Gdy siła marketingu wypiera jakość, czyli o kosmetykach dla dzieci i mojej niewiedzy, oraz gdzie sprawdzać jakość kupowanych przez nas produktów

Jestem totalną nogą we wszystkim co związane z biologią, chemią a tym samym z kosmetologią i dermatologią. Chociaż bym się prężyła i spinała za żadne skarby świata nie zapamiętam składników, które sprzyjają naszemu organizmowi, a które szkodzą. Moje dotychczasowe wybory podyktowane były tym co znam - z reklamy oczywiście, i tym jaka firma wypuściła produkt na rynek. Tak na chłopski rozum, skoro kosmetyki pewnej firmy są długo na rynku, widujemy je niemal w każdym sklepie/drogerii a i piękne reklamy kuszą nasze oczy to chyba jednak musi to być dobre. Niestety tak to nie działa 😞

Kiedy człowiek słyszy diagnozę nowotwór skóry od razy zwala wszystko na kosmetyki i całą chemię w nich zawartą. To nic, że moja wersja zmiany nie miała nic wspólnego z produktami nakładanymi na twarz - ja wiedziałam lepiej 😉 Zaczęłam zgłębiać wiedzę na temat części składowych używanych przeze mnie kosmetyków i pomimo, że nadal raczkuję w tym temacie, a te same nazwy sprawdzam 10 razy bo już nie pamiętam, które kryły skład przyjazny dla skóry a które nie, to małymi kroczkami wymieniam całą zawartość swojej kosmetyczki na to co przyniesie mi korzyści, a nie dodatkową chemię. 

Całe szczęście Młody nie potrzebują tak wielu mazideł co ja i Jego kosmetyczka wygląda już na prawdę bardzo dobrze. Jedyne z czym muszę więcej pokombinować to pasta do zębów, którą widzicie na zdjęciach. Wiem o jego składzie, ale też wiem ile prób mieliśmy aby przestawić się na inną - niestety Młody staje okoniem i nie ma szans na zbyt szybką zmianę, więc czekamy na ostatnie szczotkowanie tą co mamy 😝


 Krem na każdą pogodę -Nivea

Czyli krem, które jest z nami od samego początku. Uwielbiam jego zapach, to jak pięknie wygląda buziulka dziecka, gdy jest nim nawilżana oraz to jak dobrze się rozsmarowuje. Sama wybierając się na stok nakładam "Krem na każdą pogodę" na twarz i wiem, że mnie nie zawiedzie. U nas sprawdził się idealnie. Kolejny plus za brak wody w składzie.

Skład: 
Paraffinum Liquidum (olej mineralny) – zmiękcza i wygładza skórę, warstwa okluzyjna chroni skórę przed szkodliwymi czynnikami środowiskowymi
Cera Microcristallina (emolient tłusty) – działa nawilżająco
Talc – zabezpiecz skórę przed podrażnieniami, ułatwia poślizg
Zinc Oxide (tlenek cynku)- działa jako filtr UV
Hydrogenated Castor Oil – działanie nawilżające, zmiękczające, zapobiega odparowywaniu wody
Paraffin – j.w.
Calendula Officinalis Flower Extract (Olej z nagietka lekarskiego) –j.w.
Panthenol – prowitamina B5, działanie przeciwzapalne, przyspiesza procesy regeneracji naskórka, utrzymuje nawilżenie
Glycine Soja Oildziałanie nawilżające
Parfum  


"Krem na każdą pogodę" możemy nabyć w bardzo fajnej cenie (mniej niż 15 zł) niemal w każdej drogerii. 

Cream Bath - Krem do kąpiel z nagietkiem lekarskim - Weleda 

Z kosmetykami firmy Weleda znamy się od niedawna, jednak po obecnym czasie użytkowania zauważam pozytywne efekty na skórze Młodego. Czerwona, wysuszona zmiana co jakiś czas odnawiająca się na jego nóżce zniknęła już po dwóch/trzech użyciach i tfu, tfu nie było nawrotu od dwóch tygodni.

Opisywany tutaj produkt ma bardzo delikatny zapach przez co ciało dziecka zachowuje swój naturalny odświeżony zapach. Krem do kąpieli nie pozostawia sztucznej warstwy, ładnie rozpuszcza się w wodzie oraz nie uczula, gdy dostanie się do oczu.
Nie znam pełnej oferty firmy Weleda i dopiero zaczynamy się z nią zaprzyjaźniać, jednak produkty które mnie zainteresowały są na prawdę bardzo fajne pod kątem składu oraz moich obserwacji po ich używaniu.
Osobę kupującą na samym początku może odstraszyć cena. Na obronę dodam, że produkt ten jest bardzo wydajny i wystarcza na długo. Kolejny plus - jak wcześniej wspomniałam skład. 

Osobiście jestem osobą, która wybiera opcję kupowania wydajnych dziecięcych produktów o które nie muszę się martwić, że zaraz znikną z mojej łazienki. Tutaj mamy taką opcję, krem ma fajny zapach, konsystencję, nie uczula przy kontakcie z oczami, nie pozostawia wyczuwalnej warstwy na skórze. Co za tym idzie cena mnie nie odstrasza. 

Link do produktu dostępnego w sieci aptek w których sama zaopatruję się chociażby w antybiotyki - TUTAJ

skład:
Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil -zaliczany do wyjątkowo łagodnych dla skóry olejów, przez co zalecany do pielęgnacji każdego rodzaju skóry, zwłaszcza dziecięcej i alergicznej, podrażnionej, suchej i atopowej. Natłuszcza, odżywia, regeneruje, wygładza i chroni
Sesamum Indicium (Sesam) Seed Oil- olej sezamowy, większa barierową funkcje skóry, zmniejsza utratę wody przez naskórek oraz zwiększa elastyczność skóry. Przywraca właściwe nawilżenie skóry
Alcohol- alkohole przy ekstraktach roślinnych są pożądane, gdyż stanowią dla nich rozpuszczalnik , grunt to odpowiednie stężenie i wybór
Glycerin - działanie łagodzące i redukujące podrażnienia skóry
Calendula Officinalis Flower Extract- wyciąg z nagietka, właściwości ochronne, przeciwzapalne, regenerujące, 
Glyceryl Stearate SE- działa zmiękczająco, wygładzająco, natłuszczająco i ochronnie na skórę
Fragrance (Parfum) from natural essential oils - substancja zapachowa - naturalna
Xanthan Gum - substancja wiążąca wilgoć
Glyceryl Stearate Citrate - Substancja stabilizująca i poprawiająca jakość piany
Limonene from natural essential oils- składnik kompozycji zapachowej,
Linalool from natural essential oils-- składnik kompozycji zapachowej,

Emulsja do ciała z nagietkiem lekarskim -Weleda

Kolejny produkt firmy Weleda i co dziwne z tej samej serii Calendula. Gdy jakiś czas temu opublikowałam na instagramie zdjęcie kosmetyku, który używam rozwiązała się krótka wymiana zdań, że niestety ale większość serii dostępnych w drogeriach ma w swoim zestawie tylko jeden/dwa produkty z dobrym składem. Reszta niestety nie jest godna polecenia. A szkoda bo jednak używając całej serii kosmetyków powinniśmy mieć gwarancję, że one na wzajem się uzupełniają. W tym przypadku tak jest. Nareszcie coś co pasuje składem w całości do siebie i daje użytkownikowi ten sam poziom jakości. 


Kolejny raz muszę zrobić pozytywną reklamę firmie Weleda - emulsja do ciała z nagietkiem lekarskim to jeden z najbardziej wydajnych kosmetyków nawilżających jaki mieliśmy. Sama często podbieram ten kosmetyk Młodemu, gdyż mam bardzo suchą skórę na nogach a on daje radę. Jakbym miała porównać jego wydajność z innymi kosmetykami to jedyny, który mógłby z nim konkurować to olej kokosowy. Ponadto nie pozostawia tłustej i lepkiej warstwy na ciele dziecka (i mojej 😋).

Link do produktu w aptece - TUTAJ
Skład:
Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil, Glycerin, Alkohol,Glyceryl Stearate SE, Calendula Officinalis Flower Extract, Xanthan Gum, Fragrance (Parfum) from natural essential oils, Limonene from natural essential oils, Linalool from natural essential oils – jak wyżej
Cetearyl Glucoside - emolient
Hydrogenated Coco-Glycerides – emolient, nawilża, zmiękcza, wygładza
Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract – ekstrakt z rumianku pospolitego, bogaty w witaminę C
Beeswax (cera alba) - doskonały naturalny emolient, emulgator i stabilizator emulsji - natłuszcza, chroni i zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z naskórka, regeneruje, wygładza
Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butteemolient z nasion kakaowca
Glyceryl Caprylate  - emolient
Geraniol from natural essential oils - substancja zapachowa – naturalna,
Cytral from natural essential oils - substancja zapachowa – naturalna,



Żel do mycia ciała i głowy - LINOMAG

Nie będę ukrywała, że produkt ten dostałam w ramach blogowego testowania. Producent wysłał mi kilka kosmetyków z serii Baboo ale niestety jedynie ten jeden + mydełko mają tak fajny skład, że pisząc tu o nich będą godne polecenia. O mydełko LINOMAG Wam niestety ale szczegółowo nie napiszę, gdyż nie było jeszcze przez nas używane, za to żel już tak 😉

Wielki plus za delikatny, naturalny zapach. Minus za wydajność - nie wiem czy taki żel starczyłby na miesiąc ciągłego używania. Kolejny plus za cenę i skład. Minus za brak efektu pienienia, które pomaga przy myciu dziecka. Plus za dostępność. Minus za brak łatwości używania - nie wiem czy tak mogę to ująć, ale używając go podczas kąpieli mam wrażenie, że żel szybko się spłukuje i nie ma szans na umycie jedną aplikacją żelu na gąbkę małego ciałka dziecka. Ale może to tylko moje odczucie i zbyt mocno się czepiam. Summa summarum plusy przeważają więc nie ma powodu, aby produkt ten nie uznać za godny polecenia 😋


Link do produkt w aptece - TUTAJ

Skład:
Aqua,
Sorbitol- naturalna substancja nawilżająca
Sodium Cocoamphoacetate- Bardzo łagodna dla skóry substancja myjąca. Usuwa zanieczyszczenia z powierzchni skóry i włosów
Cocoamidopropyl Betaine- Substancja myjąca - usuwa zanieczyszczenia z powierzchni skóry i włosów.  Substancja bardzo łagodna dla skóry i błon śluzowych, łagodzi ewentualne działanie drażniące anionowych substancja powierzchniowo czynnych
Lauryl Glycoside- Substancja łagodna dla skóry, łagodzi ewentualne drażniące działanie wywołane przez anionowe substancje powierzchniowo czynne na skórę. Substancja myjąca - usuwa zanieczyszczenia z powierzchni skóry i włosów.
Coco-Glucoside and Glyceryl Oleate- łagodny detergent pochodzenia naturalnego
Lactic Acid - Substancja nawilżająca, mająca zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka. Działa keratoplastycznie (zmiękcza warstwę rogową), a w wyższych stężeniach działa keratolitycznie (złuszcza zrogowaciały naskórek). Kwas mlekowy stosowany jest głównie w balsamach do pielęgnacji skóry suchej, przesuszonej
Linum Usitatissimum- olej z siemienia lnianego
Panthenol- j.w. prowitamina B5, działanie przeciwzapalne, przyspiesza procesy regeneracji naskórka, utrzymuje nawilżenie
Polysorbate 40 - emulgator
Glyceryl Caprylate- emolient
Parfum

Pasta do zębów Prokudent 0-6 lat



Pasta, którą Młody sam wybrał a ja mu na to pozwoliłam. Czego się nie robi, aby dziecko chętniej myło zęby :) Czytając skład wydawał mi się ok i kurde wałkowałam go kilka razy, ale zaglądając na stronkę Sroka O którą często się posiłkuję zauważyłam, że nie jest zalecane, aby w składzie pasty dla dzieci znajdował się składnik o nazwie Propylene Glycol. Czemu? 

Kolejne godziny spędzone na wałkowaniu przyczyny, której nie mogłam nigdzie znaleźć. Ale już wiem. Składnik sam w sobie nie jest szkodliwy to jednak jego połknięcie przez dziecko już może. Na szczęście Młody ładnie wypluwa pianę, ja nie zwariowałam całkowicie i nie wyrzucam wszystkiego co jest pe, jednak następnym razem poszukam czegoś bez tego składniku i będę miała nauczkę na przyszłość. 

Link do produktu - TUTAJ



Staram się nie uzależniać od jednej marki dlatego przedstawiałam Wam kilka propozycji, które używamy i które w moim odczuciu są ok. I nie chodzi tu o reklamę danych marek bo gdyby o to chodziło już dawno reklamowałabym znane marki, które bardzo często współpracują z blogerami na zasadzie barteru. Osobiście odrzuciłam całkowicie firmę Dove baby, która bardzo często pojawia się na blogach. Zrezygnowałam też z kremu MediDerm polecanego przez farmaceutów. Mało kto reklamuje kosmetyki Rossmanowskie - a one też są fajne tylko nie mają nakładu finansowego na marketing,

Nie dajcie się omamić i sami zdecydujcie co będzie znajdowało się na Waszych półkach. Każda skóra wymaga innej pielęgnacji, a ta atopowa czasami nawet ingerencji składników na co dzień dla zdrowej skóry nie zalecanych. To jest trochę jak z migreną - jeśli ją mamy to bierzemy leki, a jeśli nie mamy to po co łykać chociażby zwykłe tabletki na ból głowy?

Jeżeli szukacie informacji o składach kosmetyków to polecam strony:
- Sroka O - tam znajdziecie gotowe, całościowe recenzje o produktach
- Naturativ - informacje o składnikach kosmetyków
- Kosmopedia -  encyklopedia o składnikach kosmetyków





Pozdrawiam
Karolina
Zobacz więcej >

dzieciństwo kiedyś vs dzieciństwo dziś

W życiu każdego człowieka zdarzają się takie sytuacje, które skłaniają do refleksji. Dzięki nim sięgamy wstecz, wyciągamy wnioski, zmieniamy swoją postawę lub zwyczajnie w świecie tęsknimy za tym co utracone. Niedawno odeszła osoba, która była i w sumie nadal jest częścią mojego dzieciństwa. Która wniosła w moje życie elementy, smaki czy sytuacje, które są niczym puzzle w całym obrazku tamtych lat.

Wszystkie te wspomnienia z dziecięcych lat przypomniały mi o tym jak beztroskie one były. Jak dobrze mi wtedy było i jak cudownie było być po prostu dzieckiem. Chciałabym, aby również mój Syn z takim sentymentem wspominał swoje dzieciństwo i abyśmy my z mężem oraz jego dziadkowie byli fundamentem, który dzięki swojej sile i stabilności pomimo wielu zachwiań umacnia Go i kształtuje na dobrego człowieka.

 

Z punktu widzenia rodzica dzieciństwo kiedyś vs dzieciństwo dziś to tak jakby dwa odmienne światy, które łączą się jedynie w kwestii emocjonalnych pragnień wobec naszych dzieci (szczęście, bezpieczeństwo, beztroska..). Dlaczego tak mało je łączy?

 Bezpieczeństwo 

Kwestia, która mnie jako rodzica boli najbardziej. Świat stał się nieprzychylny bezbronnym dzieciom. Media społecznościowe co chwilę donoszą o barbarzyńskiej przemocy wobec najmłodszych. O okrutnych zachowaniach osób, które powinny bronić i dbać o bezpieczeństwo, a doszczętnie niszczą świat dziecka. O osobach, które nie dość, że zniszczyły samych siebie to jeszcze tą złą mocą sięgają do świata najmłodszych. Wiem, że nikt nie zakłada, że naszemu dziecku stanie się krzywda jednak u każdego z nas zapala się czerwone światełko - nie kuś losu. W grę wchodzi zasada: nie ograniczaj ale edukuj i kontroluj z bezpiecznej odległości.

 Otoczenie 

Przypominacie sobie, aby na Waszej ulicy mieszkało dziecko, którego nie znaliście bądź które nie uczestniczyło we wspólnej zabawie? Ja nie. 

 

Dziś jest inaczej. O ile jeszcze mieszkamy w blokach szanse na wspólne zabawy są większe. Jednak większość z nas ucieka od zgiełku i otaczających nas ludzi. Z kim nie rozmawiam to, gdyby tylko mógł i miał możliwości finansowe mieszkanie zamieniłby na dom po to, aby nie znosić uciążliwych sąsiadów. Wiele razy słyszałam, że życie w gromadzie to niczym wrzód na dupie. Fakt sąsiedzi potrafią zatruć życie, jednak mieszkanie w domu, gdzie sąsiadów widujesz jedynie w samochodzie podczas wyjeżdżania na zakupy/ do pracy nie daje możliwości poznania się na wzajem przez co i nasze dzieci nie budują tej relacji z rówieśnikami.


Kreatywność 

No i tu pies pogrzebany, bo nikt mi nie powie, że nasze dzieci są tak bardzo kreatywne jak my kiedyś. Dawniej kawałek gumy i możliwość na niej skakania to było coś. Piłka do nogi nawet na wąskiej ulicy przy której mieszkałam dawała wiele możliwości: zbijak, kwadrat, gra w piłkę, siatkówka... A dziś? Bez orlika i zorganizowanych zajęć ani rusz. Wiem, orlik jest bezpieczniejszy - tylko kiedy ta kreatywność i zwykła radość zaczęła zanikać? Pamiętacie bierki? Ja bardzo dobrze bo potrafiłam w nie grać godzinami. Dziś ich koszt wynosi ok 2 zł tylko chętnych brak bo za mało bodźców. A propos bodźców

Bodźce 

Tak, tak nasze dzieci potrzebują dużo bodźców, kolorowych gier, gadżetów. Bajki kiedyś bajki dziś - już nie piszę o treściach, chociaż i one powinny podlegać dyskusji to jednak o wszystkich elementach w nich zawartych chciałam wspomnieć. Kacper wychowywany jest na bajkach emitowanych na TVP ABC, czyli dawniej "Pszczółka Maja", "Reksio", dziś "Bolek i Lolek". Nie jesteśmy jaskiniowcami i wiemy jakie możliwości daje satelita. Efekt wizualny emitowanych tam bajek znacznie odbiega od tych emitowanych w moim dzieciństwie.

To tylko niektóre kwestie, które przez te naście lat uległy zmianie. Z drugiej strony również wiele zmieniło się na dobre - żyjemy bardziej świadomie, zdrowiej się odżywiamy, nasze dzieci mają większe możliwości w kwestii edukacji, przedszkola nie są przechowalniami dla dzieci a na prawdę inwestują w rozwój naszych pociech, ... Nasze macierzyństwo jest bardziej nastawione na dzieci i ma totalnie inny wymiar niż miało to miejsce kilkanaście lat wstecz.
 

 

Możemy tak dedukować, przekomarzać się kto ma lepiej i które czasy były lepsze do wychowywania dzieci. Prawda jednak jest taka, że nie ma znaczenia w jakich czasach żyjemy, gdyż nasze pociechy nie będą znały smaku dzieciństwa sprzed lat. My rodzice mamy to porównanie ale i doświadczenie życiowe zdobyte przez te wszystkie lata swojego życia.


Nasze dzieci i ich dzieciństwo to czysta kartka. Niech to one zapiszą na niej co tylko chcą ale to my nadajmy jej kolor miłości, bezpieczeństwa i radości.
Bo

"Panoramę życia tworzą wszyscy a barwy jej przydają niektórzy"

Henryk Haufa






Pozdrawiam

Karolina


Zobacz więcej >

Idealna mata stymulującą rozwój Twojego dziecka - KONKURS

Czy wiesz, że pierwszy rok dla Twojego dziecka jest najważniejszy? To właśnie podczas tych pierwszych 365 dni zachodzi najwięcej zmian w ciele i mózgu dziecka, dlatego tak ważna jest nasza aktywność w kwestii budowania poczucia bezpieczeństwa oraz wspomagania jego rozwoju. 

Na czym między innymi owa aktywność powinna polegać:
⏩  przytulanie, chustowanie, masowanie...
⏩  zadbanie o spokój i harmonię w otoczeniu w którym dorasta dziecko
⏩  odżywianie dostosowane do wieku dziecka
⏩  wspólna zabawa
⏩  wspólne czytanie i śpiewanie
⏩  motywowanie
⏩....

Idąc na przeciw wszystkim rodzicom oraz maluszkom otwartym na nowe bodźce, firma Canpol Babies stworzyła matę edukacyjną "Piraci", która nie tylko wspomaga rozwój dziecka ale również dba o ich bezpieczeństwo dzięki opcji kojca.

Szczegółowy opis podany przez producenta: 
Mata do zabawy wykonana jest z miękkiej, kolorowej tkaniny z ociepliną w środku. Została wyposażona w atrakcyjne elementy oraz kontrastowe, intensywne kolory stymulujące rozwój koordynacji wzrokowo - słuchowej oraz ruchowej dziecka. Mata jest wyposażona w 5 piszczących lub grzechoczących zabawek, które możesz w każdej chwili odpiąć i podać dziecku do zabawy.
Wyjątkowo gruba tkanina pozwala na ułożenie maty na płaskich powierzchniach, dzięki czemu możesz mieć bawiącego się na niej malca zawsze w zasięgu wzroku.
Bardzo wygodna funkcja kojca pozwala na złożenie brzegów i zapięcie ich na silny rzep, dzięki czemu dziecko nie wyturla się poza obręb maty.
Na macie:
  • szeleszczące kółeczka
  • 2 piszczałki – na kole sterowym
  • grzechotka – na kole sterowym
  • lusterko
  • pozytywka
  • zróżnicowana tekstura


 Jesteście zainteresowani matą "Pirat"? Jeśli tak to:
W komentarzu pod postem w kilku słowach opisz jak stymulujesz rozwój swojego dziecka oraz zostaw w nich swój adres email.
Konkurs jest jednocześnie prowadzony na FB, więc jeśli tak Ci wygodniej zgłoś swoją osobę pod linkiem - KLIK

REGULAMIN:
⏩ Sponsorem nagrody  jest marka Canpol Babies, która za pośrednictwem bloga the moments of life  obdaruje matą edukacyjną "Piraci" jedną osobę, która  spełni wszystkie wymagania podane w poście konkursowym 
⏩Konkurs trwa od 14.01.2018 do 19.01.2018 .
⏩ Konkurs jest jednocześnie prowadzony na stronie bloga oraz na fanpage bloga
⏩Wyniki konkursu zostaną opublikowane na blogu oraz na Fanpage "the moments of life" w ciągu 3 dni od jego zakończenia. 
⏩ Wyłoniona osoba zobowiązana jest to przesłania dokładnych danych do wysyłki wraz z numerem telefonu dla kuriera na adres bloga (w przypadku wygranej przez osobę wysyłającej zgłoszenie na stronie bloga), bądź za pośrednictwem Facebook z profilu, który został wyłoniony. W przypadku nie przesłania danych adresowych w wyżej wymienionym terminie, typowany jest kolejny zwycięzcy na tych samych zasadach.
⏩Wygrywa 1 osoba
⏩ Nagroda wysyłana jest tylko na terenie Polski bezpośrednio przez Producenta marki Canpol Babies.
⏩ Konkurs nie jest loterią promocyjną w rozumieniu art. 2 ust. 1 pkt. 9 Ustawy o grach i zakładach wzajemnych z dnia 29.07.1992 r. (Dz. U. z 2004r., Nr 4, poz. 27, z późn. zm.) i nie podlega regułom zawartym w ww. ustawie, rozporządzeniach wykonawczych do tej ustawy.



---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
                                                           ******WYNIKI*****
Oto i są wyniki konkursu, gdzie do wygrania była mata edukacyjna. Reguły są bezlitosne i wygrywa tylko jedna osoba, którą wylosował mój Syn 👦 A nagroda trafia do:
pani Sylwii Pasiuk

p.s. proszę o kontakt z podanego adresu e-mail z wymaganymi danymi.
                                         ************GRATULUJĘ**************
Zapraszam
Karolina
Zobacz więcej >

Aparat ortodontyczny oraz dekalog jego posiadacza (z przymrużeniem oka)



Od blisko roku jestem „szczęśliwą” posiadaczką biżuterii na zębach, a dokładniej ujmując w marcu będę obchodziła pierwszą rocznicę. Do podjęcia decyzji o lekkim wydaniu oszczędności na kawałek drutu skłoniły mnie kwestie zdrowotne. Tych kilka miesięcy nauczyło mnie jak żyć z aparatem i jakoś z nim funkcjonować - spisałam dekalog, który również Wam pozwoli przetrwanie tych kilka lat.

źródło: internet

Pierwsza zasada: smaruj smaruj, smaruj

Od dnia założenia aparatu należy przyjąć założenie, iż wazelina to nasz najbliższy przyjaciel. Niech Was nie zmyli fakt, że samo zakładania aparatu nic nie bolało, a w pierwszych godzinach nawet nie zauważacie różnicy pomiędzy życiem z aparatem a bez aparatu - jazda zaczyna się dopiero później. Ja jak zwykle byłam mądrzejsza i pomimo wcześniejszego przestudiowaniu kilku wpisów na blogach oraz specjalistycznych artykułów dla osób zakładających aparat, nie skorzystałam z uzyskanych tam rad. W  komplecie do drutów na zębach każdy pacjent otrzymuje zestaw elementów pomagających w utrzymaniu higieny jamy ustnej. Poza szczoteczką, płynem do płukania jamy ustnej można znaleźć tam wazelinę, którą należy nałożyć na zamki przyklejone do szkliwa zęba. Ich ostre (pierwsze odczucie) zakończenia ranią błonę w środku jamy ustnej przez co mogą pojawiać się rany, bądź afty. Osobiście tego drugiego nie miałam ale same rany dały mi nieźle do wiwatu. Zjedzenie tradycyjnego polskiego posiłku (czytaj schabowy + ziemniaki) graniczyło z cudem i sama osobiście przegrywałam walkę z bólem. Nie przejmujcie się, że wyglądacie nieestetycznie - w dupie z tym, grunt to móc w miarę normalnie funkcjonować.

Zasada druga: nie uśmiechaj się podczas jedzenia. 

Serio, nigdy nie wiesz czy pół kanapki nie ukryło się za aparatem. Jeśli dodatkowo jesteś miłośniczką szpinaku jak ja to masz przerąbane. W poprzedniej pracy wspólnie z koleżanką byłyśmy fankami naleśników ze szpinakiem i często zamawiałyśmy je na obiad. Pierwsza reakcja – nie uśmiechaj się ani nie mów ze zbyt otwartą buzią – kawałki/ nitki szpinaku na pewno będą widoczne. Reasumując, zainwestuj w manicure bo od dziś Twoja dłoń zasłaniająca uzębienie będzie wystawiona na pierwszy plan.

Zasada trzecia: Wybieraj kolorowe gumki.

Początkowo myślałam, że kolorowe gumki są dla dzieci i od nich stroniłam- bo jak osoba pracująca w banku może mieć na zębach odcienie różu czy błękitu. Pierwszy wybór – szarość, która miała zlewać się z aparatem dzięki czemu miał on być mniej widoczny. No way…odcień szarości podbił kolor metalu i tym samym przez pierwsze 6 tygodni nosiłam grilla niczym gwiazda amerykańskiego rapu. Obecnie zawsze wybieram odcień różu, który ładnie podbija kolor ust oraz delikatnie zasłania metal na zębach. Bezbarwne gumki? Po kilku tygodniach pożółkną od herbaty i kawy czyli efekt zaniedbanych zębów murowany.

Zasada czwarta: Zdjęcia z oddali

Jeśli będziesz wykonywać zdjęcia z oddali to uśmiechając się co zauważysz? – brak zębów lub zęby z siwym nalotem, więc albo szczerz się jak koń na widok marchewki albo ich nie pokazuj. Na co Ci zdjęcia na których wyglądasz jak osoba potrzebująca protetyka?


Zasada piąta: Wybiel zęby

Ja tego nie zrobiłam i do dnia dzisiejszego żałuję. Podczas noszenia aparatu nie jest zalecane wykonywanie tego zabiegu, aby nie wyglądać jak łaciata krowa po jego zdjęciu (tak zaleca mój ortodonta). Przed założeniem aparatu moje zęby może nie były śnieżnobiałe ale bliżej im było do odcienia bieli niż żółci. Dziś sporo straciły na jakości pomimo częstego ich mycia, a jak wcześniej nadmieniłam jakiekolwiek poprawki będą możliwe dopiero za rok. Polecam chociażby domowe sposoby wybielania…

Zasada szósta: Na dobre pożegnałam się z piękną lśniącą biżuteria.

 I nie mówię tu o diamentach wielkości połowy twarzy. Zwykłe zwisające nieco poniżej linii żuchwy kolczyki, które pięknie mienią się od światła będą zajebiście gryzły się z matowym, o zimnym odcieniu metalem na zębach. Mam wrażenie, że owe paskudztwo ładnie łączy się jedynie z delikatnymi wtykanymi kolczykami.

Zasada siódma: Uwaga na dziecko

Zwykła zabawa, delikatne machnięcie ręka czy uderzenie główką i łzy same napływają Ci do oczy. Serio, lekkie uderzenie w tym przypadku jest synonimem niezłego piźnięcia.

Zasada ósma: nerwobóle

Pomimo, że zęby same w sobie mnie nie bolały to po blisko miesiącu dopadły mnie nerwobóle spowodowane bardzo intensywną zmianą położenia górnej dwójki. To właśnie ona chowała mi się za jedynką, a po blisko miesiącu była od niej oddalona o kilka milimetrów. Na szczęście udało się zniwelować ból bez zdejmowania aparatu i po ciężkim weekendzie dolegliwości minęły. Ale ile się namęczyłam to moje. Nerwobóle to raczej nie jest standard dla osób noszących aparat więc tak, czuję się wyjątkowa 😡


Zasada dziewiąta: pieniądze

Nie od dziś wiadomo, że żeby być pięknym trzeba za to nieźle zapłacić. Natural beauty w moim przypadku nie działa. Na wejście zapłaciłam 1700zł i obecnie co 6-8 tygodni zostawiam w gabinecie 100 zł, a ponieważ aparat zakładałam w innym mieście należy doliczyć 50 zł na dojazd. W sumie te miesięczne opłaty już tak bardzo nie bolą ale należy pamiętać, że po zdjęciu aparatu stałego czeka nas aparat podtrzymujący wypracowane ułożenie zębów oraz przewiduję, że poza walką o powrót białego odcienia zębów dodatkowo niezbędne będzie leczenia powstałych ubytków. Na chwilę obecną ich nie zauważyłam ale co będzie za rok nie wiem. Sam aparat podtrzymujący to koszt rzędu 500-700zł.

Zasadza 10: efekt

Liczę, że tym razem efekt będzie zadowalający (wcześniej miałam aparat wkładany) i jeśli tylko sama będę stosowała się do zaleceń ortodonty długo będę cieszyła się prostym uzębieniem, a jeśli już ich układ się zmieni to będzie to zmiana minimalna.  Co prawda ostatnio usłyszałam, że raczej sam aparat nie pomoże i czeka mnie chirurgiczne nastawianie szczęki (jak dobrze kojarzę jest ona przecinana i odpowiednio łączona, bleeee) ale na razie o tym nie myślę i wierzę, że wydane pieniądze nie pójdą na marne :D

Pozdrawiam i życzę genetycznie lepszego uzębienia niż sama posiadam 😉
Karolina



Zobacz więcej >
the moments of life © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka