Pyszne twarogowe placuszki dla Twojego dziecka, które zrobisz szybko i przy użyciu tylko 4 składników

Czasami mam gorsze momenty, padam na twarz ze zmęczenia bądź zwyczajnie w świecie łapie mnie leń. W takie dni warto mieć coś w zanadrzu i znać przepisy na łatwe, a zarazem pyszne dania które możemy zrobić z podstawowych produktów znajdujących się w naszym domu. Dziś będzie o jednym z takich przepisów: na placuszki z twarogu uwielbiane przeze mnie z racji ich prostoty, oraz Kacpra z racji ich smaku 👌


Czego potrzebujesz:
⏩ kostka twarogu - w moim przypadku zawsze półtłusty 
⏩ 2 czubate łyżki stołowe mąki + łyżka do obsypania
⏩ cukier / ksylolit - osobiście dodaję łyżeczkę cukru trzcinowego, gdyż placuszki podaję z owocami które same w sobie są słodkie (placuszki również świetnie smakują bez owoców - tak jada je mój mąż- wtedy polecam dodać cukier według uznania)
⏩ 1 jajko

Sposób przyrządzenia: 
⏩ połączcie wszystkie składniki ze sobą i odstaw je na 5 min (zalecam pozostawienie ich na krótką chwilę, gdyż powstała mieszanka pod wpływem twarogu i jajka ulega "namoczeniu" i należy ją podsypać odrobiną mąki);
⏩ powstała mieszanka powinna dać się formować na małe placuszki (nie przeraźcie się tym, że będą się kleiły do rąk - grunt, aby nie były zbyt lejące), które następnie obtaczamy w mące i smażymy na patelni do zarumienia 

Z wyżej podanych składniku powstaje 5-6 placuszków, które najlepiej smakują po ostygnięciu. Mój 3 latek zjada maksymalnie 2 placuszki - uwierzcie, że są one na prawdę syte i sama najadam się 2 sztukami.



Koniecznie dajcie znać czy próbowaliście przepisu.

Smacznego
Karolina


Zobacz więcej >

Listy do M.


Wczoraj wieczorem Młody przyniósł mi kartkę z dwiema niebieskimi kreskami i oznajmił, że to list do Świętego Mikołaja. Wiedziałam, że w owym liście prosi o kolejnego robota i nie ważne że ma już ich kilkanaście. Próbując mu wytłumaczyć, że nie można co tydzień pisać nowego listu i że należy poprosić tylko o jedną zabawkę oznajmił, że jest ciekawy o ile rzeczy ja poprosiłam. I wiecie co? W tym roku o nic. W sumie grzeczna byłam więc i mi się należy 😉

1 / 2 / 3 / 4 / 5 / 6

„Elementarz stylu” Kasi Tusk.
Wstyd się przyznać, ale nie śledzę bloga Kasi Tusk. Nie to, że nie wiem kto to jest i o czym pisze jednak obecnie czytam blogi o odmiennej tematyce niż tej oferowanej na blogu "Make life easier". Na książkę Kasi "Elementarz stylu" trafiłam będąc w Galerii Warmińskiej w jednej z kafejek w której podczas popijania kawy lub jak w naszym przypadku zjadania porcji lodów przez dziecko można zrelaksować się z książką w ręku czekającą na klienta wewnątrz. Sięgnęłam właśnie po tą pozycję i od razu przypadł mi do gustu. Lekkość pióra, estetycznie wykonane zdjęcia, ciekawe porady nie wymagające dużego pokładu sił, czasu ani pieniędzy… to coś dla mnie i chętnie widziałabym tę pozycję na swojej półeczce.

Lampa do hybrydy
Od kilku miesięcy na nowo wróciłam do wykonywania samodzielnego manicure hybrydowego. Dzięki temu zaoszczędzam czas oraz nie martwię się o odpryski. W moim domu znajduje się jedna z pierwszych wypuszczonych na rynek lamp do utwardzania.😂 Gabarytami przypomina wielką gofrownicę zajmującą pół szuflady w sypialnianej komodzie. Dzięki nowej wersji i jej  rozmiarom zaoszczędziłabym nie tylko miejsce ale i czas, który skróciłby się  z 2 min do 40 sekund.

Portfel
Oj przytuliłabym jakiś nowy portfel. Koniecznie czerwony przynoszący szczęście w finansach. Tak naprawdę to nie mam pojęcia na ile sprawdza się ten przesąd jednak mój gust zawsze karze mi kupować tylko te czerwone. Są piękne, kobiece, a i najważniejsze łatwe do znalezienia w damskiej torebce 😉.

Kolczyki
Delikatne, klasyczne, pasujące do każdego stroju. Uwielbiam takie rozwiązania bo wtedy wiem, że trafię w gust innej osoby, bądź osoba obdarowująca trafi w mój. W prezentach nie chodzi o to, aby kupić coś widowiskowego co zwróci uwagę innych osób zasiadających z nami do wigilijnego stołu, a o to aby prezent był praktyczny i przydatny na co dzień. Wychodzę z założenia, że coś wyjątkowego na specjalne okazje każdy z nas powinien kupować indywidualnie, aby dobrze się w tym czuć, a klasyka sama się obroni.


Ciepły koc
Jestem zmarzluchem co ma przełożenie na chętne wylegiwanie się pod ciepłymi kocem. W moim przypadku potrzeba przykrywania się podczas snu jest tak ogromna, że będąc w ciepłych krajach współtowarzysze śmiali się ze mnie bo chociaż prześcieradłem musiałam być przykryta przy blisko 30 stopniach na zewnątrz. Poza tym ciepły koc dodaje uroku wnętrzu, ociepla je i pięknie zdobi- 2w1😉


Bransoletka
Jestem fanką biżuterii firmy Lilou, a w szczególności ich bransoletek. Lubię je za minimalizm i elegancję. Dwa lata temu takim prezentem obdarowałam swoją chrześniaczkę, a od blisko roku sama jestem posiadaczką koniczynki na której wygrawerowałam datę narodzin Kacpra. Kolejny cel: gwiazdka z literką K😀


A Wy co sobie życzyliście?

Karolina
Zobacz więcej >

Dlaczego warto być aktywną zawodowo


Niedługo wkroczymy w Nowy 2018 Rok. Jak mówią - Nowy Rok, nowe plany, nowe możliwości. Nie wiem jak Wy ale osobiście nie snuję takowych planów, nie punktuję co chciałabym zrobić, jakie zmiany nanieść na swoje dotychczasowe życie. Jestem leniwa, mam słomiany zapał oraz uważam, że życie i tak weryfikuje wszystko dookoła mnie. Mam pewne przeczucia, które o dziwo sprawdzają się w ostatnim czasie, aż mąż zaczyna twierdzić, że mam coś z czarownicy 😄. To mi wystarcza i nauczyłam się z tym żyć.

