauracje. Polecam. Osobiście zakochała się w tym miejscu.

PORT GDYNIA

źródło: internet
Przyznaję, że to właśnie ze względu na położenie portu w Gdyni w pierwszej kolejności szukaliśmy dla siebie noclegów. Im bliżej portu tym lepiej. Mąż zapragnął pokazać synowi to miejsce, a w szczególności wielkie statki, które każdego roku przyciągają dzikie tłumy zwiedzających. Dar Pomorza i Okręt ORP "Błyskawica" - niczym wisienki na torcie całego portu. Niestety dla 2,5 letniego dziecka niezbyt wielka atrakcja i przyznam, że dla mnie z niezaciekawionym dzieckiem również. Spędzając tam sporo czasu bardziej stresowałam się tym, że w pobliżu nie ma normalnego zaplecza sanitarnego lub jest ale tak kiepsko oznakowane, że nie udało mi się go zidentyfikować (chyba, że dalej używacie pieluch to po kłopocie), czy też restauracji w której małe dziecko mogłoby zjeść domowy obiad. Może tym kogoś urażę jednak zabolał mnie fakt, że zamawiając rosół dla dziecka zapłaciłam 14 zł a dostałam a'la rosół gotowany na kostce rosołowej i taką ilością makaronu, że Kacper za godzinę prosił o kolejny posiłek. 

Suma summarum nie jestem negatywnie nastawiona do miejsca jakim jest Port w Gdyni jednak moim zdaniem jest to miejsce w którym ciężko spędzić cały dzień, gdy pogoda nie dopisuje a dziecko jest na tyle małe, że nie rozumie jeszcze historii. Piękne statki z cudowną historią, konstrukcja Okrętu "Błyskawica" robi piorunujące wrażenie, do tego męski chór, który akurat podczas naszej obecności zaczynał swój koncert na statku "Dar Pomorza" to ciekawe punkty wycieczki po Trójmieście na które potrzebujecie jedynie kilku godzin. Uważam, że Dar Pomorza i Okręt ORP "Błyskawica" to kawał historii do której należy dorosnąć, aby chociaż po części móc zrozumieć.

CENTRUM NAUKI EKSPERYMENT

źródło: internet
Gdy pogoda nie dopisuje będąc w Trójmieście nie będziesz narzekać na nudę. Centrum Nauki Eksperyment to miejsce, gdzie schronisz się przed deszczem oraz miło i kreatywnie spędzisz czas ze swoim dzieckiem. Hydroświat, Drzewo życia, Niewidoczne siły, Akcja: człowiek to tylko niektóre nazwy wystaw, które czekają na zwiedzających w Centrum. Wejście na teren Centrum Nauki Eksperyment jest płatne i dla naszej rodziny 2+1 koszt ten wynosi 50 zł (dzieci do lat dwóch wstęp bezpłatny). Czy to dużo? Moim zdaniem nie. Porównując czas i jakość spędzonego tam czasu do kosztu ponoszonego na inne trakcje ( 3x15 min na trampolinie) zdecydowanie Centrum Nauki Eksperyment wygrywa. Twoje dziecko również znajdzie tam coś dla siebie. Takie miejsca przyciągają, a dzieci w nich się nie nudzą.

AKWARIUM GDYŃSKIE

Kolejny punkt na mapie warty zobaczenia podczas podróży do Gdyni - Akwarium Gdyńskie. Piszę, że warte gdyż tak właśnie mi się wydaje :) Niestety miejsca tego nie zobaczyliśmy z powodu dzikich tłumów jakie czekały jeszcze przed wejściem do Akwarium.
Wybraliśmy złą pogodę (nieodpowiednia do kąpania i plażowania co spowodowało, że wielu rodziców szukało rozrywki do swoich pociech w takich miejscach jak Akwarium Gdyńskie). Jak dla mnie to tylko kolejny znak, że jest to miejsce warte zobaczenia - ale to za rok :)


źródło: internet

 *******SOPOT*********

Na samym wstępie przyznam, że po tegorocznych wczasach jestem zakochana w tym mieście i w swojej głowie już planuję przyszłoroczne wakacje właśnie w Sopocie :-) Nie dzień, nie dwa ale cały tydzień zaspokoiłby moją fascynację wszystkim tym co zobaczyłam, jak spędziłam tam czas i jak Sopot jest przystosowany na przyjęcie dużej ilości zwiedzających, oraz czas ten dałby mi możliwość zobaczenia tego czego z braku czasu nie ujrzałam.

MOLO W SOPOCIE
źródło: internet
 Grzechem byłoby być w Sopocie i ominąć sławne Molo :-) Pomimo, że Molo samo w sobie jest tym samym molem od lat to jednak za każdym razem wspólnie z mężem kupujemy bilety i spacerkiem przemierzamy jego długość. Nie inaczej było i tym razem :D Nie będę rozpisywała się o tym miejscu bo dla mnie jest to obowiązkowy punkt Sopotu i czy molo będzie odnowione czy zaniedbane wiem, że za każdym razem na nie wejdę i poczuję ten chłodny wiatr od morza na swoje twarzy :D 
Każde dziecko jest inne jednak obserwując Kacpra i inne małe dzieci stwierdzam, że Molo w Sopocie początkowo nie przekonuje ich do siebie jednak z każdym kolejnym krokiem dzięki mewom, oraz dalej zacumowanym jachtom ciekawość dziecka wzrasta. Zdjęcia wykonane w tym miejscu mogą być na prawdę fajną pamiątką :-)

PLAC ZABAW

Miejsca, gdzie spędzaliśmy sporą część czasu i w których Kacper bardzo dobrze się czuje :D Jak wspomniałam na wstępie wpisu w planach nie mieliśmy odpoczynku z grafikiem w ręku, a jedynie asekuracyjnie wypisane punkty, które moglibyśmy zobaczyć jeśli czas i nasze dziecko pozwoli :D Zasada była taka, że jeśli widzieliśmy plac zabaw i Kacper chciał na niego iść to szliśmy, jeśli nie chciał to szliśmy dalej znając kolejny punkt ciekawy zobaczenia. Szkoda, że nie mogę znaleźć żadnego zdjęcia które ukazywałoby jak fajne place zabaw są w Sopocie. Zadbane, dostosowane do dziecka w każdym wieku, ogrodzone i z dużą ilością ławek dla opiekunów. Pomimo, że Kacper jest w wieku w którym nie mogę sobie pozwolić na siedzenie i jedynie obserwowanie dziecka to ta ogromna ilość ławek zrobiła na mnie wrażenie. Brawo Sopot! kierując się w lewą stronę od Mola w Sopocie, mijając Grand Hotel na samym początku parku znajduje się plac zabaw na którym spędziliśmy najwięcej czasu. Fajne miejsce z dużą ilością atrakcji dookoła będące jednocześnie miejsce odpoczynku od tłumów, mocnego nasłonecznienia (w tym roku nam to nie grozi), z restauracją obok oraz miejscem parkingowym. Co prawda 2,5latek nie jest zbyt wymagającym dzieckiem w kwestii placów zabaw jednak ten również i mi przypadł do gustu. Fajnie zrobiony, zadbany, Kacper lubił tam spędzać czas - czego chcieć więcej :D

KRZYWY DOMEK

źródło: internet
Przepraszam ale nie rozumiem fenomenu tego miejsca. Piękny budynek - od strony ulicy Bohaterów Monte Cassino jednak brak mi tam dobrej ręki do zarządzania tym miejscem. Już na pierwszy rzut oka widać, że czegoś tam brakuje. Sporo wolnych miejsc siedzących przy niemal zapchanych ogródkach w pobliskich restauracjach. Krzywy Domek był numerem jeden do zobaczenia w Sopocie. Szkoda, że mnie tak bardzo nie zachwycił jak sobie wyobrażałam.




FABRYKA LIZAKÓW

źródło: internet
Małe pomieszczenie z wejściem ukrytym w wąskiej uliczce tuż przy głównym deptaku Sopotu. Z pozoru miejsce nie skrywające w sobie zbyt wiele atrakcji a tu taki chochlik :-) Ściany pełne kolorowych lizaków, cukierków których widok wzmaga pragnienie zjedzenia czegoś słodkiego. Wszystkie te kolorowe cuda człowiek pożera oczami :-) Kacper świetnie odnalazł się w tym miejscu i jak przystało na dziecko opuszczając te pomieszczenie w reku trzymał torebkę z pięknie zapakowanymi słodyczami dla kuzynek i jednym, dużym luzakiem w drugiej rączce, którego w przeciągu kilkunastu minut już nie było :D
Dla najmłodszych klientów zostało stworzone pomieszczenie w którym jedynie szyba dzieli ich od pracowników Fabryki Lizaków. To tam każdy z Was może zobaczyć od zaplecza jak wygląda fabryka tych słodkości oraz dziecko może kupić taką słodkość wykonaną specjalnie dla niego. Na prawdę fajne i pozytywne miejsce do odwiedzenia z dzieckiem.

*******************
To tylko część miejsc, które udało nam się odwiedzić w Trójmieście. Na naszej liście "miejsc wartych zobaczenia" widnieje jeszcze 5 pozycji, których nie udało nam się odwiedzić. Może za rok będzie na to czas. Mam nadzieję.

I wiecie co jest jeszcze fajne w Trójmieście? Wszystkie te miejsca są tuż obok siebie i samochód jest nam zbędny. Wszędzie dojdziemy spacerkiem, bez pośpiechu... czyli tak jak powinno być na każdych wakacjach :-)

A jak Wy oceniacie Trójmiasto? Jakie miejsca dla dzieci polecacie?


Pozdrawiam
Karolina

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Taras w bieli i czerni

Czy wiecie, że pomysł na taras siedział w mojej głowie od blisko dwóch lat jednak dopiero w tym roku został zrealizowany?! Trochę to trwało, a przyczyn tego opóźnienia było kilka jednak najważniejsze, że od kilku tygodni możemy cieszyć się tym co jest w 100% moje  - żeby nie było, że tylko moje dodam, że mąż również zadowolony :D
the moments of life, taras, mały balkon

Oglądając aranżacje udostępniane w internecie znajdowałam elementy idealnie wtapiające się w moją ogólną wizję i małymi kroczkami własnoręcznie tworzyłam każdy z tych elementów. A od samego początku aranżowania tarasu towarzyszyły mi dwa główne założenia:
  1. Gra kontrastów - tak wiem, że obecnie panuje moda na styl skandynawski w którym biel jest mieszana z ...bielą jednak w nieco innym odcieniu :) Uważam, że tego typu wystroje są bardzo przyjemne dla oka i na prawdę bardzo ładnie wyglądają jednak totalnie do mnie nie pasują. Uwielbiam akcenty, pojedyncze elementy które im bardziej wyróżniają się na tle całości tym bardziej przypadają mi do gustu. Jako, że w domu mam akcenty zieleni, niebieskiego, fioletowego i bordowego, tak na tarasie zapragnęłam czegoś spokojnego i eleganckiego za razem. Padło na biel i czerń z dodatkami ukochanego przeze mnie odcienia drewna.
  2. I mniej ty lepiej -  wiem, wiem, kolejne odchylenie od panującej mody:-) Chryzantemy, pelargonie, pomidory, zioła...sporo tego. Również marzę o drabince wypełnionej doniczkami z ziołami ale to za rok i w innym miejscu. W tym miejscu zależało mi, aby Kacper miał swoje miejsce do zabawy i abym miała go na oku w momencie, gdy wykonuję jakieś czynności w domu, a Kacper bawi się na świeżym powietrzu.
the moments of life, taras, mały balkon


Meble zostały kupione 2 lata temu na wyprzedaży w Obi - koszt ok 300 zł. Cena atrakcyjna a i przy odrobinie zaangażowania efekt na prawdę zadowalający.

Poduszki na siedziska wykonałam samodzielnie. U każdego tapicera możecie nabyć gąbkę - tutaj grubość 5 cm, która zostanie Wam wycięta na wymiar. Każdą z gąbek obszyłam materiałem z Ikei, który moim zdaniem jest genialny - zarówno faktura jaki i jakość idealnie nadają się na obicia poduszek na siedziska.
Materiał TUTAJ -KLIK

the moments of life, taras, mały balkon

Drabina, drabina, drabina- uwielbiam!!. Jak tylko ją ujrzałam u Baba Ma Dom wiedziałam, że muszę ją mieć. Tak bardzo jej pragnęłam, że zaprzyjaźniony stolarz obdarzyła nas materiałem na 2 sztuki cobym mu tyłka nie zawracała o kolejny materiał :) I mam ją a na niej doniczki z uwielbianą lawendą.

Doniczki - Świat Udanych Zakupów, cena 12,99 zł/sztuka
the moments of life, taras, mały balkon

the moments of life, taras, mały balkon

the moments of life, taras, mały balkon
Poduszki - Ikea KLIK :D
Lampion - Ikea KLIK :D
Uwielbiam te sklepy i mogłabym w nich zamieszkać lub chociaż połowę zgromadzonych tam produktów zabrać do domu :D

the moments of life, taras, mały balkon

the moments of life, taras, mały balkon



the moments of life, taras, mały balkon

the moments of life, taras, mały balkon

the moments of life, taras, mały balkon

the moments of life, taras, mały balkon

the moments of life, taras, mały balkon

the moments of life, taras, mały balkon


the moments of life, taras, mały balkon

the moments of life, taras, mały balkon

the moments of life, taras, mały balkon

the moments of life, taras, mały balkon

the moments of life, taras, mały balkon

Na moje liście "must have" kolejne produkty, które idealnie pasowałyby do wystroju tarasu. Większość z nich To IKEA więc jeśli macie jakiś bon, którego nie chcecie wykorzystać to piszcie - chętnie przygarnę :D

A poniżej zdjęcie tarasu przed metamorfozą :D
Jest różnica?

the moments of life, taras, mały balkon


To kto wpadnie na kawę - czarną lub białą ? :D

Pozdrawiam
Karolina

ZOBACZ RÓWNIEŻ