Kilka nadprogramowych kilogramów mogę znieść z godnością, a raczej unieść, skoro nie zagrażają mojemu zdrowiu. Czy mi przeszkadzają? Jasne i to jak cholera.  Jednak są rzeczy które bardziej mnie męczą😉

Od ponad 3 lat jestem mamą - jak każda z Was po uszy zakochaną w swoim dziecku, dodatkowo kobietą piszącą bloga z przewagą treści parentingowych (starającą się pisać), jednak musicie wiedzieć, że totalnie nie nadaję się do pracy w domu. Męczy mnie to jak cholera.
źródło https://pixabay.com/

Kiedy urodziłam Kacper Państwo dało nam możliwość bycia ze sobą 12 miesięcy. Doszedł zaległy urlop więc do aktywności zawodowej wróciłam, gdy Kacper skończył 14 miesięcy. O ile uważam, że półroczne dziecko jest za małe na rozłąkę z rodzicem chociażby z racji karmienia piersią (w naszym przypadku), a i sama wtedy nie czułam się gotowa na pozostawienie dziecka pod opieką innej osoby, tak przy blisko roczku naszego Syna wiedziałam, że to już czas, że muszę wrócić do pracy dla swojego dobra i dobra naszego dziecka. Jak mówią „szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko”.

Nie neguję urlopu wychowawczego, wręcz podziwiam. Sama powtarzam swojej mamie, że jestem jej wdzięczna i podziwiam ją, że dobrowolnie została z nami w domu a później opiekowała się wnukami, gdy my wróciliśmy do pracy. Uważam, że skoro matka pragnie być przy swoim dziecko do wieku kiedy dziecko nie może iść do przedszkola to ma do tego prawo. Gdy kończy się urlop wychowawczy i matka nie może iść do pracy z powodu dziecka (przyczyny zdrowotne lub inne wskazania) nie należy tego negować. Jednak, gdy nasza sytuacja życiowa pozwala nam na aktywność zawodową osobiście uważam, że powinnyśmy zawalczyć o siebie, swoją niezależność i swój samorozwój.  Dlatego warto iść do pracy/podjąć samozatrudnienie 😉

LUDZIE
Tak, tak, tego potrzebowałam najbardziej. Od zawsze ludzie byli dla mnie ważni i aż nosiło mnie, gdy byłam uwięziona w domu chociażby z powodu choroby. Mam ciężki charakter, a nawet bardzo, ale nie zmienia to faktu, że lubię ludzi. Ogólnie nam ludziom dobrze robi kontakt z innymi. Zwykłe kobiece pogaduszki o codziennych sprawach i perypetiach potrafią dać radość/rozluźnić. Każda z nas jest inna więc interpretacja niektórych zdarzeń może dać dobry powód do śmiechu. W pracy ludzie się zmieniają, a każda z tych osób wnosi coś nowego do otoczenia i naszego światopoglądu. 

SAMOROZWÓJ
Jeśli wykonywany zawód nie daje możliwości wykonywania tej samej pracy w domu to znak, że kolejne lata spędzone w domu spowoduję, brzydko mówiąc, że zostaniesz wyrzucona z obiegu. Czy to złe? Wszystko zależy jak bardzo podoba Ci się dotychczasowa praca, jak bardzo Ci na niej zależy, jak wygląda Twoja sytuacja w życiu prywatnym. Jeśli masz opiekę dla dziecka, bądź jest możliwość aby poszło ono do przedszkola, a ty masz fajną pracę to czemu nie wrócić do niej? W obecnych czasach warto walczyć o dobrą posadę. To ona daje nam równowagę pomiędzy życiem prywatnym a zawodowym, pozwala na samorozwój.
Musze to napisać pomimo, że prawda jest bolesna - czasy są niepewne i obecnie to pracownik zabiega o pracę, a nie odwrotnie. Coraz częściej nie ważne jaką pracę wykonujesz, ważne że ją masz i należy ją szanować.

ATRAKCYJNOŚĆ
Nie o tej fizycznej będzie mowa, a o atrakcyjności na rynku pracy. Nasze samozaparcie ma przełożenie na naszą atrakcyjność. Nowy pracodawca nie ma obowiązku podziwiania nas za 6 lat spędzonych w domu jako przykładna mama. Ciężko mi pisać o takich kwestiach będąc mamą, jednak wiem jak działa ten rynek i wiem, że bez pracy jest ciężko w życiu codziennym. Ponadto, gdy zrezygnujemy z aktywności zawodowej rynek może być dla nas bezlitosny. Kolejna kwestia - im później podejmiemy aktywność zawodową tym później zaczniemy od niższej pensji (a ceny produktów już tylko rosną), bo nikt nam nie wyrówna dotychczasowej, ani nie da specjalisty po długiej nieobecności przy tak dynamicznie rozwijającym się rynku. 

ZROBIĆ SIĘ NA BÓSTWO
Co prawda, gdy byłam na urlopie macierzyńskim nie chodziłam w dresach ani wyciągniętych bluzach. Robiłam delikatny makijaż i starałam się jakoś wyglądać. Moje ciuchy raczej zaliczały się do tych z półki wygodne, niż eleganckie. Szału nie było, ale i przysłowiowej wiochy też nie. 
A która z nas nie lubi ładnie wyglądać, podkreślić urodę starannym makijażem, założyć szpilki? Niby nic wielkiego a jednak - ładnie ubrane kobiety czuję się silniejsze/odważniejsze. Nie wiem jak Wy, ale ja standardowo nosiłam trampki i baleriny, gdy przyszło mi wrócić do pracy i nałożyć obcasy najpierw tydzień na nowo uczyłam się w nich chodzić. Na szczęście po tygodniu swobodnie się w nich poruszałam dzięki czemu i sukienki wróciły do łask. Idąc do pracy jakoś mocniej się chce - pomalować paznokcie, założyć elegancką sukienkę/spodnie, ułożyć starannie włosy. 

PIENIĄDZE
Wiem pieniądz to nie wszystko, ale dzięki nim możemy więcej. To dzięki pieniądzom mamy możliwość wyjechania na wakacje, odwiedzenie kina czy teatru, zainwestowania w przyszłość dziecka. Nie piszę o sprzedaży czasu spędzonego z dzieckiem za marne grosze. Wszystko można pogodzić i to nie pieniądze same w sobie są problemem. Jeśli wydamy je umiejętnie na pewno przyniosą radość naszej rodzinie i stworzą momenty, które scalą nas jeszcze bardziej. W swoim otoczeniu mam osoby, których dzieci grają w piłkę, pływają na basenie, rysują na zajęciach dodatkowych - wszystko to kosztuje. Wydane pieniądze zaprocentują w przyszłości. Nie w postaci medali i sukcesów (chociaż i tych im życzę) ale w postaci wspólnych rodzinnych wyjazdów na zawody w pływaniu czy piłki nożnej, sobotnich wystawach prac narysowanych przez nasze dzieci. Cenne to momenty.

NARZEKANIE
Bo jak wypada narzekać osobie która tylko siedzi w domu? Czy może być coś lepszego niż siedzenie w tym właśnie domu? Można spać w dzień - to nic, że dziecko pierwszą pobudkę ma o 6:00 rano, nie trzeba słuchać szefa - ale o Prezesie się zapomina, można nic nie robić - samo się upierze, ugotuje, a zakupy znajdziesz pod drzwiami swojego domu. I na co tu narzekać? przecież osoby pracujące mają gorzej. Może trochę wyolbrzymiam bo wiem, że obecnie mężczyźni rozumieją trud wkładany każdego dnia w tzw. „nic nie robienie” i sami wolą iść do pracy niż zostać w domu, ale taki schemat dalej funkcjonuje w naszym społeczeństwie. Jak dla mnie w pracy człowiek odpoczywa, resetuje umysł. Każdemu to jest potrzebne. Pracując wcale nie musimy narzekać, jednak mam wrażenie, że druga strona bardziej zrozumie narzekającego który pracuje na dwa etaty - praca zawodowa i dom, niż osobę "siedzącą" w domu.

PODZIAŁ OBOWIĄZKÓW
Oboje pracujemy, oboje mamy dzieci, oboje mamy dom/mieszkanie. Nas jest dwójka, czyli podział na pół lub inny system wspólnie wypracowany. Kto wcześniej w domu ten robi obiad, kto gotuje ten sprząta po obiedzie….. Sprawa oczywista. Odtąd dom to nie tylko kobiecy obowiązek. Mamy prawo być tak samo zmęczone jak inne osoby pracujące.

ZATĘSKNIĆ
Tak, tak, tak. Punkt najważniejszy!! Kilka godzin bez dziecka i wielka tęsknota gwarantowana. Ciało odpocznie, umysł odpocznie i możemy w uśmiechem na twarzy biec po naszą pociechę. I nawet gdy wykonujemy ciężką pracę i nasze ciało z tego powodu jest jest zmęczone to i tak serce tęskni, radość z widoku dziecka niesamowita.

ROZSTANIE
Taka prawda. Gdy nagle coś się rozpada to druga strona nie podziękuje za trud włożony w wychowanie dziecka, za te lata poświęcone na prowadzenie domu. Wiem też, że nikt nie bierze ślubu, aby zaraz brać rozwód (sama mam takie podejście) jednak życie jest życiem i czasami nie wszystko jest tak jak zaplanujemy. Niezależność jest potrzebna, aby później móc odejść z godnością. Stabilna praca, lub jakakolwiek praca to źródło dochodu, które ratuje nas i nasze dzieci, gdy coś pójdzie nie tak. Czasami czegoś nie przewidzimy, coś przeoczymy - jak mówią „od miłości do nienawiści krótka droga”. Nie pozwól na długoletnie uzależnienie się od drugiej osoby, gdyż z biegiem lat siła tego uzależnienia rośnie.



Mogłabym podać jeszcze kilka punktów, jednak potrzebny byłby kolejny post. Bycie osobą aktywną zawodową niesie wiele zmartwień, chwil zmęczenia i zawahania, jednak w moim odczuciu biorąc plusy i minusy na jedną wagę liczba plusów jest cięższa niż liczba minusów. Może mój temperament nie pozwala mi myśleć inaczej? A jak jest u Was?

Pozdrawiam
Karolina
Zobacz więcej >

Z kulturą na TY, czyli gdzie z 3latkiem na wydarzenia kulturalne

Lubicie atrakcje kulturalne? Ja bardzo. Chociaż przyznam, że przez długi czas zaniedbywałam tą sferę życia. Teraz gdy Młody podrósł i zaczął interesować się tym co świat ma w ofercie na nowo mam możliwość uczestniczenia w tego typu wydarzeniach, jednak tym razem dostosowanych do wieku mojego dziecka. Plusem jest fakt, że ja naprawdę lubię przebywać w miejscach stworzonych z myślą o najmłodszych i obecnie to na nich jestem skupiona. Szperam w internecie, sprawdzam kalendarz i poluję. Nie, nie kupuję biletów od razu bo odkąd Młody stał się przedszkolakiem nawet następny dzień to dla mnie wielka niewiadoma - choróbska czepiają się nas na okrągło.

Pod koniec października wspólnie z Młodym wybrałam się do Olsztyna na Teatr Baniek Mydlanych. Przedstawienie na które czekałam z niecierpliwością, które bardzo głośnym echem odbiło się w internecie i na które bilety zamówiłam już w wakacje w pierwszych dniach sprzedaży. Bałam się, że skoro tak głośno było o tym przedstawieniu bilety rozejdą się jak świeże bułeczki i zabraknie ich dla nas. Ponadto wtedy jeszcze nie wiedziałam, że przedszkolaki tak często chorują. Jednak udało się, byliśmy zdrowi i ruszyliśmy w drogę. Przedstawienie odbyło się w Olsztynie, trwało 60 min., a koszt biletu w pierwszych rzędach 45 zł/osobę. 

Osobiście przyznam, że oczekiwałam wielkiego wow z fajerwerkami, a musicie wiedzieć, że łatwo mnie zadowolić w kwestii atrakcji dla dzieci. Bańki w nieskończonych ilościach, pięknie mieniące się w oświetleniu sali….i chyba to na tyle :/. Z przedstawienia wyszłam z małym niesmakiem. Całość odtwarzana ze sprzętu grającego więc aktorzy jedynie ruszali ustami. Pomimo, że wiedziałam, że tak to będzie wyglądało sztuczność przedstawienia mnie zaskoczyła. Również nagłośnienie źle dostosowane do sali - dzieci zatykały uszy z powodu hałasu.
Co osobiście zauważyłam i jak w późniejszej rozmowie wyszło również dla Młodego  było ważne, brak pozytywnych emocji - i nie chodzi o to, że przedstawienie było negatywne, bo takowe nie było, jednak brakowało tego czegoś, tego radosnego uśmiechu aktora, jego słodkiego wyglądu który przykułby uwagę dziecka, jakiegoś radosnego akcentu w postaci śpiewu, tańca. Po przedstawieniu Kacper stwierdził, że Mu się nie podobało i więcej nie chce tam iść, a jedyne co pamięta to ten straszny śmiech pana w wielkim brzuchem. Moja osobista opinia nie jest tak miażdżąca jak Kacpra, gdyż uważam, że fajne że wzięliśmy udział w tym spektaklu, chociaż raczej drugi raz na nie biletów nie kupię. Wiem, że Teatr Baniek Mydlanych to międzynarodowe show i moja opinia może być dla wielu zaskoczeniem, jednak jeśli to miejsce ma być autentyczne to takie właśnie mamy odczucia.

Dzięki przysługującemu nam prawu odbioru dnia wolnego za 11 listopada, który przypadał w sobotę mieliśmy możliwość przedłużenia weekendu oraz wzięciu udziału w kilku fajnych imprezach organizowanych w naszej stolicy. Już w piątek odwiedziliśmy Centrum Nauki Kopernik, o którym sporo słyszeliśmy, jednak nigdy nie widzieliśmy. Na miejscu byliśmy ok. 14:00 w piątek i przyznam, że to dobry wybór, aby w dni powszednie zacząć zwiedzanie w takich godzinach; 1) szkolne wycieczki kończą zwiedzania 2) indywidualne osoby są jeszcze w pracy, czyli frekwencja jak na to miejsce niska. Spakowałam ciuchy na zmianę dla Młodego, z przedszkola zabrałam kapcie, dotarliśmy na miejsce i rozpoczęliśmy zwiedzania. Prawda jest taka, że pomimo 4h  w tym miejscu nie wszystko udało nam się zobaczyć. 

Wcześniej często słyszałam, ze Kacper jest za mały na takie miejsce, że będzie się nudził, a to właśnie tym, że tak bardzo mu się podobało, był spowodowany fakt zwiedzenia jedynie części wystaw. Obowiązek każdego rodzica małego człowieka -“ wystawa BZZZ, czyli oddzielony obszar z atrakcjami dostosowanymi do dzieci do lat 6. Zjeżdżalnie, zabawa w wodzie, budowanie z klocków, rysowanie, poznawanie odgłosów natury, tory przeszkód … ponad godzina świetnej zabawy. Po wyjściu z wystawy BZZZ nastąpiła zmiana wszystkich ciuchów (wszystko było mokre od zabawy wodą) oraz dalsze zwiedzanie i kolejna zabawa w wodzie. Atrakcji co nie miara, a największą część czasu spędziliśmy przy robieniu USG pani w ciąży yhyyy 😉,  bieganiu na czas, słuchaniu muzyki z zębami zaciśniętymi na rurce, malowaniu piaskiem oraz sklepiku z pamiątkami :D Fajne miejsce, które od samego początku zachwyca dzieci. Mowa tu o robocie, którym sterujesz za pomocą panela. Kacper obecnie fascynuje się dinozaurami oraz robotami, więc wyobraźcie sobie ile czasu przy nim spędziliśmy 😓


Również będąc w stolicy odwiedziliśmy Teatr Capitol, który w wystawiał sztukę „Jaś i Małgosia” i który zafascynował mnie do tego stopnia, że wychodząc z niego już patrzyłam na kalendarz i dedukowałam kiedy ewentualnie możemy tam wrócić. Teatr sam w sobie bardzo kameralny, zadbany, z wygodnymi siedzeniami i ciepłym wnętrzem. Nie jest to miejsce jakie widujemy w telewizji z ogromną ilością miejsc, z balkonami dookoła sceny, z marmurami na ścianach i koniecznością nakładania kurtek z powodu panującego wewnątrz zimna. Teatr Capitol ze swoim wnętrzem całą naszą rodzinę przekonał do siebie już na samym wejściu, a po kilki pierwszych minutach przedstawienia cała nasza trójka siedziała z oczami wpatrzonymi w scenę i buzią otwartą na oścież.  Niby nic wielkiego, niby tylko czarna scena i szafa na jej środku, dwa sznurki na których wisiały skrawki materiałów…Minimalizm, który tworzył coś nadzwyczajnego.

Cały spektakl miał to coś- przyjemnych z wyglądu aktorów z których każdy z nich miał ciepły przekonujący głos, kolorowe stroje bohaterów, pięknie zaśpiewane piosenki, kilka wstawek tanecznych, ciekawie zagrana akcja, bardzo dobrze dobrane tonacje głosu do sytuacji.. Kacperek znieruchomiał na całą godzinę przedstawienia, uśmiechał się i rozumiał postęp akcji pomimo, że bajki „Jaś i Małgosia” wcześniej nie znał. Bardzo mu się podobało, a i my z mężem wyszliśmy z uśmiechem na twarzy. Nic dziwnego, że bilety rozchodzą się jak świeże bułeczki. Na przedstawieniu były również dzieci mniejsze o Kacpra, które również dzielnie zniosły siedzenie w jednym miejscu przez całą godzinę zegarową, co świadczy o tym, że musiało im się podobać. Teatr Capitol mam nadzieję, ze niedługo się spotkamy🙊

Centrum Nauki Kopernik oraz Teatr Capitol odwiedziliśmy w zastępstwie przedstawienia „Disney on Ice”, o którym słyszałam same pozytywne opinie i na które od samego początku oferty wydarzenia planowałam jechać z rodziną. Jednak po Teatrze Baniek Mydlanych stwierdziłam, że Kacper nie usiedzi tyle w jednym miejscu, że najpierw musimy zacząć od krótszych przedstawień i powoli wydłużać czas ich trwania, więc „Disney on Ice” został przełożony na rok kolejny 😉

Nie wiem jak nam się to udało ale los chciał, że mieliśmy okazję odwiedzić również kino gdzie Kacper był po raz pierwszy, i obejrzeć bajkę którą sam wybrał. Emotki, bajka o hmm emotkach jakich używamy na co dzień w telefonie. 

Obawiałam się tego wyjścia z racji długości bajki oraz standardowo wcześniej puszczanych reklam, które nie rzadko trwają ok. 10-15 min. Dla dorosłej osoby śmieszny czas jednak przy 3-latku te minuty przed seansem mogą skutecznie zniechęcić dziecko. Ale udało się. Kacper dzielnie wytrzymał do końca bajki i pomimo kilku momentów, że już go nosiło grzecznie obejrzał całą bajkę. Na korzyść tego stanu przemawia fakt, że bajka była bardzo przyjemna w odbiorze, było kilka śmiesznych momentów, a i ogólne przesłanie było bardzo pozytywne. Już następnego dnia Młody zapytał, kiedy jedziemy na „Rodzinę Potwornickich" 

Na grudzień przygotowałam dwie kolejne atrakcje dostosowane do Kacpra wieku. Czy uda nam się na nich być? Nie wiem, ale liczę, że tak 😀

A Wy zabieracie swoje dzieci na wydarzenia kulturalne?

Pozdrawiam
Karolina






Zobacz więcej >

Świąteczny prezent dla 3latka, 4latka

Niespełna miesiąc dzieli nas od kolejnych Świąt Bożego Narodzenia. Uwielbiam ten magiczny czas, w którym, pomimo swojego wieku, co roku na nowo zachwycam się witrynami sklepów, miastami po zmroku rozświetlonymi kolorowymi lampkami, oraz pięknymi dekoracjami w swoim domu. Z wielkim entuzjazmem tworzę listę prezentów dla najbliższych, dekoruję swoje wnętrze, czy w pełnej konspiracji z mężem szykuję kalendarz adwentowy dla Młodego.

Również co roku robię listę prezentów, które byłyby w moim odczuciu prezentami dopasowanymi do wieku i zainteresowań Kacpra. Co prawda jest to tylko orientacyjna lista, gdyż nigdy nie narzucam najbliższym swojego zdania, jednak z lat ubiegłych wiem, że dziadkowie biorą sobie ją do serca. Takie rozwiązanie w moim odczuciu jest idealne dla obu stron -Kacper dostaje to co sam wcześniej zasygnalizował że chciałby mieć, a dziadkowie z racji "niebycia w temacie co teraz jest dla dzieci interesujące" dostają produkty na tacy i sami decydują co z tej listy znajdzie się u nich pod choinką.

Tak więc:



Książka w moim odczuciu to prezent idealny dla każdego dziecka. Bo pięknie wydany, bo kolorowy, bo uczy i stymuluje rozwój, bo skupia na dłużej niż na przysłowiową minutę, bo wycisza przed snem, bo pozwala nam na wspólne spędzenia czasu z dzieckiem... Przyznam, że sama sobie sprawiam przyjemność wyszukując nowości do Kacpra biblioteczki 😀
1) Rok w Krainie Czarów - pozycja, której jeszcze nie mamy jednak jest na naszej liście must have. Wiele o niej czytałam, wstępnie oglądałam w Empiku, jednak nie kupiłam, gdyż Kacper był wtedy przy mnie 😉
2) Opowiem ci, mamo, co robią dinozaury -  kolejne must have. Gdy byłam we wcześniej wspomnianym Empiku książka czekała na swoją premierę i nie widziałam jej na żywo. Ale to nic, pozycja ta i tak trafi na nasze półki, gdyż mamy inne książki z tej serii i wiem, że poziom będzie tak samo wysoki,a poza tym Kacper fascynuje się robotami i dinozaurami, więc tematyka sama w sobie już jest wielkim plusem 😉
3) Gdzie jest pingwin - pamiętacie moją recenzję tej książki -> tutaj? Pomimo upływu czasu nadal książka jest w obiegu i nadal uważam, że jest genialna dla dziecka w tym wieku. Polecam 
4) Fingerprint activities GARDEN - książkę tą zauważyłam na koncie instagramu Little hooligans, które w kwestii gier/książek dla dzieci inspiruje mnie niemal każdego dnia.
5) Naciśnij mnie - sławna i kultowa książką od Wydawnictwa Babaryba. Tu Wam zdradzę, że Wydawnictwo to w zeszłym roku wsparło akcję charytatywną organizowaną przez mamuśki z mojego miasta. Celem akcji była pomoc w wykończeniu domu jednaj z biedniejszych rodzin z powiatu który zamieszkuję. Cała akcja zakończyła się sukcesem - dzięki dobroczynności lokalnych firm nie tylko udało się osiągnąć zaplanowany cel, ale również rodzice znaleźli zatrudnienie w firmach wspierających akcję 😀 Jako, że był to okres przedświąteczny zaplanowałyśmy, że Mikołaj również powinien odwiedzić ich córki. My-mamy za pomocą dobrowolnej składki kupiłyśmy pralkę, a m.in Wydawnictwo Babaryba współtworzyło paczkę dla trójki dzieci. Piękny to gest. Dziękuję Babaryba za serducho w tak ważnym okresie 💗💗💗


Przez jakiś czas myślałam, że te klocki to nic specjalnego. Kurdę, taka cena, a w opakowaniu przysłowiowe 5 klocków. Gdzie tu logika ich kupowania. Pierwsze opakowania Lego DUPLO Młody dostał dwa lata temu od dziadków - szału nie było. Rok później w naszym domu znalazł się kolejny zestaw, tym razem opakowanie klocków uniwersalnych, które po złączeniu z pierwszym zestawem dawały Kacprowi pole do kreatywnego budowania. W tym roku Kacper otrzyma kolejny zestaw - tym razem w przedszkolu 👍 Przekonałam się ja, przekonał się Kacper i dziś wiem, że Klocki Lego DUPLO to bardzo dobry pomysł na prezent,a dodatkowo ich wielką zaletę jest jakość - niemal niezniszczalne. 

Nie wiem, jak mały człowiek to wszystko ogarnia. Dziwne imiona robotów, ich funkcje, który w co się zmienia, który jaką pełni rolę... Na pewno mój 3-latek i mój mąż to ogarniają i świetnie się dogadują w tej kwestii. Pomimo posiadania przynajmniej 10 sztuk różnych robotów Kacper nadal cieszy się z nowych i wraca do każdego z tych posiadanych podczas zabawy. Jedne zmieniają się w dinozaury, inne w ciężarówki, a jeszcze inne w statki - funkcji co niemiara, a i zabawa przednia. Polecam dla małego fascynata 👍




Bardzo modne w ostatnim czasie, w naszym domu są puzzle 3D. Co prawda obecnie bawimy się tymi papierowymi, jednak też dają radę. Mikołajami natomiast polecam drewnianą wersję, która za pewne jest trwalsza i posiada więcej opcji wyboru. Wyżej ukazane puzzle pochodzą ze sklepu SOMAP.

Jeśli nie na Święta, to na urodziny Kacper dostanie od nas odtwarzacz CD. I nie dlatego, że to nowinka elektroniczna i trzeba ją mieć aby ją mieć, ale dlatego, że dzięki niemu Kacper będzie mógł słuchać audiobooków dla dzieci. Kiedyś pisałam Wam  że mój mąż z sentymentem wspomina czasy swojego dzieciństwa, gdy Mama przed snem puszczała mu bajki z kaset. Moim celem jest, aby Kacper nie tylko miał czytane książki, ale również aby miał możliwość ich słuchania z płyt. W naszej biblioteczce znajduje się kilka pozycji bardzo znanych bajek, pięknie wydany i nagranych przez znanych aktorów polskiej sceny, tylko sprzętu brak :/ Okazja idealna prawda ? :?)

 1/ 2/ 3/ 4/ 5/
Zabawa manualna ma dobroczynny wpływ na rozwój naszego dziecka. Począwszy od ciastoliny, której tu nie pokazałam, a kończywszy na mozaikach do wyklejania inwestujemy w coś więcej niż tylko w dobrą zabawę. Pole do popisu dla rodziców również bez ograniczeń. Osobiście stawiam na słomki konstrukcyjne (3) oraz mozaikę z prostym i dużym obrazkiem do wyklejenia (2). 

Fajna gra potrafi zjednoczyć całą rodzinę na dłuższą chwilę (celowo nie piszę godzin jakby się prosiło, gdyż przy 3latku to raczej niemożliwe). Na moim celowniku znajdują się dwie gry - pierwsza to wieża, którą należy zbudować jak najwyższą i tak aby stała ona stabilnie - zajrzyjcie w wyszukiwarkę pod nazwę Jenga - znajdziecie tam wersję drewnianą i znacznie tańszą plastikową. Druga to gra "Yeti w moim spagetti", która jest bogatszą wersją kultowych bierek. Pamiętacie je? Ja osobiście je uwielbiałam. W grze chodzi o to, aby wyjąć z talerzyka jak najwięcej spagetti tak, aby Yeti nie spadł do tej miski 😀

Mam nadzieję, że chociaż jednej osobie ułatwiłam kwestię szukania prezentu pod choinkę. A może macie na swojej liście coś co mnie by jeszcze zainspirowało? 


Pozdrawiam
Karolina

Zobacz więcej >

Czym zająć 4-latka, czyli gra dla Twojego przedszkolaka


Wam też, ten czas tak szybko leci? Jakby uciekał między palcami 😮 Nie tak dawno stawiałam sobie postanowienia noworoczne, a dziś siedzę i planuję kolejną listę prezentów świątecznych. Mam wrażenie, że tydzień temu robiłam to samo, a tak na prawdę minął kolejny rok. Ufff dobrze, że kobiety niczym wino.... 😋

Kilka zeszłorocznych prezentów to na prawdę bardzo dobre zakupy, a kilka z nich dawało jedynie chwilową radość, po czym kurz zagościł na nich na dobre. Jednak Mikołaj miał nosa co do "Mówiącego Pióra", które do dnia dzisiejszego jest w czołówce najchętniej wybieranych gier/zgadywanek w naszym domu.



"Mówiące Pióro" to gra, która bawiąc uczy, rozwija spostrzegawczość i pobudza ciekawość do otaczającego nas świata u każdego dziecka. Na 36 planszach znajdują się 72 zadania, których rolą jest rozwijanie i utrwalanie umiejętności porównywania, dopasowywania, kojarzenia, grupowania oraz rozwijania zmysłu obserwacji. 

Każde z zadań ma kilka "podpunktów" z których dziecko musi wybrać jedną odpowiedź i za pomocą Mówiącego Pióra nacisnąć na kółeczko przy odpowiedzi, którą uważa za słuszną. Gdy faktycznie odpowiedź jest prawidłowa pióro świeci na czerwono oraz wydaje okrzyk radości. Gdy odpowiedź jest błędna, pióro nie tylko nie świeci ale również wydaje z siebie ponury głos sygnalizujący zły wybór.

Różnorodność oraz ilość zadań sprawia, że niezależnie od wieku, każdy przedszkolak znajdzie coś dla siebie. Niektóre z zadań dziecko uzna za proste a inne sprawią, że będzie potrzebowało Twojej pomocy. Dzięki tej wiedzy nasza pociecha pozna odpowiedź na kolejne pytanie, oraz zrozumie dlaczego ta odpowiedź jest prawidłowa.

Kiedy Kacper miał 2 latka zaczynaliśmy od rysunków na których narysowane były zwierzątko, a Jego zadaniem było dopasowanie odpowiedniego koloru do jego figury. Gdy był to słoń na planszy dziecko miało do wyboru kolor szary, fioletowy, pomarańczowy lub czerwony, gdy świnka - szary, niebieski, żółty, różowy. W przypadku tego zadania na karcie znajdowały się 4 tzw. podpunkty (słoń, biedronka, świnka, żabka i do każdego zwierzątka cztery różne kolory do wyboru).

Kolejnym etapem były ukryte połowy puzzli, gdzie dziecko spośród kilku możliwych opcji miało wybrać te, które pasowałoby do głównej połówki. Tu również zadanie miało kilka podpunktów z różnymi puzzlami.



Wszystkie 72 zdania zostały podzielone na: 
⏩ rozpoznawanie kolorów - 8 plansz 
⏩ obserwacja i kojarzenie - 10 plansz
⏩ rozmiary i wagi - 4 plansze
⏩ skojarzenia logiczne i elementy obce - 10 plansz
⏩ wytęż wzrok - 12 plansz
⏩ orientacja przestrzenna - 8 plansz
⏩ czy znasz zwierzęta - 10 plansz
⏩ liczby i ilości - 6 plansz
⏩ pierwsze dodawanie i odejmowanie - 4 plansze

Gra/zgadywanka warta swojej ceny. Zresztą zobaczcie sami 😁











Mikołaj "Mówiące Piórko" kupił w jednej z olsztyńskich hurtowni (koszt ok. 35 zł), jednak przeglądając dziś oferty producenta zauważyłam, że "Mówiące Pióro" ma kilka swoich wersji i przyznam, że korci mnie.... sama jestem ciekawa co nowego znajduje się w innych częściach 🙊

A może Wasze dzieci mają "Mówiące Pióro" u siebie? Jak wrażenia?

Pozdrawiam
Karolina
Zobacz więcej >

Urodziny dla fana motoryzacji

Motyw przewodni podczas imprez urodzinowych to w naszym domu tradycja. Co roku staram się wstrzelić w zainteresowania Syna, chociaż przyznam, że to nie lada wyzwanie. Dziś jest strażakiem, a jutro policjantem. Nie wiem kim będzie za tydzień, jednak staram się być przygotowana na ewentualną zmianę (strażak, policjant, kierowca śmieciarki, robot, kierowca samochodowy...)  😀

Kiedy zbliżały się 3 urodziny Kacperka wiedziałam, a raczej wydawało mi się że wiem, że motywem przewodnim będzie straż pożarna. Los chciał, że tydzień przed wielkim dniem zostałam poinformowana o zmianie planów na przyszłość naszego Syna. Nagle zapragnął być jak Zygzak McQueen. 

Całe szczęście, że plan imprezy strażackiej nie wkroczyły w fazę realizacji, dzięki czemu bardzo szybko mogłam nanieść poprawki na wizję 3 urodzin Kacperka. Jak się później okazało motyw ten był o wiele łatwiejszy od pierwotnie zakładanego 👍

Takim oto sposobem Kacpra urodziny świętowaliśmy w iście McQueen-owskim stylu 😀

the moments of life, urodziny dla chłopca, urodziny dla fana motoryzacji, Zygzak McQueen, 3 urodziny

the moments of life, urodziny dla chłopca, urodziny dla fana motoryzacji, Zygzak McQueen, 3 urodziny
A jak przygotować takie urodziny własnymi siłami w krótkim czasie?
******Jedyne czego potrzebujecie to******

Zakupy podstawowe:
⏩ serwetki - wybierz kolor czerwony
⏩ słomki - wybierz z motywem auta

Zakupy dodatkowe:
⏩ czerwony papier ksero/ brystol
⏩ wydruk poniżej zamieszczonego pliku o nazwie "girlanda" 

Co znajdziesz w domu:
⏩ dziecięce auta z przyczepą
⏩ sznurek ( do zawieszenia girlandy )
⏩ klej/taśma do sklejenia odpowiednich elementów

Plik "girlanda" otwórzcie w postaci Worda, abyście mogli dostosować wielkość tabeli do swoich potrzeb. Format zamieszczony w poście posłużył mi stricte do wykonania girlandy. Po wydruku szachownicy dostosowywałam wielkość wycinanych trójkątów, będących elementami składowymi girlandy, do miejsca w którym miała ona zawisnąć.
Pomniejszenie tabeli wykorzystałam do dekoracji czerwonych serwetek, gdzie użyty przeze mnie obszar był znacznie mniejszy, co tym samym skłaniało mnie do wydruku czarno-białych kwadracików o innej wielkości. To samo było z flagami zamieszczonymi na wykałaczce. 


the moments of life, urodziny dla chłopca, urodziny dla fana motoryzacji, Zygzak McQueen, 3 urodziny

the moments of life, urodziny dla chłopca, urodziny dla fana motoryzacji, Zygzak McQueen, 3 urodziny
Po wykonaniu dekoracji jedyne co musiałam zrobić to przeszukać Kacpra pokoik w celu znalezienia samochodów ciężarowych, których przyczepy służyły zarówno jako dekoracje, jak i pojemniki na słodkości.


the moments of life, urodziny dla chłopca, urodziny dla fana motoryzacji, Zygzak McQueen, 3 urodziny

the moments of life, urodziny dla chłopca, urodziny dla fana motoryzacji, Zygzak McQueen, 3 urodziny

the moments of life, urodziny dla chłopca, urodziny dla fana motoryzacji, Zygzak McQueen, 3 urodziny

the moments of life, urodziny dla chłopca, urodziny dla fana motoryzacji, Zygzak McQueen, 3 urodziny

Na końcu wyznam Wam w sekrecie, że Kacper urodził się w styczniu i wtedy świętowaliśmy Jego urodziny. Dziś miałabym nie lada wyzwanie, gdyż od kilku dni każe na siebie mówić Robot 😀

p.s. zdjęcia robione przedwojennym aparatem -sorry za jakość :/

Pozdrawiam
Karolina


Zobacz więcej >

Dzieci znikające z placu zabaw

Facebook ma to do siebie, że każdego dnia podsyła nam posty, które są sponsorowane / proponowane i mogą okazać się dla nas przydatne. Tak też było w przypadku bardzo popularnych postów zawierających filmiki ukazujące, jak postronne osoby, szybko i bezproblemowo "uprowadzają" dzieci z placu zabaw. Dwa filmiki, ten sam finał, jednak ich przebieg osadzony w różnych realiach.

Pierwszy z nich ukazuje jak obcy mężczyzna, za zgodą opiekuna, z małym uroczym pieskiem na rękach rozpoczyna rozmowę z dzieckiem. Wystarczy kilka sekund, aby dziecko oczarowane urokiem zwierzątka podało rączkę"oprawcy" i opuściło z nim miejsce zabaw. 

Drugi film ukazuje opiekuna, który zamiast czuwać nad bezpieczeństwem bawiącego się dziecka namiętnie przegląda swój telefon. Zajęcie to tak pochłonęło mężczyznę, że nie zauważa jak obca osoba podchodzi do dziecka, przez kilka sekund rozmawia, a następnie opuszcza z nim plac zabaw.



Pierwszy z filmów ma nam, rodzicom uzmysłowić jak ufne są nasze dzieci. Że nasze rozmowy i tłumaczenia nie zawsze mają przełożenie na zachowanie dziecka w sytuacjach realnego zagrożenia. Natomiast drugi film ukazuje jak my, opiekunowie których rolą jest dbanie o bezpieczeństwo dziecka potrafimy przedłożyć je nad nasze przyjemności, chwilę spokoju i kilka sekund dla siebie.

Osobiście wzięłam sobie do serca oba filmy, a mój mózg bardzo dokładnie zakodował tą bezradność rodzica orientującego się, że jego dziecko zniknęło. 

Zapewne temat nie zostałby tu poruszony, gdyby nie sytuacja, która miała miejsce jakiś czas temu na placu zabaw na którym przebywałam z Młodym.

Niedziela. Dzień wolny. Czas dla rodziny. Dosyć często dzień ten zaczynamy od rajdu po placach zabaw w naszym mieście. Wczesna godzina - okolice 10:00. Mało dzieci, jednak plac zabaw sporych rozmiarów. Dwa koce rozłożone na trawie, na których piknikują młode osoby. Nagłe poruszenie. Jeszcze nie płacz, jednak lament kobiety. 

Dziecko zniknęło. Wzrok rodziców nie może go zlokalizować. Kobieta wstaje i szuka swojej pociechy nerwowo paląc papierosa. Mężczyzna idzie za nią z puszką piwa. Przyznam, że zimne poty oblały moje ciało. Wtedy słyszę " Kornel, Kornel"......"Kornel"....." znów ten skurwysynek nam spierdolił" ..... "gdzie on może być, przecież przed chwilą widziałam go tu przy huśtawkach".

Kornel odnalazł się cały i zdrów, jedynie kilkanaście metrów dalej przy części placu zabaw nieodpowiedniej dla jego wieku, tuż przy bardzo ruchliwej ulicy.

Gdy zobaczyłam Kornela zamarłam. Przecież to jeszcze dziecko. Chłopiec młodszy od mojego Syna - przynajmniej wizualnie. Na moje oko niespełna 3-latek. Abstrahując od formy rozrywki jaką wybrali Ci dorośli, wkurzył mnie fakty, że rodzice publicznie wyzywają swoje dziecko, oraz  obwiniają 3- letniego syna o to, że oddalił się od huśtawek, gdy oni biesiadowali na kocyku z innymi osobami.
 
Nie wiem jak długo rodzice Kornela nie zwracali na niego uwagi. Jak długo trwała ich rozmowa ze znajomymi bez podążania wzrokiem za dzieckiem. Jednak wystarczająco długo, aby 3-letnie dziecko samodzielnie zmieniło swoją lokalizację o kilkanaście metrów.

W tym zdarzeniu nie brały udziału osoby trzecie, dziecko nie zostało uprowadzone. Jednak czas nieuwagi był wystarczający, aby dziecko przemieściło się i swobodnie mogło wyjść na ruchliwą ulicę bez opieki lub z opieką "osoby postronnej".

Sytuacja ta po raz kolejny potwierdza, że dziecko jest tylko dzieckiem i to na nas rodzicach spoczywa obowiązek zapewnienia mu bezpieczeństwa. Dziecko to bardzo ruchliwa istota, której wystarczy chwila, aby doszło do tragedii. Wreszcie, dziecko jest bardzo ufne i bardzo łatwo przeciągnąć je na swoją stronę. Dlatego tak często staje się ofiarą osób starszych.

Nikt nie da nam gwarancji, że przeprowadzenie wielogodzinnych rozmów na temat obcych osób, będzie skutkowało tym, że nasze dziecko zachowa się według naszych przewidywań i ustaleń. 

Kurczę, skoro idziesz ze swoim dzieckiem na plac zabaw to znaczy, że nie jest ono na tyle samodzielne i dojrzałe, aby dokonać tej czynności bez osoby dorosłej. A skoro nie jest jeszcze gotowe na ten krok, to zrób to co do Ciebie należy. Spędź ten czas z dzieckiem i czuwaj przy nim / nad nim. Zapewnij mu bezpieczeństwo podczas, gdy ono będzie się dobrze bawiło. Nie musisz chodzić za nim krok w krok, jednak śledź swoim wzrokiem jego każdy krok odpoczywając na ławeczce. 

Niezależnie od tego jak bardzo jesteś zmęczona, jak bardzo marzysz o chwili dla siebie, będąc z małym dzieckiem na placu zabaw, to Ty ponosisz za nie odpowiedzialność i na Tobie spoczywa obowiązek zapewnienia mu bezpieczeństwa. 
 
Dziecko jest tylko dzieckiem i ma prawo podejmować błędne decyzje. Ma prawo się mylić. Ma prawo źle odczytać intencje osoby postronnej niezależnie od wieku. To rodzic powinien czuwać i bacznie obserwować swoje dziecko, aby takim sytuacjom zapobiec. Pamiętaj, czuwanie to nie synonim kontrolowania.

Urazy mechaniczne, przepychanki z innymi dziećmi, walka o huśtawkę czy zjeżdżalnię - to codzienność. Jednak opuszczenie miejsca zabaw przez 3-letnie dziecko zmienia postać rzeczy. 

Czas szybko mija i za klika lat Twoje dziecko nie będzie potrzebowało Twojej pomocy w wielu sytuacjach życiowych. Masz tylko kilka lat na poświęcenie ich właśnie jemu, na ukształtowanie jego życiowych poglądów i na zadbanie, aby zawsze pamiętało swoje dzieciństwo jako bezpieczne i radosne, aby pamięciom wracało do niego w wielkim sentymentem. Nie marnuj tych chwil na przeglądanie telefonu, na beztroskie piknikowanie ze znajomymi bez bacznej obserwacji swojego dziecka.

Pozdrawiam
Karolina 

Zobacz więcej >

Czekoladowo-karmelowe szyszki, inne niż wszystkie

Pomimo upływu czasu z sentymentem wspominam smaki swojego dzieciństwa. Smaki, które przypominają mi tamte radosne i beztroskie czasy. 

Wakacje u babci na wsi i ten niesamowity smak smażonych grzybów ze śmietaną. Czasy gimnazjum i obłędną pomidorówkę babci mojej psiapsiuły. No i te nieziemskie szyszki w wykonaniu mojej cioci. 

Są to smaki, których nie sposób powtórzyć. Smaki, które po części zostały przeze mnie utracone z racji upływu czasu i  kolei losów. Wiele lat minęło od czasów wakacji u babci, od niesamowitego smaku smażonych grzybów i wspomnianej pomidorówki. W przypadku szyszek było inaczej. Po około 13 latach znów poczułam ich smak. Oryginał mojej cioci. 

Inne miasto, inne województwo, osoba niezwiązana z moim dzieciństwem i magiczny przepis z jej rodzinnych stron. Kurczę na prawdę ten przepis to strzał w 10, co może potwierdzić mój Mąż - po zjedzeniu połowy szyszek w przeciągu kilku godzin :-)


Składniki: 
➪60 dag krówek (osobiście preferuję ciągotki :-) )
➪40 dag irysów
➪1 szt margaryny
➪kakao (opcjonalnie)
➪200 g ryżu preparowanego

Sposób przygotowania:
➪krówki, irysy oraz margarynę roztapiamy w garnku na małym ogniu
➪dodajemy kakao w ilości odpowiedniej do naszego gustu
➪powstałą masą zalewamy ryż preparowany i dokładnie mieszamy łyżeczką (uwaga gorące)
➪po przestygnięciu formujemy preferowane kulki 

Wskazówki:
➪ powyżej podałam Wam oryginalne ilości zgodnie z otrzymanym przepisem. Osobiście wszystkie składniki dzielę na 2 i jest to ilość odpowiednia dla 3-4 osobowej rodziny;
➪smaków dzieciństwa nie modyfikujemy i nie rozpatrujemy w kategorii ilości kalorii :-)





SMACZNEGO :)

Pozdrawiam
Karolina 
Zobacz więcej >
the moments of life © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka